Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studio Astropsychologii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studio Astropsychologii. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

Stewia Barbara Simonsohn

NIEBIAŃSKO SŁODKA I ZDROWA ALTERNATYWA DLA CUKRU. 

Podobno. Próbując zrezygnować z cukru próbowałam wielu słodzików. Tych na aspartamie i tych na sacharynie. Żaden nie smakował tak jak cukier. Stewią nigdy się nie interesowałam. To znaczy kiedyś kupiłam nasionka i chciałam uprawiać stewię, ale zakiełkowało tylko jedno i i tak nic z niego nie wyrosło. 


Stewia (Stevia rebaudiana) to roślina o wyjątkowo słodkich liściach. Od wielu lat używana przez miliony ludzi jako naturalny słodzik. Badania pokazują korzystne działanie stewii przy nadciśnieniu i cukrzycy. Dbasz o zdrowie, szczupłą sylwetkę, nie chcesz lub nie możesz jeść cukru? Stewia może być dla Ciebie idealną alternatywą.1

 Stewia, skupnia (Stevia) – rodzaj z rodziny astrowatych obejmujący ok. 240 gatunków. Rośliny te występują w Ameryce Południowej i Ameryce Środkowej sięgając na północy po Meksyk i Stany Zjednoczone. Naukowa nazwa rodzaju upamiętnia Pedro Jaime Esteve (zwanego Steviusem) – botanika i medyka z Walencji, zm. 1556.2
 O stewii swego czasu słyszałam wiele. Niektórzy twierdzili, że to bardzo zdrowy słodzik, nie ma kalorii i jest idealny do codziennego słodzenia oraz do wypieków. Inni mówili, że to takie samo świństwo jak inne słodziki, może powodować raka i jest niesmaczne. Zanim postanowiłam kupić ten zdrowy słodzik postanowiłam trochę o nim poczytać. A jest to możliwe dzięki Barbarze Simonsohn, autorce książki Stewia. Niebiańsko słodka i zdrowa alternatywa dla cukru i słodzików.

Jej książka dzieli się na 6 interesujących mnie rozdziałów.  Z rozdziału pierwszego Dowiemy się z nich o pochodzeniu tej ciekawej rodziny, jej zaletach (także dla diabetyków), uprawie tej rośliny (podobno jest niewymagająca- nieprawda. Mi udało się ją zabić zanim się urodziła). Autorka podpowie także jak uprawiać stewię we własnym domu.
Drugi rozdział został poświęcony informacjom o tym, dlaczego stewia jest lepsza od cukru i innych słodzików (także miodu). Ja akurat w przewagę stewii nad miodem raczej nie uwierzę, ale z tym, że lepiej herbatę posłodzić liściem niż gramem czystej chemii zgadzam się w stu procentach. Z tego rozdziału dowiemy się także o tym, jak działa na nasz organizm cukier (zarówno biały jak i brązowy).
Trzeci rozdział to mnóstwo informacji o działaniu stewii jako takiej. Jej plusy i minusy, mity o tej cudownej roślinie, (nie)bezpieczeństwo stosowania naturalnego słodzika. Znajdziemy tu również informacje badaniach nad stewią oraz o istnieniu tego słodzika w Japonii oraz w USA.
Czwarty rozdział autorka poświęciła zaletom stewii. To informacje o jej wpływie na cukrzyków, ludzi będących na diecie, o hipoglikemii, wpływie rośliny na grzyby oraz Candidę, przy problemach z zębami w tym z próchnicą, o chorobach skóry oraz ogólnej jej kondycji.
Rozdział piąty to przepisy, a szósty to tak zwana "stewia od a do z".

Jeśli wszystko to, co w książce napisano jest prawdą, powinniśmy porzucić cukier na rzecz tego naturalnego słodzika. Nie wiem czemu, ale ja wierzę, że rośliny zawsze były i zawsze będą czymś ważnym w życiu ludzi. Tyle w naszym życiu jest różnego rodzaju chemii  na każdym kroku, że gdy tylko możemy, powinniśmy polegać na naturze. Nasi przodkowie tak żyli, więc i  my możemy. Jedynym minusem jest to, że kawa nie smakuje jak kawa po dodaniu tego słodzika. A może zwyczajnie kupiłam jakiś podrobiony? Sprawdzę kiedyś na innym.

Stewia, Barbara Simonsohn, Studio Astropsychologii, 2013


Za książkę dziękuję



1. http://stewia.info.pl/
2.http://pl.wikipedia.org/wiki/Stewia

środa, 26 czerwca 2013

Cud oleju kokosowego Bruce Fife

Od tysięcy lat miliony ludzi na terenie Azji, Oceanii, Afryki i Ameryki Środkowej wykorzystują kokosy jako główne źródło pożywienia. Cieszą się oni znacznie lepszym zdrowiem niż ci z Ameryki Północnej czy Europy, którzy go nie jedzą. Nie chorują na serce, raka, zapalenie stawów, cukrzycę i inne współczesne zwyrodnieniowe choroby. Ich tajemnicą jest właśnie olej kokosowy, który przed nimi chroni.









 Lubię czytać o zdrowym trybie życia. Czasami nawet uda mi się coś z tych mądrości wprowadzać  w życie. Tym razem się udało, zakupiłam magiczny olej i zastanawiam się jak to możliwe, że taka mała rzecz, a daje tyle dobrego.

Olej powiecie? Przecież to tłuste, kaloryczne. Może i tak, ale akurat ten olej (jak i kilka innych) zaliczamy do tych zdrowych. Być może kiedyś słyszeliście o tym, że olej kokosowy jest niezdrowy. Nic bardziej mylnego. Nie wiadomo o co chodzi? O pieniądze. Okazuje się bowiem, że takie "mądrości" propaguje i propagowało Amerykańskie Stowarzyszenie Producentów Soi. Gdzie soję możemy znaleźć nie muszę mówić. Jak wpływa na nasze zdrowie możecie się przekonać oglądając kilka filmów (choćby "Food Inc.") Dzięki ich działaniom rozpowszechniła się opinia o tym, że tłuszcze nasycone są niezdrowe, a to nieprawda. Nie zawsze. Na szczęście. Zależy to od ich budowy. Olej kokosowy jest średniołańcuchowy, a oleje niezdrowe są długołańcuchowe.

Autor książki "Cud oleju kokosowego" zaczął badania nad nim od siebie i swoich pacjentów. Okazało się, że likwiduje on problemy między innymi z łupieżem, łuszczycą, zmianami skórnymi, grypą, wrzodami, próchnicą itd. Aby na własne oczy szybko zobaczyć jak dobroczynny wpływ na zdrowie na olej kokosowy można zwiedzić jedną z wysp południowego Pacyfiku. Ludzie tam żyjący, jedzący na co dzień kokosy, są najzwyczajniej w świecie zdrowi. Podobno badania pokazują, że jeśli "ludzie Pacyfiku" przerzucą się na "dietę zachodu" stan ich zdrowia ulega pogorszeniu.

Z książki dowiemy się wiele o walce amerykańskich firm z olejami tropikalnymi. Władza, pieniądze, korupcja. To podobno ma duży wpływ na mylne postrzeganie kokosów jako niezdrowych (a przynajmniej oleju). Pozycja ta zawiera dużo ciekawych informacji. Cześć jest bardziej przystępna, część mniej, ale każdy kto książkę przeczyta zorientuje się, że kokos daje nam zdrowy olej, a łańcuchy z których olej ten jest "zbudowany" pomagają na takie bakterie jak: paciorkowiec, gronkowiec, dwoinka, chlamydia.

Może gdybyśmy jedli zdrowiej, to, co daje nam natura, nie pryskali wszystkiego środkami ochrony i żyli w zgodzie z naturą bylibyśmy zdrowsi. Do tego się chyba to wszystko sprowadza. Tak mi się przynajmniej wydaje.

 Cud oleju kokosowego, Bruce Fife, Studio Astropsychologii, 2013

Za książkę dziękuję

piątek, 26 kwietnia 2013

Zielony eliksir życia Victoria Boutenko

Zima minęła, wiosna się zaczyna. Jeśli do tej pory o siebie nie dbaliście, to może pora najwyższa zacząć? A jak najlepiej o siebie dbać? Najlepiej zacząć od środka. A ponieważ jest wiosna, to i wszelka zielenina tanieje. Możemy więc poeksperymentować.

Victoria Boutenko jest podobno specjalistą od kuchni witariańskiej.
"Witarianizm - dieta wykluczająca spożywanie pokarmów poddanych obróbce termicznej. Witarianie dopuszczają podgrzewanie jedzenia do 41 °C. Najczęściej, choć nie zawsze jest łączony z wegetarianizmem lub weganizmem. Istnieje coraz więcej dowodów (również tych praktycznych w postaci samych witarian), że surowe roślinne pożywienie jest najzdrowsze dla człowieka, utrzymujące go w witalności, zdrowiu i dobrej kondycji fizycznej. Pokarmy poddane obróbce termicznej nie zachowują pełnej wartości odżywczej, są martwe. Dostarczając organizmowi martwe produkty nie przekazujemy mu życia, zatem jak nasz organizm ma żyć w pełni?1"
 Książka składa się z 17 rozdziałów, które są pełne informacji o tym jaka zdrowa jest zielenina.
  1. Ośmiel się obserwować!
  2. Czego brakowało w surowej diecie?
  3. Jak odżywiają się szympansy
  4. Rewolucja zielonych koktajli
  5. Dlaczego tak trudno polubić zieleninę?
  6. Zielenina – nowa grupa pokarmowa
  7. Bogactwo białka w zieleninie
  8. Błonnik – magiczna gąbka
  9. Zielenina w służbie homeostazy
  10. Znaczenie kwasu żołądkowego
  11. Badanie roseburskie
  12. Zielenina czyni organizm bardziej zasadowym
  13. Zdrowa gleba jest więcej warta niż złoto
  14. Zdrowotne właściwości chlorofilu
  15. Mądrość roślin
  16. Zielenina – podstawowe źródło kwasów omega-3
  17. W hołdzie dr Ann

Victoria Boutenko zaczęła stosować dietę witariańską z powodów zdrowotnych. Jej rodzina (ona, mąż i dzieci) ciężko chorowali. Każde na inne schorzenie. Nie mógł pomóc im żaden lekarz. Aby coś zmienić w swoim życiu państwo Boutenko postanowili zacząć stosować jakąś dietę. Zdecydowali się na surowe warzywa. Po zmianie diety ich stan zdrowia uległ zmianie na lepsze. Autorka nie była jednak pewna, czy w ich diecie czegoś nie brakuje. Okazało się, że zawiera ona wszystko co potrzebne. W końcu małpy- nasi przodkowie nie gotowały sobie mięsnych posiłków.

Skąd pomysł na zielone koktajle? Nasze szczęki są coraz słabsze, nie jesteśmy już przystosowani do przeżuwania twardych rzeczy. Mamy coraz słabsze zarówno zęby jak i dziąsła. Stomatolog autorki radził jej, aby zwracała większą uwagę na swoje uzębienie i bardziej je szanowała, zaczęła na przykład trzeć twardsze warzywa na tarce. Victoria Boutenko postanowiła je miksować. Tak właśnie powstał pomysł zielonych bomb witaminowych w formie koktajli.  Zielenina to nie tylko sałata albo kapusta ale również nać marchewki.

Zielone koktajle nie muszą być trudne do zrobienia ani nudne. Oto przykłady:

Bananowy mniszek
3 szklanki listków mniszka lekarskiego
4 banany
1 limonka ze skórką
3 szklanki wody
Orzeźwienie
6-8 liści sałaty rzymskiej
1/2 średniej wielkości melona
2 szklanki wody

 Letnia rozkosz
6 brzoskwiń
2 garście szpinaku
2 szklanki wody

 Ja chyba niedługo spróbuję. Nie zostanę zapewne fanką surowej zieleniny na co dzień, ale taki koktajl raz na kilka dni na 100% mnie nie zabije :)


Zielony eliksir życia, Victoria Boutenko, Studio Astropsychologii, 2013



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu  

1.http://www.era-zdrowia.pl/zdrowa-kuchnia/surowa-dieta.html

niedziela, 14 kwietnia 2013

Cud mąki kokosowej Bruce Fife

Do niedawna nie miałam nawet pojęcia, że istnieje coś takiego, jak mąka kokosowa. Mleczko kokosowe- ok. Wiórki też znam. Ale mąka? Okazuje się, że jest. A oprócz tego że sobie istnieje, to jest w dodatku zdrowa. Czy smaczna? Nie wiem, bo jeszcze nie spróbowałam. Na pewno jednak kiedyś to zrobię, bo eksperymenty w kuchni lubię. Szczególnie, gdy mogę dodatkowo coś na tym zyskać (w tym przypadku szczyptę zdrowia).

Nie wiem dlaczego, ale nie mogę żyć bez mąki. Ciasta, kluski, makarony, chleb... gdybym nie mogła jej jeść, coś by mnie trafiło. Od dawna jednak wiadomo, że mąka pszenna ma swoje minusy. Nie działa najlepiej na naszą linię. Gdy tylko mogę staram się ją jakoś zastąpić. Zwykle jest to mąka kukurydziana albo razowa. Teraz dojdzie mi mąka kokosowa, bo z tego, co zdążyłam przeczytać, to powinna zagościć w mojej kuchni. Mąka kokosowa to dar niebios dla osób na diecie bezglutenowej. Chcesz się odchudzać albo zachować smukłą sylwetkę, a lubisz jadać produkty mączne? Trafiłeś na dobry produkt. Mąka kokosowa ma dużo błonnika, a bardzo mało węglowodanów. Pod tym względem kokosowa jest zdrowsza od rzeczy, brokułu, czy szpinaku.

"Doskonałym źródłem wspomagającego zdrowie dietetycznego błonnika jest kokos. Badania sugerują, że orzech ten, a w szczególności zawarty w nim błonnik dietetyczny, może pomóc w zapobieganiu i leczeniu
  • zaparć i biegunek
  • hemoroidów
  • zapalenia wyrostka robaczkowego
  • chorowy uchyłkowej jelit
  • żylaków kończyn dolnych
  • przepukliny rozworu przełykowego
  • kamieni żółciowych
  • zespołu jelita drażliwego
  • zgagi
  • nadwagi
  • chorób serca i zawałów
  • wysokiego poziomu cholesterolu
  • wysokiego ciśnienia krwi
  • cukrzycy"
itd. itd. Samo zdrowie.

Oprócz czystko teoretycznej wiedzy w książce znajdziemy także informacje o tym, jak używać mąki kokosowej, a także dużo przepisów na ciasta, muffinki, ciasteczka i krakersy, placki i szarlotki oraz dania pikantne.

Nie wiem dlaczego, ale bardzo lubię książki o odżywianiu. Chociaż nie zawsze wykorzystuję całą zdobytą wiedzę, to gdzieś w podświadomości pewne informacje mi zostają. Tak będzie i tym razem. Nie stanę się od razu fanką tego rodzaju mąki, nie zacznę zamęczać znajomych informacją o niej, nie polecę do sklepu w celu wykupienia całego jej nakładu. Jednak gdy będę miała okazję, to na 100% coś z niej przyrządzę. Po pierwsze dlatego, żeby sprawdzić, czy jest smacznie, po drugie dlatego, że tak jest zdrowiej. A w dzisiejszych czasach jadamy tyle świństw, że odrobina zdrowia każdemu się przyda.

Cud mąki kokosowej, Bruce Fife, Studio Astropsychologii, 2013

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Studio Astropsychologii

niedziela, 13 stycznia 2013

Superodporność Joel Fuhrman

"Jak z posiłków czerpać zdrowie. Wzmocnij swoją naturalną odporność, by żyć długo i zdrowo.

Dlaczego niektórzy chorują częściej niż inni? Co czyni nas bardziej podatnymi na wirusy i bakterie? Jaki jest sekret zachowania zdrowia?"
Strasznie nie lubię poradników pisanych przez pseudo-oświeconych-doktorów których głównym motto jest "myśl pozytywnie a będziesz zdrowy/bogaty/szczupły/szczęśliwy".
Czy razem trafiłam na prawdziwego doktora, który wie co mówi i nie jest to podyktowane głosem w głowie?
Superodporność czyli jak z posiłków czerpać zdrowie to książka o tym, jakie składniki nam pomagają, a jakie szkodzą. Każdy zdaje sobie sprawę, że słodycze, cukier, tłuszcze itd są niezdrowe, a dzięki owocom, rybom i warzywom będziemy żyć dłużej. Czy na pewno dokładnie o to chodzi? Co znajdziemy w książce?

Superodporność dzieli się na siedem działów, poprzedzona jest dość długim wstępem o tym, czym jest superodporność.
"Superodporność najlepiej można zdefiniować jako układ odpornościowy ciała, który pracuje, wykorzystując pełnię swoich możliwości. Współczesna nauka rozwinęła się do punktu, w którym mamy dowód na to, że odpowiednie surowce i czynniki ożywcze mogą podwoić lub potroić ochronne możliwości układu odpornościowego"
  1. Odżywianie równa się zdrowie
  2. Porażka współczesnej medycyny
  3. Doskonałe pożywienie dla superodporności
  4. Przeziębienie i grypa- co powinniśmy wiedzieć
  5. Zdrowe węglowodany, tłuszcze i białka
  6. Dokonywanie właściwych wyborów
  7. Plan żywieniowy i przepisy
 O tym, że jesteśmy tym co jemy wie, albo powinien wiedzieć każdy. Niestety przez dzisiejszy tryb życia nie dość, że prawie się nie ruszamy, to jeszcze jemy śmieciowe jedzenie. Według badań (amerykańskich przeprowadzonych w USA) spożywamy głównie przetworzone pokarmy: oleje, słodycze, oczyszczone ziarna (62%), mięso, jaja, nabiał i ryby (tylko 25%), nierafinowane pokarmy roślinne: owoce, warzywa, rośliny strączkowe, orzechy, nasiona (zaledwie 10%), pełne ziarna zbóż (o zgrozo 2,5%). Nie powiem, że sama jestem lepsza. Uwielbiam makaron, jem głównie białe pieczywo, używam gotowych mieszanek do sosów, piję napoje gazowane. Po owoce i warzywa sięgam głównie w czasie sezonu (ale to tylko dlatego, że nie wierzę w pomidory z Azji czy Turcji i piękne jabłka pakowane w czteropaki).

Trochę wkurza mnie to, że zawsze przy tego typu książkach (przy tej też) brane pod uwagę jest tylko USA. Nie mówię, że w przypisach powinno się znaleźć coś o Polsce, ale przełożenie danych na Europę byłoby miłe. Irytujące są również wstawki "pacjentów", które kojarzą mi się z "listami do...". Nie lubię takich kącików porad, u mnie to się nie sprawdza, wręcz mnie odrzuca od czytania chociaż wiem, że po krótkim i bolesnym wstępie "na temat listu" znajdę ciekawe wiadomości.

Dużym plusem książki jest plan żywieniowy, a raczej przepisy. Bo o ile nie będę stosowała diety dr Fuhrmana, to część przepisów bardzo chętnie wkręcę do mojej kuchni (choćby ekspresowe śniadanie bananowo- jogurtowe,muesli z granatem, sałatkę szpinakową  z truskawkami i sezamowym winegretem czy pizzę warzywną)

Książki sensownie streścić się nie da. Musiałabym wrzucać długie cytaty. Dużo długich i ciekawych cytatów. Ogólnie jednak rzecz biorąc powinniśmy odwrócić tę piramidę według której jemy. To warzyw, owoców, pełnych ziaren, ryb i nabiału powinno być 60%, a cukru, olejów i oczyszczonych ziaren 2,5%. Tylko wtedy będziemy zdrowi. To przecież logiczne. Aby być zdrowym trzeba jeść zdrowe rzeczy: sałatki, zupy warzywne, owsianki.

Nie jest to książka dla osób, które chcą szybko schudnąć, wygrać z częstym zapaleniem zatok czy grypą, zawsze będę uważała, że nie książki nam pomogą lecz badania i lekarz, lecz dla osób, które chcą być świadome tego co jedzą i jak to wpływa na ich zdrowie. Jeśli lubicie tematykę zdrowego odżywiania ta książka powinna dostarczyć wam dużej dawki wiedzy na ten temat.

Superodporność, Joel Fuhrman, studio astropsychologii, 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu


czwartek, 8 listopada 2012

Weganizm. Schudnij, uzdrów ciało, zmień świat Kathy Freston

Weganizm jest ścisłą formą wegetarianizmu. Słowo wegetarianizm (ang. vegetarianism) pochodzi od angielskiego słowa 'vegetable' (i 'vegetation'), co ogólnie oznacza roślinny. słynni weganie. Czyli już samo określenie „wegetariański” powinno odnosić się do produktu roślinnego. Jednak tak nie jest, dlatego w roku 1944 Donald Watson stworzył nowe słowo, które określa ścisły wegetarianizm – weganizm. Tak więc weganizm to dieta opierająca się wyłącznie na produktach pochodzenia roślinnego.  Weganie nie jedzą nabiału i jajek. Zamiast mleka, spożywają zdrowe, odżywcze i smaczne mleko migdałowe, sojowe czy ryżowe(1).





Podobno weganizm sprawia, że bez wysiłku zrzucimy zbędne kilogramy. Podobno stosowanie diety wegan sprawi, że zdrowi dożyjemy sędziwego wieku. Podobno może być smacznie.

Dziwnie czytało mi się o weganizmie. Przecież człowiek od samego początku żywił się tym, co upolował. Gdy już przywykłam do tego, że część osób nie zjada produktów zwierzęcych dowiedziałam się, że są też osoby, które nie dość, że nie jedzą mięsa, to na dodatek nie jedzą jajek, serów, nie piją mleka. Dlaczego?

Kathy Freston uważa, że białko zwierzęce jest bardzo niezdrowe. Zakwasza nasz organizm, zmienia skład hormonów oraz powoduje między innymi nowotwory. Przejście na dietę wegańską zaś sprawi, że nasz organizm się oczyści, a choroby, które sobie wyhodowaliśmy cofną się. Być może coś w tym jest. Nie mnie oceniać, nie jestem lekarzem. Gdybym poszła na jakiś wykład o weganizmie, to pewnie bym na nim nie skorzystała.

O książce można napisać dużo, ale byłoby to masło maślane albo przedruk. Tego typu książki trzeba samemu przeczytać i zastanowić się, czy to, czego się z nich dowiedzieliśmy chcemy, choćby w części, wprowadzić w życie.

Plusy książki?
- ciekawe trzytygodniowe menu
- interesująca ogólna treść książki- tematyka podobna do filmy Food Inc znanego w Polsce pod tytułem Korporacyjna żywność. Czasami lubię sobie obrzydzić niezdrowe jedzenie. Szczególnie wtedy, kiedy nie mam czasu sama gotować i żyję na gotowcach

Minusy?
-irytujące opowieści "uzdrowionych" dzięki weganizmowi. Strasznie irytuje mnie robienie z ludzi debili, bo przedstawianie "świadectw" to dla mnie właśnie takie zachowanie
- brak przełożenia na warunki Europejskie. W niektórych książkach takie "tłumaczenie z polskiego na nasz" stosują, szkoda, że tutaj nie. Przykład? Menu, lista zakupów itd. Są tam podane nazwy sklepów u nas nieistniejących. Miło by było, gdyby ktoś zadał sobie trud i dopisał, gdzie u nas można znaleźć coś podobnego.

Poza tym książka całkiem całkiem, jeśli człowiek chce poczytać o innym punkcie widzenia świata. Ja natomiast z krówek nie zrezygnuję.

Weganizm. Schudnij, uzdrów ciało, zmień świat Kathy Freston, Studio Astropsychologii, 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu




(1)http://www.weganizm.com/

piątek, 19 października 2012

Dieta sokowa Jason Vale

O diecie prędzej czy później myśli każda z nas. W końcu jakbyśmy nie wyglądały, zawsze możemy wyglądać lepiej, a to i owo mogłoby być inne. Podczas stosowania wszelakich diet czeka na nas jednak kilka pułapek. Trzeba uważać, aby nie głodować, dostarczać organizmowi potrzebnych witamin i minerałów, a także, po zakończeniu diety, pilnować się, aby nie dopadł nad efekt jo-jo. Czy można odchudzać się zdrowo? Podobno tak.

Jason Vale, autor książki Dieta sokowa- zdrowe odchudzanie, próbuje pokazać nam, że taka dieta sokowa może być zdrowa i wiele zdziałać dla naszego organizmu.
Książka ta, moim zdaniem, jest swego rodzaju coachingiem. Samo jej czytanie sprawia, że zaczynamy wierzyć w to, co czytamy. A czytamy chyba mądre rzeczy. Dowiemy się między innymi tego, czy szybka utrata wagi ZAWSZE jest szkodliwa, jakie są wartości odżywcze soków, czy po zakończeniu diety powrócimy do poprzedniej wagi, jak przygotować się do rozpoczęcia diety psychicznie i logistycznie oraz wielu innych rzeczy (głównie ciekawych).
Po etapie coachingu pora przejść do samej diety. Najważniejszą częścią tej części książki jest dieta „3 kg w 7 dni”. Znajdziemy w niej informacje o tym co i jak spożywać, a także potrzebne przepisy na soki. Kiedy już schudniemy magiczne 3 kilogramy musimy jeszcze pooszczędzać trochę organizm. Nie możemy przecież pozwolić, aby nasz tygodniowy rygor poszedł na marne. Dlatego tak ważny jest „Plan turbo”, który pozwoli ustabilizować nasze ciało i przyzwyczaić je do stałych posiłków.

Ostatnia część książki to informacje o tym, co powinniśmy mieć w domowym barze sokowym, jak wybrać odpowiedni Bender i wyciskarkę oraz kilka wskazówek dotyczących przyrządzania soków.

Co sądzę o książce? Moim zdaniem jest ciekawa, ale niestety jeszcze przez jakiś czas nie sprawdzę, czy ta dieta działa, ponieważ zwyczajnie nie mam jak wyciskać soków. A szkoda, bo chętnie bym sprawdziła, czy człowiek może czuć się lepie po zastosowaniu takiej zdrowej i smacznej diety.

A dla rozpalenia Waszej wyobraźni zamieszczam przepis na jeden z soków.

JM’s Super Detox Juice

Składniki:
2 jabłka Rogal Gala (pewnie może być każde miękkie i soczyste)
¼ ogórka
1 łodyga selera naciowego
Garstka szpinaku
Kostki lodu
1 kopiasta łyżeczka Power Regens (jeśli nie ma to rukiew wodna, natka pietruszki, sałata itd.)

Przygotowanie. Wyciśnij jabłka, ogórek, seler i szpinak. Umieść składniki w Benderze razem z lodem i Power Regens. Miksuj przez około minutę lub do uzyskania gładkiej konsystencji. Jeśli zamiast suplementu stosujesz mieszkankę zielonych liści, wyciśnij je razem z innymi składnikami i dodaj kostki lodu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu 


poniedziałek, 17 września 2012

Vademecum olejków eterycznych i aromaterapii Valerie Ann Worwood



Vademecum olejków eterycznych i aromaterapii to już moja trzecia książka z tej dziedziny. Do tej pory najobszerniejsza, bo liczy sobie ok. 500 stron. Dla mnie bomba. Lecz czy znajdę w niej więcej przydatnych rzeczy niż w mniej obszernym wydaniu?

„Kiedy wkroczysz do pachnącej apteki, cały świat możliwości stanie przed tobą otworem. Znajdziesz tam naturę w jednej z jej najpotężniejszych postaci – płynnych substancji  aromatycznych znanych jako „olejki eteryczne”, które uzyskuje się z określonych gatunków kwiatów, traw, owoców, liści, korzeni i drzew. Te koncentraty są niezastąpione w medycynie
oraz w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Obecnie istnieje około trzystu olejków eterycznych, składających się na niezwykle skuteczny system leczniczy. Wiele z nich jest substancjami czynnymi w lekach przepisywanych zgodnie z ortodoksyjnym systemem medycyny zachodniej albo też stanowi inspirację dla swych chemicznych kopii”.

Czytając książkę aż mi się zamarzyło posiadanie sklepu z olejkami pełnego leczniczych zapachów… Jednak oprócz rozbudzania marzeń książka ta posiada również praktyczniejsze zastosowanie. Jest dla mnie jak wujek Google. Czego bym od niej nie chciała, znajdzie na to odpowiedź.

Vademecum olejków eterycznych i aromaterapii to osiemnaście rozdziałów pełnych wiedzy. W rozdziale pierwszym znajdziemy informacje o olejkach wytwarzanych z roślin takich jak marchew, jojoba, słonecznik, kokos, soja, winogrona, a przy każdym z nich informacje o kolorze, tym co w sobie zawiera, zastosowaniu oraz oleju bazowym. Rozdział drugi poświęcony jest olejkom, które każdy stosujący aromaterapię powinien posiadać (drzewko herbaciane, eukaliptus, rozmaryn, cytryna, goździk itd.) Trzeci opowiada o zestawie, który przyda się w czasie podróży (ukąszenia, słońce, upał, problemy z żołądkiem), czwarty jest dla pracujących (pojęcia nie miałam o większości rzeczy w nim zawartych). Piąty rozdział to informacje, które przydadzą się tym, którzy uwielbiają spędzać życie aktywnie. Dowiedzą się z niego jak zapobiegać poceniu, jakich olejków używać w szatniach, a jakich w razie kontuzji. Następne rozdziały są poświęcone pielęgnacji: maseczki do twarzy, toniki, pielęgnacja całej twarzy, ciała, włosów. Każda dbająca o siebie kobieta nabierze ochoty na wypróbowanie poszczególnych kombinacji. W książce znajdziemy też informacje dotyczące pielęgnacji dzieci i niemowląt, praktyczne porady dla kobiet młodszych (ciąża, przygotowania do porodu, opieka poporodowa, depresja, bezpłodność, problemy ginekologiczne itd.)  oraz starszych (żylaki, bezsenność, wysokie ciśnienie, artretyzm, zaparcia, hemoroidy, haluksy). W następnych rozdziałach przeczytamy o zastosowaniu olejków w domu oraz w kuchni.

Vademecum olejków eterycznych i aromaterapii to jednak nie tylko informacje encyklopedyczne ale również praktyczne zastosowanie.

Specjalność haremu
(Jeden z najbardziej luksusowych i zmysłowych specyfików pochodzi we Wschodu, gdzie podobno używano do, przygotowując kobiety w haremie, by sułtan mógł zażywać z nimi rozkoszy. Usuwa martwe komórki skóry i pozostawia ją lśniącą, pachnącą i gładką jak jedwab).

  • mielone suszone skórki cytryny 1 łyżeczka
  • mielone migdały 3 łyżeczki
  • płatki owsiane 2 łyżeczki
  • sproszkowane goździki 1 szczypta
  • kruszone suszone płatki róż 1 łyżeczka
  • sproszkowana gałka muszkatołowa 1 szczypta
  • olej z migdałów 2 łyżki
  • neroli 2 krople
  • drzewo sandałowe 2 krople


Zmieszać wszystkie składniki żeby uzyskać jednolitą masę. W razie potrzeby dodać oleju z migdałów. Wziąć kąpiel, osuszyć skórę i stojąc w wannie wałkować miksturą całe ciało. Wmasować w wysuszone miejsca na skórze. Należy pokryć skórę bardzo cienką warstwą, dlatego konieczne jest wałkowanie masą całego ciała (później na ucho strzepać masę).

Ciekawe, prawda? A cała książka jest podobna. Pomoże nie tylko przy chorobie, ale również przy pielęgnacji ciała. Po co więc wydawać majątek na wizyty w SPA lub w aptece, jeśli możemy zatroszczyć się o siebie sami? Książka naprawdę jest świetna. Jedynym jej minusem jest cena ale może ktoś nam ją kupi na urodziny?

Dla ciekawych fragment książki do przeczytania TUTAJ 
 

Za książkę dziękuję wydawnictwu




czwartek, 13 września 2012

Joga ilustrowany przewodnik anatomiczny Leslie Kaminoff

Któregoś dnia pomyślałam, że joga może być ciekawa. Spróbowałam i poczułam ból. Chyba zapomniałam, że nie jestem rozciągnięta. Zaczęłam się zastanawiać co mnie boli i dlaczego. A jakiś czas później okazało się, że mogę to sprawdzić. Dzięki przewodnikowi anatomicznemu dotyczącemu jogi.

Byłam zaskoczona. Nie wiedziałam, że w tych wszystkich dziwnych figurach bierze udział tyle mięśni. Chyba nie miałam tez pojęcia, że aż tyle ich mam. Pozwolę sobie opisać pierwszy obrazek, na który przypadkiem trafiłam. Obrazek dotyczący głupiej stopy. A na nim: mięsień zginacz krótki palców stóp, mięsień zginacz palucha długi, mięsień odwodziciel palca małego, mięśnie glistowate, mięsień odwodziciel palucha, mięsień zginacz długi palców stóp, mięsień czworoboczny podeszwy, mięśnie międzykostne. A teraz wyobraźcie sobie, ile musimy mieć mięśni w innych częściach ciała. OMG. Czy uda mi się kiedyś rozciągnąć choć część z nich?

Wracając do samej książki i jej treści. Jest ona podzielona na dziewięć rozdziałów: dynamika oddychania, joga i kręgosłup, zrozumieć asany, pozycje stojące, pozycje siedzące, pozycje klęczące, pozycje w leżeniu na plecach, pozycje w leżeniu na brzuchu, pozycje z podparciem na rękach. Po nich znajdziemy jeszcze literaturę i źródła, indeks asan oraz informacje o tych, którzy książkę stworzyli.

W każdym z rozdziałów znajdziemy wiele pozycji jogi z rysunkami (oraz zaznaczonymi na nich rysunkami odpowiednich mięśni), ich klasyfikację i poziom, kluczowe struktury, pracę stawów, pracę mięśni, wydłużanie, oddychanie, utrudnienia oraz uwagi. Przy niektórych pozycjach znajdują się również przeciwwskazania, ponieważ nie każdy może ćwiczyć jogę w pełnym zakresie sami bez nadzoru. W ogóle mam wrażenie, że jogi nie powinno się uprawiać bez podstawowej wiedzy, bo można sobie zrobić krzywdę (nie wiem, czy moje spostrzeżenia są słuszne, no ale to już nie ja powinnam się wypowiadać). W książce najbardziej podobają mi się wyraźne i staranne zdjęcia/rysunki- widać, że ktoś się przyłożył do pracy. Mam wrażenie, że takim wydaniem nie pogardziliby nawet lekarze czy fizjoterapeuci.

Na okładce książki możemy znaleźć informację o tym, że jest to „innowacyjny przewodnik łączący w niespotykany dotychczas sposób wiedzę medyczną, atlas anatomiczny i praktyczny kurs jogi”. Mi właśnie tego praktycznego kursu jogi zabrakło. Jako osoba, która o jodze nie wie prawie nic miałam problem z odnalezieniem się w tych wszystkich pozycjach. Widziałam na rysunkach jak ma wyglądać dana pozycja ale nie wiedziałam za bardzo jak się do niej zabrać. Jest więc to jednak chyba praktyczny kurs jogi dla średnio-zaawansowanych. Niemniej mam nadzieję, że za jakiś czas, gdy/jeśli zacznę ćwiczyć jogę na 100% będę do tej pozycji często zaglądać. Swoją drogą aż mnie boli na myśl o tym, że mam rozciągać mięśnie o których istnieniu nie miałam pojęcia.


Za książkę dziękuję  wydawnictwu



środa, 5 września 2012

ABC Feng Shui Leszek Matela


Czy wierzycie, że odpowiednio zagospodarowane podwórko, to, w jaki sposób są rozmieszczone pokoje w Waszym domu, czy też to, jakie przedmioty trzymacie w danym miejscu ma wpływ na Wasze życie? Jeśli chociaż w części zgadzacie się z tymi twierdzeniami, to może powinniście przeczytać jakąś książkę o Feng Shui?

Feng Shui to starożytna technika planowania (domu, mieszkania, ogrodu) w celu osiągnięcia zgodności z naturą.

Gdy dostałam książkę zastanawiałam się, co Polak tak właściwie może wiedzieć o Feng Shui.





„Leszek Matela z zawodu jest germanistą oraz wykładowcą w szkołach psychotronicznych z dziedziny: radiestezji i geomancji. Jest autorem blisko 50 książek poświęconych radiestezji, geomancji, miejscom mocy, zjawiskom paranormalnym, parapsychologii a także sugestopedii. Publikował w czasopismach polskich: Nieznany Świat, Czwarty Wymiar, Trzecie Oko, Kurier Poranny, Kulisy, Szaman, Nie z tej ziemi, Problemy zjawisk nieznanych, Sfinks jak i zagranicznych: Esotera, RGS (Radiästhesie)", Wetter-'Boden-Mensch, Zeitschrift für Radiästhesie, American Dowser, Rezgö Vilag, Magazin 2000 plus, Hagia Chora, Fortean Times , "Feng Shui Journal” i "Fate"” Trochę tego jest prawda? Nie znalazłam informacji o tym, gdzie autor nabył wszystkie swoje umiejętności, ponieważ zajmuje się on nie tylko Feng Shui ale także psychotroniką, nauką języka połączoną z metodami relaksacyjnymi, runami itd. Może nie do końca mnie to przekonało, ale raz się żyje. W końcu z niektórymi umiejętnościami człowiek po prostu się rodzi i potrafi je wykorzystać.

Co znajdziemy w książce?
Podzielona jest ona na trzy części, a każda z nich na kilka(naście) rozdziałów. Pierwsza część poświęcona jest sztuce zdrowego mieszkania. Autor przedstawia w niej podstawy feng shui, omawia jak wybrać odpowiednią działkę od dom i jak umieścić na niej sam dom, jaki wpływ na nasze życie w danym budynku będzie miał jego kształt, jakie materiały powinny być użyte podczas budowy i wykańczania, jak rozmieścić poszczególne pomieszczenia w domu w ten sposób, aby działaby na nas jak najlepiej, w jaki sposób usuwać szkodliwe promieniowanie. Dowiemy się także trochę o energetyzatorach feng shui oraz kolorach (bo one jak zapewne słyszeliście mają duży wpływ na osoby, które w danej kolorystyce przebywają).

Część druga poświęcona jest feng shui w biznesie: nazwa firmy, jej logo, wizytówka, umeblowanie, rośliny, kolory, a także ubiór pracowników mogą mieć wpływ na nasze powodzenie w biznesie.

W części trzeciej autor skupił się na indywidualnym feng shui. Mówi w niej o kompasie i linijce geometrycznej, o testach kinezjologicznych, o ty, jak ma się feng shui do naszego pomiaru biowitalności.

No cóż. W Feng Shui się wierzy albo nie. Tak samo jak można wierzyć w życie pozaziemskie, UFO, zombie, miłość czy możliwość odchudzania się za pomocą psychiki. Nie mnie to oceniać. Dla mnie Feng Shui jest dziedziną interesującą, bowiem wierzę, że kiedyś, w starożytnych Chinach wiedzieli co robili, a to, gdzie i jak mieszkamy na wpływ na nasze samopoczucie. Nie będę kłamać, że moje mieszkanie jest urządzone w tym stylu, że mam lustra, dzwoneczki i przed zamieszkaniem gdzieś biegałam z różdżką i sprawdzałam cieki (chociaż to akurat powinnam zrobić). Temat ten nie jest łatwy i wiele osób może śmieszyć, tak jak mnie śmieszy wiara ludzi w to, że pozytywne myślenie ma wpływ na moją wagę.
Przyznam się również szczerze, że jeszcze nie całą książę mam za sobą i długo jej mieć nie będę. Nie jest to bowiem pozycja, którą mogłabym przeczytać w kilka dni. Podchodzę do niej ostrożnie, czytam małymi częściami, często na wyrywki, akurat to, co mnie w danej chwili zainteresuje. A interesuje mnie dużo, ponieważ są tu zamieszczone bardzo ciekawe i interesujące rzeczy, o których mi się nie śniło i w życiu bym o nich nie pomyślała. Wielu rzeczy również nie rozumiem, nie umiem przetrawić. Ale za jakiś czas, mam nadzieję, filozofia życia według Feng Shui  będzie dla mnie łatwiejsza.

Czy książkę polecam? Tak. Tym wierzącym, ciekawym świata, interesującym się kulturą wschodu. Nastawionym do takiego stylu bycia i życia odradzam. Bo i po co się męczyć?


ABC Feng Shui, Leszek Matela, Studio Astropsychologii, 2000




wtorek, 4 września 2012

Aromaterapia praktyczna Beata Matuszewska


„Trzymasz w ręku aromaterapię w pigułce, czyli wszyscy co trzeba wiedzieć o leczeniu zapachem”.

Autorka ma całkowitą rację. Aromaterapia praktyczna to faktycznie „pigułka”. Nie licząc wstępu, w którym Beata Matuszewska czym jest dokładnie aromaterapia, jak działa na nasze psyche i somę oraz dlaczego w leczeniu olejkami tak ważny jest ich zapach. Ze wstępu dowiemy się również co nieco o historii aromaterapii, a także do czego możemy używać olejków eterycznych (inhalacja, kadzidło, kąpiel, kompres, masaż oraz… magia). Wstęp ksiązki to jednak nie tylko ogólny opis „co z czym” lecz także przydatne fachowe informacje. Znajdziemy tam między innymi tabelkę o surowcach roślinnych i ich głównych składnikach (tabela powstała na podstawie wikipedii, ale to akurat jestem w stanie wybaczyć). Ważne są również wskazania i przeciwwskazania olejków, na przykład odnośnie ciąży oraz antykoncepcji.

Przejdźmy jednak do treści samej książki. Jest to mała encyklopedia. Znajdziemy w niej opis 66 olejków (choć ogólnie ja doliczyłam się informacji o 76). Przy każdym z nich znajduje się informacja o jego źródle, nazwie łacińskiej oraz innych nazwach, surowcu zielarskim, zapachu, działaniu, a także kilka ciekawostek z nim związanych. Musicie przyznać, że dużo informacji.

„Olejek paczulowy
Źródło: paczula wonna
Nazwa łacińska: pogostemon cablin
Inne nazwy: paczuli, patchouli

Pochodzi z tropikalnego obszaru Azji, za jej ojczyznę uważa się Tajlandię. Obecnie jest hodowana również na Karaibach i w zachodniej Afryce. Roślina o wysokości do 70 cm, ma owalne, dość duże liście i niepozorne, białe lub biało- różowe kwiaty.

Surowiec zielarski: liście, kwiaty
Zapach: drzewny, ziemisty, dymny, kadzidlany, ciepły z lekką owocową nutą.

Działanie:
  • reguluje gospodarkę płynami
  • pomaga zwalczyć cellulitis
  • silne moczopędne
  • pomocnicze przy chorobach dróg moczowych
  • przeciwzapalne
  • silnie uspokajające, przeciwlękowe
  • pomocnicze przy trądziku, łupieżu, łojotoku
  • pomocnicze przy trudno gojących się ranach
  • odstrasza owady

Ciekawostki: „paczuli” pochodzi z języka tamilskiego i oznacza „zielony liść”. Według Buddystów paczuli jest zamieszkiwane przez boga Krisznę. W Indiach o Malezji jest tradycyjnie stosowany jako antidotum na ukąszenia węży. Jest rośliną tradycyjnie przypisywaną bogini Wenus”

Takie właśnie informacje znajdziecie przy każdym z olejków, a olejków, jak już wspominałam, jest wiele i na 100% każdy znajdzie coś dla siebie czy to w związku z problemami skórnymi, samopoczuciem, czy zdrowiem ogólnym.

O języku którym napisana jest książka ciężko się wypowiadać, ponieważ w większości zawiera informacje encyklopedyczne. Po wstępie można jednak odnieść wrażenie, że autorka naprawdę jest aromaterapią zainteresowana.

Jak dla mnie ta pozycja jest idealną książką, gdy będę szukała jakiegoś olejku na szybko, nie będę miała czasu lub ochoty czytać dłuższych informacji, a zależeć mi będzie tylko na tym co najważniejsze.

Z ręką na sercu książę polecam








środa, 29 sierpnia 2012

Aromaterapia dla każdego Iwona Konopacka-Brud Władysław Brud

Aromaterapia. Cóż to takiego? To „metoda naturalnej medycyny i kosmetyki, w której stosuje się naturalne olejki eteryczne z roślin, wprowadzane do organizmu przez drogi oddechowe lub przez skórę”.

Książkę „Aromaterapia dla każdego” nazwałabym swego rodzaju małym vademecum. Nie znajdziemy tam długich tekstów, a krótkie informacje, zwięzłe i na temat. Książka podzielona jest na cztery rozdziały. Z pierwszego dowiemy się co nie co o praktyce aromaterapii, zabiegach aromaterapeutycznych, inhalacjach, kąpielach, kompresach, płukankach, masażach, a także o formach kosmetycznych aromaterapii (toniki, oliwki, szampony, kremy). Rozdział drugi został poświęcony podstawowym olejkom eterycznym. (anyż, bazylia, bergamotka, cynamon, cyprys, cytryna, drzewo herbaciane, drzewo różane, eukaliptus, geranium, goździk itd.) W rozdziale trzecim możemy przeczytać o praktycznym zastosowaniu aromaterapii w rodzinie, a w czwartym o naturalnych perfumach. Mi najbardziej podobały się dwa pierwsze rozdziały.

Jak na samym początku książki zaznaczyli autorzy „Styl i tempo życia człowieka XXI wieku pozbawiły go cennej umiejętności obcowania z naturą i naturalnymi substancjami zapachowymi, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, zastępując je syntetycznymi, nie mającymi walorów terapeutycznych. Stąd rosnące zainteresowanie aromaterapią i powrót do zabranych nam przez cywilizację naturalnych bodźców węchowych”.

Na pewno każde z Was zrobiło sobie kiedyś ciepłą kąpiel z jakimś olejkiem. Było przyjemnie, po kąpieli czuliście się odprężeni, uspokojeni, rozluźnieni. To właśnie zasługa aromaterapii. Odpowiedni zapach i właściwości sprawiły, że poczuliście się lepiej. Na tym właśnie polega cała magia. Na poprawianiu naszego samopoczucia. To samo możemy osiągnąć ustawiając w pokoju kominek aromaterapeutyczny. Do specjalnej miseczki z wodą dolewamy kilka kropelek odpowiedniego olejku, odpalamy świeczkę pod miską i po mieszkaniu roznosi się cudowny zapach. Olejki mają zastosowanie również w czasie masażu, ponieważ dostają się do naszego organizmu poprzez skórę. Masaż połączony z olejkiem odpręży nas, uspokoi, wyciszy, a także pomoże przy walce np. z cellulitem. Tego wszystkiego, czyli jak i w jakim celu stosować olejki eteryczne dowiemy się właśnie z pierwszego rozdziału. Drugi rozdział to taka mała encyklopedia. Przy każdym olejku znajdziemy informację o zapachu, charakterystyce rośliny i sposobie otrzymywania, właściwościach, wskazaniach, przeciwwskazaniach, a także przepisy na podstawowe działania (co do kropelki). Z rozdziały trzeciego dowiemy się, jakie olejki pomogą uspokoić się i zasnąć naszemu maluchowi, jakie olejki zastosować, gdy nasza nastoletnia córka będzie miała problemy z przetłuszczającą się cerą, jaki olejek poprawiający stan skóry kupić mamie lub babci, a jaki ojcu gdy zacznie łysieć. Z pomocą informacji w rozdziale ostatnim możemy stworzyć swoje własne aromaterapeutyczne perfumy.

Czytając książkę możemy natknąć się na informacje o firmie Dr Beta. Taka mała reklama? Po części tak, ale mam wrażenie, że po prostu autorzy znają produkty tej firmy i z nich korzystają. Poza tym dzięki współpracy wiemy, że bez problemu znajdziemy interesujący nas olejek w sklepie stacjonarnym lub internetowym. Może bym się trochę obraziła na Dr Beta za takie „ułatwianie” wyboru sprzedawcy, gdyby nie to, że wcześniej sama miałam jakieś ich olejki i byłam zadowolona. Więc wspaniałomyślnie wybaczam :) Co do samej książki- jakości jej czytania- trudno mi się wypowiedzieć. Bo czy o encyklopedii można powiedzieć, że czyta się ją szybko i miło? Raczej nie. „Aromaterapia dla każdego” jest idealną książką dla osób, które chcą mieć w wersji papierowej informacje, które możemy znaleźć na różnych stronach internetowych, a także dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z aromaterapią. Dla tych, którzy już trochę wiedzą albo mają chrapkę na większą dawkę wiedzy, będę niedługo polecać podobną książkę. Nie mówię oczywiście, że ta jest zła. Ja jestem zadowolona, moja mama również. Taki zbiór informacji bardzo się przydaje.

Olejki to bardzo przyjemna i pożyteczna rzecz. Chciałabym Was tylko jeszcze ostrzec. Zanim zaczniecie ich używać sprawdźcie czy nie jesteście uczulone (test podobny do tego z farbą do włosów), a jeśli nie jesteście czegoś pewni, porozmawiajcie ze sprzedawcą w sklepie oferującym takie olejki. Oni się znają i podpowiedzą. Nie kupujcie również podejrzanie tanich olejków na straganach oraz na aukcjach internetowych. Olejek sprzedawany za 2 zł nie może być naturalny, nie pomoże, a wręcz może zaszkodzić i uczulić. Lepiej wydać 10 zł (bo tyle mniej więcej jeden olejek kosztuje) i mieć pewność, że stosujemy coś, co nie jest trujące. Aromaterapia ma nam pomagać, a nie szkodzić.

Aromaterapia dla każdego Iwona Konopacka-Brud Władysław Brud, Studio Astropsychologii, 2009

Za książkę dziękuję wydawnictwu


wtorek, 8 lutego 2011

Elżbieta Liszewska, Dusza kobiety Ego mężczyzny. Jedna historia dwa punkty widzenia - Ego kontra dusza - nużąca historia

Masz kłopoty z bezsennością? Jeśli tak, koniecznie zaopatrz się w książkę „Dusza kobiety... Ego mężczyzny... Jedna historia dwa punkty widzenia” Elżbiety Liszewskiej.

 Książka ma za zadanie wzruszyć nas, rozśmieszyć, przestraszyć. Pragniemy na chwilę zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości i pożyć życiem kogoś innego. Psycholog Elżbieta Liszewska pokusiła się o napisanie wspaniałej książki opisującej tę samą historię widzianą oczyma mężczyzny i kobiety. Bestsellerem jej książka chyba jednak nie zostanie.

Teoretycznie w książce zawarta jest historia jakich wiele. On - człowiek sukcesu, szczęśliwy właściciel żony i kochanki. Ona - szczęśliwa kochanka wierząca, że on się rozwiedzie. Widzimy to prawie codziennie w filmach, czytamy o tym w tanich romansidłach.  Współczujemy bohaterce, faceta nazywamy gnojkiem, a później mamy happy end.  W książce bohater traci pracę, żonę i kochankę- na własne życzenie, ona z dnia na dzień traci kochanka, a potem owoc ich miłości- dziecko. Być może książka byłaby do przełknięcia, gdyby nie to, że historię bohaterów poznajemy głównie na kozetce psychoterapeuty.

Książka napisana jest okropnie sztucznie, topornie. Pełno w niej użalania się nad sobą i „praktycznych i cudownych” porad pani psycholog. Trzeba odnaleźć siebie, pogodzić się ze swoją duszą i inne dyrdymały. Nie jestem pewna, czy autorka książki nie wierzy w inteligencję czytelników, czy też jej „porady” i podejście do pacjenta mają zachęcić potencjalnych klientów do wizyty na magicznej kozetce.

Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni i kobiety różnią się od siebie. Od dawna wiadomo, że ta sama sytuacja opisywana przez różne osoby będzie wyglądać inaczej. Taki urok człowieka.  Tylko po co tłumaczyć to czytelnikowi na prawie 300 stronach? Nie zarzucam, oczywiście, autorce braku wiedzy, zaangażowania i umiejętności, jednak nie każdy może być mistrzem w wielu dziedzinach.

Pojęcia nie mam, do kogo adresowana jest „Dusza kobiety... Ego mężczyzny... Jedna historia dwa punkty widzenia”. Osoby inteligentne i pewne siebie nie przebrną przez tę pozycję. Czytelnicy o niskiej samoocenie nie posiadają żony i kochanki jednocześnie. Być może w Ameryce, gdzie nawet psychiatra ma swojego psychoanalityka, a nieposiadanie psychologa jest passe pozycja miałaby rację bytu. A u nas, wątpię.

1/10


Elżbieta Liszewska, „Dusza kobiety... Ego mężczyzny... Jedna historia dwa punkty widzenia”, Studio Astropsychologii, 2009

książka opublikowana na kobieta20.pl