Pamiętacie jeszcze rodzinę Dollangangerów? Ja w natłoku spraw prawie o nich zapomniałam. Poznaliśmy ich w książce Kwiaty na poddaszu w której poznaliśmy młodych Cathy i Chris wychowujących się w ukrytym pokoju na poddaszu. W Płatkach na wietrze rodzeństwo, już wolne, próbowało sobie ułożyć życie w domu doktora Paula. Co się z nimi dzieje teraz?
Trzecia książka to opowieść Jory'ego i Barta. I chociaż Jory i Bart to dzieci, powieść nie jest napisane dziecinnym językiem. Być może chłopcy są nad wiek dojrzali.
Cathy i Chris mieszkają w małym domku i żyją jak małżeństwo. Paul nie żyje. Chłopcy rosną nieświadomi historii rodziny. Jory jest chłopcem cichym i grzecznym, Bart to diabeł wcielony. Jory jest utalentowany (po ojcu i matce), Bart to mała pokraka. Gdzie nie pójdzie to coś sobie zrobi. Dni płyną w miarę spokojnie do momentu, gdy przyjaciółka Cathy osieroca śliczną dziewczynkę. Bohaterka z sobie tylko znanych przyczyn zgadza się zająć wychowaniem małej, pięknej niczym aniołek,Cindy. Nie wszyscy są zadowoleni z obecności dziecka, ale nikt nie podejrzewa, że dziewczynka może być w wielkim niebezpieczeństwie. Bart nie akceptuje bowiem obecności małej z zazdrości o matkę i jej uczucia wobec reszty domowników.
Jakby kłopotów było mało, do domu sąsiadującego z domem bohaterów wprowadza się tajemnicza kobieta w towarzystwie starszego mężczyzny Johna Amosa. Ponieważ najlepiej smakują rzeczy zakazane, Bart rozpoczyna wycieczki do sąsiedniego domu. Poznaje starszą panią, która od pierwszego spotkania zdaje się darzyć go uczuciem. Chłopiec czując się opuszczony i niekochany w domu, szybko zaczyna się czuć dobrze w domu kobiety która go ubóstwia. Któregoś dnia Bart dostaje od Johna Amosa, lokaja kobiety, pamiętnik. Ma go czytać w tajemnicy i nikomu nic o nim nie mówić. Jest to pamiętnik niejakiego Malcolma. Zarówno zapiski Malcolma jak i opowieści i kazania Amosa mają na Barta bardzo zły wpływ. Dowiaduje się on o prawdziwym życiu Cathy i Chrisa, zaczyna uważać matkę za dziwkę i jeszcze bardziej nienawidzi małej Cindy. Czy przypominacie sobie z poprzednich części książki, kim był Malcolm?
Tak, to dziadek Cathy. A tajemnicza kobieta w sąsiednim domu to jej matka. Jak się zakończy ten tom? Jakie zamiary mają sąsiedzi wobec rodziny Dollangangerów?
Kolejna książka trzyma poziom. Często tak jest, że w którymś momencie autor zaczyna odcinać kupony od sukcesu, bohaterowie żyją dla samego istnienia i kolejnych dolarów na koncie twórcy. Andrews na szczęście trzyma poziom. Akcja jest ciekawa, bohaterowie się rozwijają, nie wieje nudą. Ciekawe jest również to, że w każdym z tomów to inny bohater opowiada historię. Taki zabieg bardzo mi się podoba. Co tu dużo mówić. Pierwszy tom sprawił, że zakochałam się w tej rodzinie i jej historii. Drugi utwierdził mnie w tym. Przy trzecim moje uczucia nie zmieniają się. Warto przeczytać wszystkie książki z tej serii.
A jeśli ciernie, Virginia C. Andrews, Świat książki, 2012
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Świat książki
środa, 10 lipca 2013
wtorek, 2 lipca 2013
Przygody Sherlocka Holmesa Arthur Conan Doyle
Co jest potrzebne do szybkiego przeprowadzenia śledztwa? Przede wszystkim wiedza i inteligencja. Ważne jest także dobre oko.
To dzięki umiejętności patrzenia połączonej z wiedzą można rozwiązać każdą zagadkę.
“Przygody Sherlocka Holmesa” to zbiór opowiadań Arthura Doyle'a wydany w 1892 roku. Chociaż książka ta ma już 121 lat wciąż potrafi zaskoczyć czytelnika. “Przygody Sherlocka Holmesa” to zapiski najlepszego przyjaciela tytułowego bohatera, doktor Johna Watsona.
W książce znajduje się 12 opowiadań, a każde z nich jest jedyne w swoim rodzaju. Znajdziemy tu historie smutne, przerażające jak i śmieszne. Tematem śledztw przyjaciół są morderstwa, kradzieże, tajemnicze zniknięcia. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu trzy opowiadania. “Niezwykła kobieta”, “Dwór Miedziane Buki” oraz “Nakrapiana opaska”. “Niezwykła kobieta” jest intrygująca, ponieważ bohaterka opowiadania jest jedynym “przestępcą”, który zdołał się wymknąć Sherlockowi. Irene Adler to naprawdę niezwykła kobieta...
Aż trudno uwierzyć w to, co można osiągnąć, mając możliwość patrzenia. Wprawdzie wszyscy obserwujemy świat, w którym żyjemy, ale nie wszyscy naprawdę widzimy. Czy zauważyliście, jaki kolor bluzki miała ekspedientka w spożywczym? Czy zwróciliście uwagę na buty listonosza który przyniósł ostatnio list? Raczej nie. A dzięki właśnie takim na pozór nic nie znaczącym, szczegółom możecie dowiedzieć się wielu rzeczy o osobach, z którymi się spotykacie. Tak właśnie działa Sherlock Holmes. Gdy przychodzi do niego klient, Sherlock zwraca uwagę na buty, ręce, mankiety, ubranie. Mała plama na rękawie albo urwany guzik mogą mu wiele powiedzieć o danej osobie. Jeśli dodamy do tego dużą wiedzę ogólną i umiejętność szybkiego łączenia ze sobą faktów to poznamy sposób pracy detektywa wszech czasów.
Ja przygód Sherlocka wysłuchałam. Czytał mi Janusz Zadura, polski aktor dubbingowy. Jego głos możesz znać z serii Madagaskar, w której wcielał się w Rico. Na początku miałam problem z lektorem. Nie mogłam wychwycić, który głos należy do Holmesa, a który do Watsona. Głosy “klientów” detektywa nie sprawiały mi problemów, ale John i Sherlock mówili praktycznie tak samo.
Jeśli chcecie posłuchać czegoś ciekawego i poćwiczyć przy tym umysł, to serdecznie polecam „Przygody Sherlocka Holmesa”
Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa, Biblioteka Akustyczna, 2013
recenzja opublikowana na dlalejdis.pl
To dzięki umiejętności patrzenia połączonej z wiedzą można rozwiązać każdą zagadkę.
“Przygody Sherlocka Holmesa” to zbiór opowiadań Arthura Doyle'a wydany w 1892 roku. Chociaż książka ta ma już 121 lat wciąż potrafi zaskoczyć czytelnika. “Przygody Sherlocka Holmesa” to zapiski najlepszego przyjaciela tytułowego bohatera, doktor Johna Watsona.
W książce znajduje się 12 opowiadań, a każde z nich jest jedyne w swoim rodzaju. Znajdziemy tu historie smutne, przerażające jak i śmieszne. Tematem śledztw przyjaciół są morderstwa, kradzieże, tajemnicze zniknięcia. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu trzy opowiadania. “Niezwykła kobieta”, “Dwór Miedziane Buki” oraz “Nakrapiana opaska”. “Niezwykła kobieta” jest intrygująca, ponieważ bohaterka opowiadania jest jedynym “przestępcą”, który zdołał się wymknąć Sherlockowi. Irene Adler to naprawdę niezwykła kobieta...
Aż trudno uwierzyć w to, co można osiągnąć, mając możliwość patrzenia. Wprawdzie wszyscy obserwujemy świat, w którym żyjemy, ale nie wszyscy naprawdę widzimy. Czy zauważyliście, jaki kolor bluzki miała ekspedientka w spożywczym? Czy zwróciliście uwagę na buty listonosza który przyniósł ostatnio list? Raczej nie. A dzięki właśnie takim na pozór nic nie znaczącym, szczegółom możecie dowiedzieć się wielu rzeczy o osobach, z którymi się spotykacie. Tak właśnie działa Sherlock Holmes. Gdy przychodzi do niego klient, Sherlock zwraca uwagę na buty, ręce, mankiety, ubranie. Mała plama na rękawie albo urwany guzik mogą mu wiele powiedzieć o danej osobie. Jeśli dodamy do tego dużą wiedzę ogólną i umiejętność szybkiego łączenia ze sobą faktów to poznamy sposób pracy detektywa wszech czasów.
Ja przygód Sherlocka wysłuchałam. Czytał mi Janusz Zadura, polski aktor dubbingowy. Jego głos możesz znać z serii Madagaskar, w której wcielał się w Rico. Na początku miałam problem z lektorem. Nie mogłam wychwycić, który głos należy do Holmesa, a który do Watsona. Głosy “klientów” detektywa nie sprawiały mi problemów, ale John i Sherlock mówili praktycznie tak samo.
Jeśli chcecie posłuchać czegoś ciekawego i poćwiczyć przy tym umysł, to serdecznie polecam „Przygody Sherlocka Holmesa”
Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa, Biblioteka Akustyczna, 2013
recenzja opublikowana na dlalejdis.pl
środa, 26 czerwca 2013
Cud oleju kokosowego Bruce Fife
Od tysięcy lat miliony ludzi na terenie Azji, Oceanii, Afryki i Ameryki Środkowej wykorzystują kokosy jako główne źródło pożywienia. Cieszą się oni znacznie lepszym zdrowiem niż ci z Ameryki Północnej czy Europy, którzy go nie jedzą. Nie chorują na serce, raka, zapalenie stawów, cukrzycę i inne współczesne zwyrodnieniowe choroby. Ich tajemnicą jest właśnie olej kokosowy, który przed nimi chroni.
Lubię czytać o zdrowym trybie życia. Czasami nawet uda mi się coś z tych mądrości wprowadzać w życie. Tym razem się udało, zakupiłam magiczny olej i zastanawiam się jak to możliwe, że taka mała rzecz, a daje tyle dobrego.
Olej powiecie? Przecież to tłuste, kaloryczne. Może i tak, ale akurat ten olej (jak i kilka innych) zaliczamy do tych zdrowych. Być może kiedyś słyszeliście o tym, że olej kokosowy jest niezdrowy. Nic bardziej mylnego. Nie wiadomo o co chodzi? O pieniądze. Okazuje się bowiem, że takie "mądrości" propaguje i propagowało Amerykańskie Stowarzyszenie Producentów Soi. Gdzie soję możemy znaleźć nie muszę mówić. Jak wpływa na nasze zdrowie możecie się przekonać oglądając kilka filmów (choćby "Food Inc.") Dzięki ich działaniom rozpowszechniła się opinia o tym, że tłuszcze nasycone są niezdrowe, a to nieprawda. Nie zawsze. Na szczęście. Zależy to od ich budowy. Olej kokosowy jest średniołańcuchowy, a oleje niezdrowe są długołańcuchowe.
Autor książki "Cud oleju kokosowego" zaczął badania nad nim od siebie i swoich pacjentów. Okazało się, że likwiduje on problemy między innymi z łupieżem, łuszczycą, zmianami skórnymi, grypą, wrzodami, próchnicą itd. Aby na własne oczy szybko zobaczyć jak dobroczynny wpływ na zdrowie na olej kokosowy można zwiedzić jedną z wysp południowego Pacyfiku. Ludzie tam żyjący, jedzący na co dzień kokosy, są najzwyczajniej w świecie zdrowi. Podobno badania pokazują, że jeśli "ludzie Pacyfiku" przerzucą się na "dietę zachodu" stan ich zdrowia ulega pogorszeniu.
Z książki dowiemy się wiele o walce amerykańskich firm z olejami tropikalnymi. Władza, pieniądze, korupcja. To podobno ma duży wpływ na mylne postrzeganie kokosów jako niezdrowych (a przynajmniej oleju). Pozycja ta zawiera dużo ciekawych informacji. Cześć jest bardziej przystępna, część mniej, ale każdy kto książkę przeczyta zorientuje się, że kokos daje nam zdrowy olej, a łańcuchy z których olej ten jest "zbudowany" pomagają na takie bakterie jak: paciorkowiec, gronkowiec, dwoinka, chlamydia.
Może gdybyśmy jedli zdrowiej, to, co daje nam natura, nie pryskali wszystkiego środkami ochrony i żyli w zgodzie z naturą bylibyśmy zdrowsi. Do tego się chyba to wszystko sprowadza. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Cud oleju kokosowego, Bruce Fife, Studio Astropsychologii, 2013
Za książkę dziękuję

sobota, 22 czerwca 2013
P.Rosiak i czadowe majtki Barbara Catchpole
Prosiak – jak co rano – wybiera się do szkoły. Kiedy nie może znaleźć swoich majtek, wkłada jaskraworóżowe majtki swojej siostry z napisem Daję czadu. Sprawy się komplikują, kiedy okazuje się, że w tym dniu ma wuef. Czy Prosiak będzie musiał pokazać całej klasie swoje piękne majteczki?
I to tak naprawdę cała treść książki. Niby nic, ale książeczka napisana jest w tak fajny sposób(i ozdobiona tak świetnymi rysunkami), że rechoczecie się przez 50 stron przygód P.Rosiaka. Non stop. Od pierwszej do ostatniej strony.
Co może być śmiesznego w książce o gościu, który musi zwędzić majtki starszej siostrze? Jeśli ktoś ma talent pani Catchpole, to wszystko.
Nie wiem dlaczego, ale książki nie da się zrecenzować bo jest tak śmiesznie życiowa, pełna ironii i fajnego postrzegania świata (może dlatego o niej całkowicie zapomniałam i znalazłam podczas porządków), że jej czytanie wydaje się naturalne. Całkowicie. Fakt, że książka jest skierowana bardziej do dzieci niż dorosłych w niczym mi nie przeszkadzał. Czyta się ją w ciągu kilku chwil. I umiera się ze śmiechu. A ponieważ śmiech to zdrowie, to czytanie przygód P.Rosiaka można zaliczyć do zdrowego trybu życia. Tak więc pamiętajcie drodzy rodzice,siostry i bracia: czytajcie maluchom przygody P.Rosiaka. Dzięki temu młodzi będą rośli zdrowsi niż po danonkach :D
Fragment książki
P.Rosiak i czadowe majtki, Barbara Catchpole, Zielona Sowa, 2013
Za możliwość poprawy humoru dziękuję serdecznie
piątek, 21 czerwca 2013
Kompot truskawkowy
Kocham truskawki prawie w każdej formie. Ponieważ pogoda dopisuje i można je kupić nawet poniżej 4 złotych, zamiast kupować colę albo inne niezdrowe napoje, codziennie robię sobie domowy kompot. Nic trudnego, a ile radości...
Odkąd truskawki potaniały ciągle coś robię z truskawek. Czuję się trochę jak robaczek z wierszyka Brzechwy.
Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
A na tym stoliczku pleciony koszyczek,
W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
A na tym robaczku zielony kubraczek.
Powiada robaczek: "I dziadek, i babka,
I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,
A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
Mam chęć na befsztyczek!" I poszedł do miasta.
Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.
Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte:
Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,
A w karcie - okropność! - przyznacie to sami:
Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,
Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
I z jabłek szarlotka, i komput [placek], i babka!
No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.
Robię z truskawek kompoty, dżemy, a nawet ciasto już z truskawkami upiekłam. Jest super. Kocham czerwiec. Kocham truskawki. Chcę żyć na wsi! :)))A teraz do rzeczy:
Składniki na litr kompotu
- 1 litr wody
- 1/2 kg truskawek
- 2 łyżki cukru
Przygotowanie:
Truskawki myjemy i pozbywamy się szypułek. Do garnka wlewamy około 1 litra wody, wrzucamy truskawki i gotujemy około 15 minut. Pod koniec gotowania dodajemy cukier.
Jeśli chcemy 2 litrów kompotu to proponuję zwiększyć ilość truskawek, aby napój nie był wodnisty. Zresztą jak kto woli :)
wtorek, 18 czerwca 2013
Dżem truskawkowo rabarbarowy
Zakochuję się powoli w domowych wyrobach. Po co mam kupować w sklepach coś, co mogę zrobić sobie sama taniej? Do tego jest zdrowiej, bo prawie każdy składnik jest mi całkowicie znany.
Dziś przepis na dżem rabarbarowo truskawkowy/ truskawkowo rabarbarowy.
Dziś przepis na dżem rabarbarowo truskawkowy/ truskawkowo rabarbarowy.
Składniki:
- 1 kg truskawek
- 1 kg rabarbaru
- 400 g cukru
- 2x magiczny Konfitur-Fix (ja używam tych firmy Diamant)
Przygotowanie:
Owoce myjemy. Rabarbar obieramy ze skórki i kroimy. Truskawki dzielimy na 3 części, 1/3 rozgniatamy i wrzucamy do garnka na mały ogień. Gdy truskawki puszczą sok, dodajemy naprzemiennie rabarbar i truskawki. Gotujemy na małym ogniu. Gdy rabarbar zmięknie zwiększamy ogień i przykrywamy przykrywką. Co jakiś czas mieszamy i pilnujemy, aby
owoce nie wykipiały. Po kilkunastu minutach dosypujemy do garnka fix i dosypujemy stopniowo cukru cały czas mieszając. Gotujemy około 3 minut na dość dużym ogniu cały czas mieszając. Następnie najprzyjemniejsze. Gorący dżem przekładamy do wyparzonych wcześniej słoików, zamykamy o odwracamy dnem do góry w celu zawekowania. Pozostawiamy do całkowitego wystygnięcia.
Później pozostaje pałaszować dżem, a w moim przypadku jeszcze modlitwa o to, że słoiki dobrze trzymają i nic się nie popsuje.
czwartek, 6 czerwca 2013
The Walking Dead Żywe trupy tom 1 i 2
I see dead people... Czyli "The Walking Dead" w audiobookowym wydaniu. Oszalałam. Napaliłam się jak szczerbaty na sucharka po wysłuchaniu pierwszego rozdziału/ pierwszej części (zwał jak zwał). To jest REWELACYJNE!!!
Chyba jeszcze nigdy nie wypowiadałam się tak o audiobookach. Zawsze były one dla mnie odskocznią od otaczającej mnie codzienności w drodze do pracy. Miły głos lektora, ciekawa historia... miło się w czymś zatopić męcząc się w komunikacji miejskiej. Nie tym razem.
Mam taki nałóg/taką tradycję. Gdy wychodzę z domu zakładam słuchawki na uszy. Ot tak. Muszę wyjść to słucham czegoś przyjemnego. Tym razem było odwrotnie. Aż chciało mi się wyjść z domu bo wiedziałam, że będę mogła powrócić do moich nowych przyjaciół. A teraz do rzeczy.
Prawda, prawda, prawda. Autor tej notki nie minął się z prawdą nawet o centymetr. Świetne słuchowisko zrealizowane na podstawie podobno dobrego komiksu. Świetne to mało powiedziane. Mistrzowskie.
Macie czasem tak, że wieczorem kładziecie się, uruchamiacie TV i oglądacie film od "tyłka strony". Ja czasem tak mam i nawet lubię ten stan. Niby nic nie widzicie, ale dzięki odpowiedniej muzyce, efektom specjalnym, odgłosom i wreszcie głosom autorów czujecie, że oglądacie film chociaż tylko słuchaliście. Tak było przy okazji The Walking Dead. Nie musiałam widzieć co się dzieje. Słyszałam to i wiedziałam co dokładnie robią bohaterowie, jak się czują, w jakim są nastroju. Boskie.
A treść? Mniej ważna, chociaż fajna. Z jakiegoś powodu świat opanowują zombie. Zastępca szeryfa Rick, główny bohater, budzi się pewnego dnia w szpitalu i dowiaduje się (naocznie), że świat jaki znał przestał istnieć. Postanawia odnaleźć żonę i dziecko bo coś mu mówi, że oni żyją. Zanim to jednak nastąpi musi walczyć o przetrwanie każdej minuty, przejście każdego metra świata, w którym już od dłuższego czasu rządzą żywe trupy. Po drodze spotyka Glena, który ratuje mu tyłek i zabiera ze sobą do grupy ocalałych. Na miejscu okazuje się, że w grupie tej są nie tylko żona i syn Ricka ale także jego najlepszy przyjaciel i kilka innych osób. A co osoba, to osobna historia. Od tej pory celem grupy ocalałych jest odnalezienie bezpiecznego miejsca i codzienna walka z zombiakami. Niby banalne, ale...
Coś w tym ale jest. O zombie i podobnych stworach słyszymy nie po raz pierwszy. Są filmy, są gry, są książki. Temat wydaje się więc wyczerpany, wyświechtany i nudny. Tylko że nie jest nudny. W tej historii nie tyle ważne są chodzące trupy i akcja, co relacje między ludźmi, ich rozterki, marzenia, obawy. Ponieważ aktorzy nagrywający audiobooka spisali się na medal, czujemy prawdziwe emocje, a nie obojętny głos odczytujący znajdujący się przed nim tekst.
Nie mogę się doczekać kolejnych części. Chcę jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Żywe trupy tom 1 i 2, Sound Tropez Sp. z o.o.
Za super zabawę dziękuję
Jeśli macie ochotę, to posłuchajcie kawałka, może się skusicie. Posłuchać można tutaj
Chyba jeszcze nigdy nie wypowiadałam się tak o audiobookach. Zawsze były one dla mnie odskocznią od otaczającej mnie codzienności w drodze do pracy. Miły głos lektora, ciekawa historia... miło się w czymś zatopić męcząc się w komunikacji miejskiej. Nie tym razem.
Mam taki nałóg/taką tradycję. Gdy wychodzę z domu zakładam słuchawki na uszy. Ot tak. Muszę wyjść to słucham czegoś przyjemnego. Tym razem było odwrotnie. Aż chciało mi się wyjść z domu bo wiedziałam, że będę mogła powrócić do moich nowych przyjaciół. A teraz do rzeczy.
Słuchowisko "Żywe Trupy" pierwsza na świecie adaptacja dźwiękowa kultowego komiksu.
To trzymająca w napięciu historia Ricka, wzorowego policjanta z małego miasteczka, który postrzelony podczas pościgu za zbiegami budzi się ze śpiączki w opustoszałym szpitalu. Staje przed niezwykle trudnym zadaniem - w świecie opanowanym przez krwiożercze zombie musi odnaleźć żonę i syna. Ale najpierw - musi przeżyć. Na podstawie komiksu powstał bijący rekordy popularności serial telewizyjny pod tym samym tytułem.
Adaptacja audio komiksu, to niezwykle trudne zadanie, którego podjęli się twórcy superprodukcji Gra o Tron - studio Sound Tropez. W przedsięwzięciu udział wzięli m.in. Anna Dereszowska, Maria Seweryn, Jacek Rozenek i Szymon Bobrowski. Znakomita obsada, wciągająca fabuła, świetna muzyka i spektakularne efekty specjalne to gwarancja doskonałej rozrywki.
Prawda, prawda, prawda. Autor tej notki nie minął się z prawdą nawet o centymetr. Świetne słuchowisko zrealizowane na podstawie podobno dobrego komiksu. Świetne to mało powiedziane. Mistrzowskie.
Macie czasem tak, że wieczorem kładziecie się, uruchamiacie TV i oglądacie film od "tyłka strony". Ja czasem tak mam i nawet lubię ten stan. Niby nic nie widzicie, ale dzięki odpowiedniej muzyce, efektom specjalnym, odgłosom i wreszcie głosom autorów czujecie, że oglądacie film chociaż tylko słuchaliście. Tak było przy okazji The Walking Dead. Nie musiałam widzieć co się dzieje. Słyszałam to i wiedziałam co dokładnie robią bohaterowie, jak się czują, w jakim są nastroju. Boskie.
A treść? Mniej ważna, chociaż fajna. Z jakiegoś powodu świat opanowują zombie. Zastępca szeryfa Rick, główny bohater, budzi się pewnego dnia w szpitalu i dowiaduje się (naocznie), że świat jaki znał przestał istnieć. Postanawia odnaleźć żonę i dziecko bo coś mu mówi, że oni żyją. Zanim to jednak nastąpi musi walczyć o przetrwanie każdej minuty, przejście każdego metra świata, w którym już od dłuższego czasu rządzą żywe trupy. Po drodze spotyka Glena, który ratuje mu tyłek i zabiera ze sobą do grupy ocalałych. Na miejscu okazuje się, że w grupie tej są nie tylko żona i syn Ricka ale także jego najlepszy przyjaciel i kilka innych osób. A co osoba, to osobna historia. Od tej pory celem grupy ocalałych jest odnalezienie bezpiecznego miejsca i codzienna walka z zombiakami. Niby banalne, ale...
Coś w tym ale jest. O zombie i podobnych stworach słyszymy nie po raz pierwszy. Są filmy, są gry, są książki. Temat wydaje się więc wyczerpany, wyświechtany i nudny. Tylko że nie jest nudny. W tej historii nie tyle ważne są chodzące trupy i akcja, co relacje między ludźmi, ich rozterki, marzenia, obawy. Ponieważ aktorzy nagrywający audiobooka spisali się na medal, czujemy prawdziwe emocje, a nie obojętny głos odczytujący znajdujący się przed nim tekst.
Nie mogę się doczekać kolejnych części. Chcę jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Żywe trupy tom 1 i 2, Sound Tropez Sp. z o.o.
Za super zabawę dziękuję
Jeśli macie ochotę, to posłuchajcie kawałka, może się skusicie. Posłuchać można tutaj
czwartek, 30 maja 2013
Demony Da Vinci 2013
Demony Da Vinci (Da Vinci Demons) to amerykański serial stworzony przez Davida Samuela Goyer'a. Jak sam tytuł wskazuje, serial opowiada nieznaną nam historię wielkiego Leonarda w czasach renesansu. Florencja, jego dom, w przeciwieństwie do Rzymu, jest miejscem, gdzie ceni się kulturę, sztukę i naukę. Według Papieża Florencja to miejsce moralnej zgnilizny, Sodomii i Gomorii. Coś w tym jest. Szkoda tylko, że to nie Leonardo i jemu podobni sypiają z nieletnimi chłopcami, zarzynając je jak barany...
Leonardo Da Vinci(Tom Riley), "Artysta" jak mówią o nim z pogardą jego wrogowie, to 25 letni wynalazca, malarz. W głowie ma wiele marzeń, które pragnie spełnić. Część z nich udaje mu się urzeczywistnić już w pierwszych odcinkach serialu.
Przypadkiem lub nie Leonardo ładuje się ze swoimi pomysłami w sam środek rozpoczynającej się wojny między Wawrzyńcem Medyceuszem(Lorenzo Medici) władcą Florencji w tej roli Elliot Cowan, a hrabią Girolamo Riario (Blake Ritson) wysłannikiem Papieża Sykstusa IV.
Gdyby Demony Da Vinci opowiadały tylko o tym, chyba bym tego serialu nie oglądała. To, co mnie zaciekawiło i wciągnęło to magia. Najprawdziwsza magia wiedzą zwana. Pewnego dnia Leonardo spotyka Turka Al-Rahima i dowiaduje się, że
Okazuje się, że Leonardo może odnaleźć tajemniczą Księgi Liści. Nie będzie to proste samo w sobie, a po dodaniu, że na księgę wiedzy poluje również Rzym... no cóż. Da Vinci czekają nie lada wyzwania.
Plusem serialu jest to, że twórca David S Goyer postarał się i poszperał trochę w historii. Tutaj coś o Wawrzyńcu, a tu o Leo (bardziej wiarygodnych źródeł szukać mi się niestety nie chciało). Dużo rzeczy pokazanych w serialu się zgadza. Na korzyść Goyera przemawia również to, że brał udział w tworzeniu takich filmów jak Ghost Rider, Jumper, Batman, Blade.
Jeśli kogoś interesuje historia pomieszana z fantastyką i lubi seriale to zachęcam do obejrzenia.
Leonardo Da Vinci(Tom Riley), "Artysta" jak mówią o nim z pogardą jego wrogowie, to 25 letni wynalazca, malarz. W głowie ma wiele marzeń, które pragnie spełnić. Część z nich udaje mu się urzeczywistnić już w pierwszych odcinkach serialu.
Przypadkiem lub nie Leonardo ładuje się ze swoimi pomysłami w sam środek rozpoczynającej się wojny między Wawrzyńcem Medyceuszem(Lorenzo Medici) władcą Florencji w tej roli Elliot Cowan, a hrabią Girolamo Riario (Blake Ritson) wysłannikiem Papieża Sykstusa IV.
Gdyby Demony Da Vinci opowiadały tylko o tym, chyba bym tego serialu nie oglądała. To, co mnie zaciekawiło i wciągnęło to magia. Najprawdziwsza magia wiedzą zwana. Pewnego dnia Leonardo spotyka Turka Al-Rahima i dowiaduje się, że
“I am the Son of Earth and Starry Heaven. I am thirsty, please give me something to drink from the fountain of memory”
Okazuje się, że Leonardo może odnaleźć tajemniczą Księgi Liści. Nie będzie to proste samo w sobie, a po dodaniu, że na księgę wiedzy poluje również Rzym... no cóż. Da Vinci czekają nie lada wyzwania.
Plusem serialu jest to, że twórca David S Goyer postarał się i poszperał trochę w historii. Tutaj coś o Wawrzyńcu, a tu o Leo (bardziej wiarygodnych źródeł szukać mi się niestety nie chciało). Dużo rzeczy pokazanych w serialu się zgadza. Na korzyść Goyera przemawia również to, że brał udział w tworzeniu takich filmów jak Ghost Rider, Jumper, Batman, Blade.
Jeśli kogoś interesuje historia pomieszana z fantastyką i lubi seriale to zachęcam do obejrzenia.
niedziela, 19 maja 2013
Ocalały Sam Pivnik
Będzin, 1 września 1939 roku. Szmuel Piwnik. Tego dnia żydowski chłopiec powinien świętować swoje trzynaste urodziny. Jednak nie jego urodziny były najważniejsze. Ważniejsze było to, że Niemcy weszli do Polski. Przez jakiś czas rodzina Piwników żyła w miarę normalnie. Jednak z dnia na dzień wojska niemieckie posuwały się coraz dalej, a spokój codziennego życia ustępował coraz większemu niepokojowi. W 1943 stało się. Niemcy weszli do miasta. Tak skończył się świat Szmuela. W tym dniu zaczęło się jego nowe życie. Przez prawie rok rodzinie Piwników udawało się jakimś cudem uniknąć przeprowadzki do getta. W końcu jednak nie mieli już siły. Z własnej woli poszli do getta Kamionka 6. Musiał patrzeć jak rozpada się jego świat, jak giną jego sąsiedzi i znajomi.
Autor przeżył kilka selekcji. W ich trakcie mniej szczęścia miała reszta jego rodziny: matka i ojciec, młodsza siostra Chana i młodsi bracia Meir, Wolf oraz Józef. Starsza siostra została zamordowana kilka dni później. Tylko Sam Pivnik miał "szczęście". Ocalał. Kilka, kilkanaście, kilkaset razy. Przeżył selekcje, przeżył tyfus, przeżył, przeżył, przeżył. Ciągle i ciągle, każdy kolejny dzień. Miał "szczęście" dostać "dobrą" posadę, dzięki której miał dostęp do żywności i majątków kolejnych więźniów przywożonych do obozu. Szczęście w nieszczęściu sprzyjało mu aż do maja 1945 roku, gdy został wyzwolony przez Armię Brytyjską.
Ocalały to przejmująca historia życia Sama Pivnika. Historia autobiograficzna. Wstrząsająca. Prawdziwa. To naprawdę miało miejsce. Nie ma tu fikcji, koloryzowania. Tak było zaledwie 70 lat temu. Przerażające. Trudno recenzuje się takie książki. Bo czy taka książka może być wciągająca, interesująca? Czy bohater może być ciekawy? Czy autor dobrze dobrał miejsce akcji? Czy tego typu książki można oceniać? Moim zdaniem nie. Takie książki się czyta, myśli się o nich, analizuje, płacze się nad losem bohaterów, ale tego typu książek jako takich nie jestem w stanie ocenić.
Po przeczytaniu Ocalałego szybko doszłam do wniosku, że bardzo mało wiemy o Ocalałych. Ogólnie bardzo mało wiemy o naszej historii najnowszej. A powinniśmy wiedzieć więcej. O wiele więcej. Życzę więc sobie i Wam abyśmy zgłębiali takie tematy. Życzę sobie, aby moje dzieci uczyły się kiedyś o tych wydarzeniach, czytały takie jak ta książki.
Ocalały Sam Pivnik, Prószyński i S-ka, 2013
Za lekcję historii dziękuję wydawnictwu
Ocalały to przejmująca historia życia Sama Pivnika. Historia autobiograficzna. Wstrząsająca. Prawdziwa. To naprawdę miało miejsce. Nie ma tu fikcji, koloryzowania. Tak było zaledwie 70 lat temu. Przerażające. Trudno recenzuje się takie książki. Bo czy taka książka może być wciągająca, interesująca? Czy bohater może być ciekawy? Czy autor dobrze dobrał miejsce akcji? Czy tego typu książki można oceniać? Moim zdaniem nie. Takie książki się czyta, myśli się o nich, analizuje, płacze się nad losem bohaterów, ale tego typu książek jako takich nie jestem w stanie ocenić.
Po przeczytaniu Ocalałego szybko doszłam do wniosku, że bardzo mało wiemy o Ocalałych. Ogólnie bardzo mało wiemy o naszej historii najnowszej. A powinniśmy wiedzieć więcej. O wiele więcej. Życzę więc sobie i Wam abyśmy zgłębiali takie tematy. Życzę sobie, aby moje dzieci uczyły się kiedyś o tych wydarzeniach, czytały takie jak ta książki.
Ocalały Sam Pivnik, Prószyński i S-ka, 2013
Za lekcję historii dziękuję wydawnictwu
środa, 8 maja 2013
Moje syberyjskie podróże Kazimierz Sowa
A gdyby tak... Wyobraź sobie, że jesteś księdzem. Mądrym i przy tym wyluzowanym księdzem. Za dużo? No to może tak. Wyobraź sobie, że znasz mądrego i przy tym wyluzowanego księdza, z którym przysłowiowe konie można kraść. Taki jest właśnie autor książki "Moje syberyjskie podróże" Kazimierz Sowa.
O czym traktuje ta książka? Nie będzie to nic odkrywczego. O podróżach po Syberii. To swego rodzaju pamiętnik, chociaż bez dat. Gdyby ksiądz Kazimierz prowadził blog podróżniczy, miałby tysiące czytelników, a pod każdym wpisem byłoby mnóstwo pozytywnych komentarzy. Skąd to wiem? Inaczej się nie da. Książka jest tak fajnie napisana, że jestem tego pewna.
Moje syberyjskie podróże" podzielone są na 14 rozdziałów po około 20 stron. Każdy z nich ciekawy, wciągający i dający nadzieję na ciekawy ciąg dalszy. Kto po księdzu spodziewałby się luzu? Ja poznałam tylko jednego swobodnego księdza. Reszta była jakaś taka niedostępna, patetyczna. Ksiądz nie kojarzy mi się w wyluzowanym facetem, z którym można zwiedzać świat. Jak widać tacy się jednak zdarzają. Ile ja bym dała za znajomość w takim.
W swoich notatkach ksiądz Kazimierz opisuje prostą i piękną Syberię. Opowiada o tym jak zaczęła się jego miłość do tej części świata. A zaczęła się dość zwyczajnie. Jak każdy chcący napisać pracę magisterską trzeba sobie wybrać temat. Kazimierz Sowa wybrał taki o najnowszych dziełach Kościoła. Dzięki przypadkowy zaczął czytać o kościele na Uralem. Zaczął podróżować po Syberii nie ruszając się na krok. Dopiero kilka lat później udało mu się na własne oczy zobaczyć to, o czym czytał. Ksiądz Kazimierz pisze o tym, co widzi. Kościoły, muzea, ludzie, kultura, historia wyryta na cmentarzach, rozmowy z rodzinami polskich zesłańców. A wszystko to czyta się tak, jakby przyjaciel wysyłał nam listy z podróży. I pod koniec każdego z nich dochodzimy do wniosku, że nie możemy doczekać się następnego.
Moje syberyjskie podróże, Kazimierz Sowa, Świat Książki, 2013
Za książkę dziękuję wydawnictwu
O czym traktuje ta książka? Nie będzie to nic odkrywczego. O podróżach po Syberii. To swego rodzaju pamiętnik, chociaż bez dat. Gdyby ksiądz Kazimierz prowadził blog podróżniczy, miałby tysiące czytelników, a pod każdym wpisem byłoby mnóstwo pozytywnych komentarzy. Skąd to wiem? Inaczej się nie da. Książka jest tak fajnie napisana, że jestem tego pewna.
"Syberię pokochałem za jej bezkres, niepowtarzalny urok krajobrazów i
gościnę, której doświadczy każdy, kto lubi ludzi.
Ta kraina przez Polaków bywa często nazywana "nieludzką ziemią". Tam, na
każdym niemal kroku widać ślady, jakie zostawiły po sobie lata carskich
zsyłek i okres komunistycznego terroru. Ale dla dzisiejszych mieszkańców
tej największej geograficznie i najbogatszej części Rosji Syberia jest
domem i miejscem normalnego życia. Żeby to zrozumieć, trzeba tam
pojechać i trochę pobyć z rdzennymi czy "przyszywanymi" współczesnymi
Sybirakami. Pójść z nimi do bani, pojechać na rybałkę, przypomnieć sobie
język (którego tak niechętnie uczyliśmy się w szkole), pośpiewać
rosyjskie pieśni, a czasem napić się wódki.
Kiedy niedawno znajomy zapytał mnie: "Co cię na tę Syberię tak ciągnie",
nie umiałem szybko i jednoznacznie odpowiedzieć. W ciągu ostatnich kilku
lat bywam tam co najmniej dwa razy w roku i wciąż odnajduję nowe
miejsca, które "jeszcze muszę zobaczyć", a swoista surowość i czasem
jakieś prozaiczne utrudnienia wcale mnie do tych podróży nie
zniechęcają. Przeciwnie, nadal mam ochotę kolejny raz tam pojechać."
Moje syberyjskie podróże" podzielone są na 14 rozdziałów po około 20 stron. Każdy z nich ciekawy, wciągający i dający nadzieję na ciekawy ciąg dalszy. Kto po księdzu spodziewałby się luzu? Ja poznałam tylko jednego swobodnego księdza. Reszta była jakaś taka niedostępna, patetyczna. Ksiądz nie kojarzy mi się w wyluzowanym facetem, z którym można zwiedzać świat. Jak widać tacy się jednak zdarzają. Ile ja bym dała za znajomość w takim.
W swoich notatkach ksiądz Kazimierz opisuje prostą i piękną Syberię. Opowiada o tym jak zaczęła się jego miłość do tej części świata. A zaczęła się dość zwyczajnie. Jak każdy chcący napisać pracę magisterską trzeba sobie wybrać temat. Kazimierz Sowa wybrał taki o najnowszych dziełach Kościoła. Dzięki przypadkowy zaczął czytać o kościele na Uralem. Zaczął podróżować po Syberii nie ruszając się na krok. Dopiero kilka lat później udało mu się na własne oczy zobaczyć to, o czym czytał. Ksiądz Kazimierz pisze o tym, co widzi. Kościoły, muzea, ludzie, kultura, historia wyryta na cmentarzach, rozmowy z rodzinami polskich zesłańców. A wszystko to czyta się tak, jakby przyjaciel wysyłał nam listy z podróży. I pod koniec każdego z nich dochodzimy do wniosku, że nie możemy doczekać się następnego.
Moje syberyjskie podróże, Kazimierz Sowa, Świat Książki, 2013
Za książkę dziękuję wydawnictwu
Subskrybuj:
Posty (Atom)








