sobota, 10 listopada 2012

Wielka księga dobrych manier Elisabeth Bonneau

 Czy dobre maniery do już przeżytek?

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że zarówno damy i dżentelmeni wymarli. Na każdym kroku. Kolejki, restauracje, uczelnie, komunikacja miejska. Ludzie albo nie wiedzą, jak się zachować, albo jest im to obojętne. Spóźniamy się na spotkania, nie potrafimy zachować się w gościach oraz w towarzystwie, nie mamy pojęcia, co i jak powinniśmy robić przy stole. Dla tych wszystkich, którzy uważają, że dobre maniery mają nadal znaczenie, przeznaczona jest książka „Wielka księga dobrych manier” Elisabeth Bonneau.

„Jesteś studentką i niespodziewanie spotykasz w teatrze swojego nauczyciela matematyki z lat szkolnych w towarzystwie młodszej od niego kobiety. W tej sytuacji:
a) podchodzisz do nauczyciela i z uśmiechem wyciągasz dłoń na powitanie, a potem przedstawiasz się jego towarzyszce;
b) witasz zarówno nauczyciela, jak i jego znajomą i czekasz, aż nauczyciel poda ci rękę;
c) kierujesz się zasadą „panie mają pierwszeństwo” i najpierw podajesz rękę kobiecie, a potem nauczycielowi.”

To tylko jedno z wielu pytań testowych, które znajdziemy w tej książce. W każdym z rozdziałów mamy test, dzięki któremu zorientujemy się, czy potrafimy zachować się w przeróżnych sytuacjach.

Dzięki Elisabeth Bonneau dowiemy się, jak zachowywać się na co dzień (w jaki sposób się witać, przedstawiać siebie i znajomych), co robić a czego nie przy stole, jak zachowywać się w gościach i robiąc przyjęcie u siebie, jak się ubierać do pracy i na rozmowę kwalifikacyjną, a także wielu innych przydatnych rzeczy.

Nie każdy przecież wie, kto komu kogo powinien przestawić, jak, gdzie i kiedy położyć serwetkę podczas uroczystej kolacji, czy też jak jeść kraba. Wprawdzie mała jest szansa, że znajdziemy się kiedyś w „wielkim świecie”, ale pewne rzeczy lepiej wiedzieć i wiedzę tę wykorzystać, niż zastanawiać się, czy nie wyszliśmy na nieokrzesanych.

Przypominając sobie historie z życia wzięte, dochodzę również do wniosku, że dobrych manier powinni uczyć w szkole. Być może wtedy w oficjalnej korespondencji nie pojawiałyby się słowa, które pojawiać się nie powinny. Być może wtedy na egzaminy studenci nie przychodziliby w t-shirtach i miniówkach, a ktoś kogo nie znasz, nie całowałby cię na ulicy na powitanie.

Chociaż zawsze uważałam, że potrafię się odpowiednio zachować, po zrobieniu testów okazało się, że o pewnych rzeczach nie miałam pojęcia, niemniej nie jest ze mną aż tak źle. Z przyjemnością przeczytałam tę książkę i teraz wiem, że w gościach nie popełnię głupiej gafy. Jeśli i ty boisz się, że źle gdzieś wypadniesz, nie wiesz, jak się zachować w niektórych sytuacjach, albo zwyczajnie chcesz sobie pewne rzeczy przypomnieć- sięgnij po „Wielką księgę dobrych manier.” Wtedy żadna sytuacja vię nie zaskoczy.

Elizabeth Bonneau, Wielka księga dobrych manier, RM, 2012

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

czwartek, 8 listopada 2012

Weganizm. Schudnij, uzdrów ciało, zmień świat Kathy Freston

Weganizm jest ścisłą formą wegetarianizmu. Słowo wegetarianizm (ang. vegetarianism) pochodzi od angielskiego słowa 'vegetable' (i 'vegetation'), co ogólnie oznacza roślinny. słynni weganie. Czyli już samo określenie „wegetariański” powinno odnosić się do produktu roślinnego. Jednak tak nie jest, dlatego w roku 1944 Donald Watson stworzył nowe słowo, które określa ścisły wegetarianizm – weganizm. Tak więc weganizm to dieta opierająca się wyłącznie na produktach pochodzenia roślinnego.  Weganie nie jedzą nabiału i jajek. Zamiast mleka, spożywają zdrowe, odżywcze i smaczne mleko migdałowe, sojowe czy ryżowe(1).





Podobno weganizm sprawia, że bez wysiłku zrzucimy zbędne kilogramy. Podobno stosowanie diety wegan sprawi, że zdrowi dożyjemy sędziwego wieku. Podobno może być smacznie.

Dziwnie czytało mi się o weganizmie. Przecież człowiek od samego początku żywił się tym, co upolował. Gdy już przywykłam do tego, że część osób nie zjada produktów zwierzęcych dowiedziałam się, że są też osoby, które nie dość, że nie jedzą mięsa, to na dodatek nie jedzą jajek, serów, nie piją mleka. Dlaczego?

Kathy Freston uważa, że białko zwierzęce jest bardzo niezdrowe. Zakwasza nasz organizm, zmienia skład hormonów oraz powoduje między innymi nowotwory. Przejście na dietę wegańską zaś sprawi, że nasz organizm się oczyści, a choroby, które sobie wyhodowaliśmy cofną się. Być może coś w tym jest. Nie mnie oceniać, nie jestem lekarzem. Gdybym poszła na jakiś wykład o weganizmie, to pewnie bym na nim nie skorzystała.

O książce można napisać dużo, ale byłoby to masło maślane albo przedruk. Tego typu książki trzeba samemu przeczytać i zastanowić się, czy to, czego się z nich dowiedzieliśmy chcemy, choćby w części, wprowadzić w życie.

Plusy książki?
- ciekawe trzytygodniowe menu
- interesująca ogólna treść książki- tematyka podobna do filmy Food Inc znanego w Polsce pod tytułem Korporacyjna żywność. Czasami lubię sobie obrzydzić niezdrowe jedzenie. Szczególnie wtedy, kiedy nie mam czasu sama gotować i żyję na gotowcach

Minusy?
-irytujące opowieści "uzdrowionych" dzięki weganizmowi. Strasznie irytuje mnie robienie z ludzi debili, bo przedstawianie "świadectw" to dla mnie właśnie takie zachowanie
- brak przełożenia na warunki Europejskie. W niektórych książkach takie "tłumaczenie z polskiego na nasz" stosują, szkoda, że tutaj nie. Przykład? Menu, lista zakupów itd. Są tam podane nazwy sklepów u nas nieistniejących. Miło by było, gdyby ktoś zadał sobie trud i dopisał, gdzie u nas można znaleźć coś podobnego.

Poza tym książka całkiem całkiem, jeśli człowiek chce poczytać o innym punkcie widzenia świata. Ja natomiast z krówek nie zrezygnuję.

Weganizm. Schudnij, uzdrów ciało, zmień świat Kathy Freston, Studio Astropsychologii, 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu




(1)http://www.weganizm.com/

poniedziałek, 5 listopada 2012

Gwyneth Paltrow Córeczka tatusia

„Gotowanie dla rodziny i przyjaciół jest jednym z najlepszych sposobów okazania miłości”.

Nie raz i nie dwa mówiłam już, że kocham czytać książki kucharskie, szczególnie te życiowe, czyli połączone z życiem autora, a nie tylko wymyślone na potrzeby książki. Taką pozycją jest z pewnością Córeczka tatusia autorstwa Gwyneth Paltrow.  

Książka jest kolorowa i optymistyczna. Na początku mamy informacje dotyczące genezy książki. Co, jak, kiedy, dlaczego, dzięki komu. Miło wiedzieć, dla kogo autor lubi gotować, kto go tego nauczył, jaka jest jego motywacja i co daje mu radość.

Po tym wstępie przechodzimy do właściwej części książki. To, co od razu rzuciło mi się w oczy i spodobało to „Jak korzystać z książki” (dobrze wiedzieć, że trzeba coś wcześniej przygotować, co gotować, gdy mamy mało czasu, co uda nam się przygotować w warunkach studenckich oraz jakie potrawy są wegańskie oraz wegetariańskie) a także informacje o tym, co przyda nam się na co dzień w kuchni (ja większości tych rzeczy nie posiadam, ale wiem, co posiadać będę w swoim domu w przyszłości), jakie narzędzia powinniśmy posiadać (tu już u mnie trochę lepiej).  W pierwszej części znajdziemy również przepisy na niezbędnik; łatwo przecież napisać, że potrzebny nam bulion warzywny, ale nie każdy wie jak go zrobić. Są tu także praktyczne porady o sposobach gotowania drobiu i mięczaków. Jak dla mnie wstęp idealny. Nie lubię, gdy w przepisie mam np. „suszone pomidory”, ale nikt nie pomyślał o tym, aby napisać w jakimś miejscu w jaki sposób się je robi.

Książka podzielona jest tradycyjnie, na rozdziały: zupy, sałatki, hamburgery i kanapki, makarony, dania główne, przystawki, śniadania, desery. Same przepisy są na zróżnicowanym poziomie. Znajdziemy tu i kotlety mielone z indyka, makaron z rukolą i pomidorami, hamburger z mięsa kraba z pikantnym sosem remuladowym, wegetariańskie chili, sezonowe ciasto z kruszonką. Jak więc widać, każdy znajdzie coś dla siebie.

Ogromnym plusem książki jest sposób wydania. Twarda okładka, porządne kartki, dobre klejenie („uwielbiam”, gdy książka kucharska zaczyna się rozchodzić przy pierwszym przeczytaniu), przepiękne zdjęcia. Nie zapomniałam również o języku książki (prosty i przystępny), logicznie rozmieszczonym tekście oraz wyraźnym oznakowaniu ilości porcji oraz czasie przygotowani.

Idealny prezent dla siebie lub przyjaciół.
 
Gwyneth Paltrow, Córeczka tatusia, Świat książki, 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu 


niedziela, 4 listopada 2012

Las przeznaczenia Adam Stojałowski

" Musisz teraz podjąć decyzję, które rzeczy zabierzesz ze sobą. Pamiętaj, że wśród nich są takie, które mogą zdecydować o twoich dalszych losach, zastanów się więc uważnie.
Przed tobą decyzja wyboru plecaka z zestawem niebieskim lub z zestawem czerwonym. Do plecaka z zestawem niebieskim udało się włożyć: przybory toaletowe z ręcznikiem, drugą parę adidasów i spodni, kompas, prowiant, lornetkę, linę, zestaw menażek, parę ciepłych skarpet i świeżą bieliznę oraz ulubioną koszulkę.
Plecak z zestawem czerwonym ostatecznie zawiera: nożyczki, czarną pastę do butów, przybory toaletowe z ręcznikiem, zestaw nici do szycia, płaszcz przeciwdeszczowy, prowiant, linę, zestaw menażek, parę ciepłych skarpet i świeżą bieliznę oraz ulubioną koszulkę.
Kolor zestawu zdecyduje o późniejszym wyborze trasy."

Który plecak wybierzesz? Mi się udało. Wybrałam dobry zestaw, dlatego przy pierwszych trudnościach nie musiałam wracać do domu i mogłam kontynuować zabawę. Tak naprawdę to przeszłam całą przygodę bez najmniejszego potknięcia, a później z ciekawości sprawdziłam, co kryło się za innymi wyborami. Gdyby ktoś wybierał pechowo, to powinien rozpoczynać książkę kilka razy, bo złe wybory prędzej czy później zmuszają czytelnika do zakończenia przygody.

Książki takiej jak Las przeznaczenia wcześniej nigdy nie czytałam. Czy macie tak, że czytając książę lub oglądając film macie ochotę krzyczeć bohaterowi co powinien/czego nie powinien robić? Tutaj nie mamy takich dylematów, bo sami musimy wybierać. Jak w dobrej grze, w której nasze decyzje mają wpływ na dalszą fabułę.

Sama fabuła nie jest może jakoś super ciekawa, ale rekompensuje ten niedostatek dobra zabawa. Książeczka nie zachwyca też wyglądem. Wątpię, abym w księgarni zwróciła na nią uwagę. Jest niepozorna, wydana w miękkiej okładce ze średnimi ilustracjami. Plusem jest cena (15 złotych) oraz to, czego dzięki tej książce młodzież może się nauczyć. Dlaczego młodzież? Bo moim zdaniem to do nich przede wszystkim jest adresowana. Według mnie książka Las przeznaczenia byłaby też ciekawą "lekturą" szkolną. Nauka przez zabawę.

Las przeznaczenia rozbudza wyobraźnię, zmusza nas do myślenia, dokonywania wyborów, planowania i ponoszenia konsekwencji za swoje czyny. Posiada więc moim zdaniem wszystko, co książka mająca czegoś uczyć posiadała. 


Las przeznaczenia, Adam Stojałowski, Warszawska Firma Wydawnicza, 2012


Za możliwość przeczytania dziękuję

niedziela, 28 października 2012

Mikołajki u książkoholiczki [KONKURS]

Za miesiąc i parę dni przyjdzie do nas Mikołaj. Czy byliście grzeczni w tym roku?

Jeśli tak, to może ja zostanę Waszym Mikołajem?

Grzeczne dzieci mają nawet możliwość wybrania prezentu :)









A do wygrania jedna z poniższych nagród (do wyboru)

Audiobook Biała Masajka (Hofmann)
Audiobook Droga 66 (Warakomska)
Audiobook Pałac północy (Zafon)
Film DVD Erin Brockovich
Film DVD Narzeczony mimo woli
Film DVD Raj dla par




ZADADY:

1. Konkurs trwa od 28 października do 28 listopada 23:59

2. W konkursie może wziąć udział każdy, kto pisze o czymś na blogu

3. Wysyłam tylko na terenie Polski. Jeśli mieszkasz w innym kraju, ale jest ktoś, kto może przechować Ci prezent, nie ma problemu.

4. Wszystkie przedmioty przedstawione powyżej są moją własnością

5. Aby wziąć udział w konkursie należy:

--> wybrać nagrodę, którą chcecie dostać i napisać dlaczego to właśnie Wam ona się należy (można w jednym- dwóch zdaniach)

--> zamieścić na swoim blogu informację o konkursie (kod do pobrania na dole strony) [lub po prostu obrazek z przekierowaniem do informacji]

--> będzie mi miło, jeśli zostaniesz obserwatorem

Ogłoszenie wyników 29 listopada, więc jest realna szansa, że paczka dotrze w Mikołajki

Każde wasze zgłoszenie będzie kropelką miodu na moją zbolałą duszę :)

<a href="http://www.byksiazkoholiczka.blogspot.com/2012/10/mikoajki-u-ksiazkoholiczki-konkurs.html"><img src="http://img248.imageshack.us/img248/646/prezentn.jpg" width="211" height="211" border="2" /></a>
 

 

Koszmarny Karolek. Drapieżne dinozaury Francesca Simon

Każdy, kto w jakikolwiek sposób zetknął się ze współczesną literaturą dla dzieci, na pewno słyszał o Francesce Simon i Koszmarnym Karolku, który przy bliższym poznaniu nie jest aż taki koszmarny.

Koszmarny Karolek. Drapieżne dinozaury to 36 książka o chłopcu, który nie cierpi się uczyć, ale jakimś cudem ciągle przyswaja ciekawą wiedzę. Jeśli oglądając Park Jurajski, zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak naprawdę wyglądały i co jadły przedstawione w filmie gady, możecie uzupełnić braki dzięki tej książce. Jeśli wasze dziecko uważa, że nauka jest głupia, można mu udowodnić, że się myli. Książki o Koszmarnym Karolku będą idealną lekturą dla dzieci od około 6 roku życia. Na początku nie wszystko zrozumieją, ale ich wyobraźnia zostanie rozpalona, ponieważ tytułowy Karolek opisuje interesujące go zagadnienia w taki sposób, że nie można się nudzić, czytając książkę.

W książce „Koszmarny Karolek. Drapieżne dinozaury” znajdziemy informacje o tym kiedy i gdzie żyły dinozaury, poznamy nazwy tych najpopularniejszych i tych, które nie zostają bohaterami filmów, dowiemy się co jadły ( i ile), jak wyglądały, ile ważyły, w jaki sposób polowały i jak się broniły. Karolek opowie nam również o tym, gdzie najlepiej kopać, aby się do gadzich kości dokopać i w jaki sposób zniknęły z powierzchni naszej planety. A opowiada o tym wszystkim naprawdę bardzo ciekawie. Chociaż nie jest to książka naukowa, jest w niej dużo ciekawych i przydatnych informacji, które pozwolą waszym pociechom i młodszemu rodzeństwu zabłysnąć w szkole i stać się prawdziwym znawcą wśród szkolnych rówieśników. Gdyby moje dziecko pochłaniało książki o Koszmarnym Karolku i przyswajało wiedzę w nich zawartą, byłabym szczęśliwa.

Francesca Simon, Koszmarny Karolek. Drapieżne dinozaury, Znak emotikon, 2012

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl



„Cześć dinofani!!!
Witajcie w mojej fantastycznej nowej książce o wszystkim, co dotyczy dinozaurów! Czy nie byłoby super mieć własnego tyranozaura, kiedy wpada do was ktoś taki, jak Wredna Wandzia lub Doskonały Damianek? [...] Poczekajcie tylko, aż dowiecie się, jakiej wielkości była kupka tyranozaura i jak dużo mógł pochłonąć JEDNYM kęsem… (Damianka, Wandzię, Wojtusia, Władzia, panią Kat- Topolską…)
Właśnie taaak!
Karolek”








czwartek, 25 października 2012

Droga 66 Dorota Warakomska

 Route 66. Każdy kiedyś spotkał się z tą nazwą. Kojarzy się z zapomnianą drogą łączącą Chicago i Los Angeles. Czy droga wybudowana w 1926 roku może być czymś ciekawym?

Zdecydowanie tak. Udowadnia to Dorota Warakomska, która szczerze mówiąc nie kojarzyła mi się wcześniej z żadnymi książkami, a raczej z telewizją. Autorka książki Droga 66 pokonała ponad dwadzieścia tysięcy kilometrów w pół roku.

Podróż jak podróż. Można wybrać sobie dowolną trasę. Dorota Warakomska wybrała tą z duszą, która kiedyś była bardzo ważna. Dlaczego? Na to pytanie każdy będzie mógł odpowiedzieć sobie po lekturze książki lub wysłuchaniu audiobooka.

Przygodę z Route 66 autorka rozpoczyna od samego jej początku, pośrodku Chicago i podąża nią uparcie, chociaż trasa nie należy do łatwych. Wprawdzie pewne jej części zostały uznane za narodową drogę krajobrazową, ale wiele tysięcy kilometrów ciągnie się przez zapomniane przez Boga i ludzi pustkowia. W samej podróży przez Amerykę ważne są nie tyle jej znaczenie historyczne i krajobraz, co ludzie, którzy postanowili przy tej drodze zostać i dać z siebie wszystko, aby historia o niej przetrwała.

Każdy napotkany w czasie podróży człowiek to inna historia warta wysłuchania. Jedne są wesołe, inne smutne. Część dodaje odwagi, inne wzruszają. Każda z nich sprawia, że możemy zacząć zastanawiać się nad znaczeniem życia. Autorka nie skupia się na „wielkich sprawach”. Interesuje  ją życie i ludzie w małych miasteczkach i wioskach, gdzie wszyscy się znają, mają coś ciekawego do powiedzenia (chociaż nie zawsze o tym wiedzą). W drodze z Dorotą Warakomską odwiedzamy bary, lodziarnie, stacje benzynowe zamienione w małe punkty informacyjne, a także najzwyklejsze domy. W ciągu pół roku spotkała nie tylko turystów takich jak ona, lecz także ludzi, którzy postanowili porzucić życie w wielkim mieście i przenieść się w spokojną okolicę oraz tych, który postanowili zostać przy Drodze, która kiedyś ich karmiła. Dziś to oni ją karmią. Dbają o nią i dbają o jej dobre imię.

Nie sposób opisać poszczególnych bohaterów książki. Dzieli ich mnóstwo rzeczy, łączy Droga Matka, z którą postanowili związać swój los. Jest to nie tylko książka podróżnicza, lecz także pamiętnik ludzkich dusz i umysłów.

Samego audiobooka słucha się bardzo fajnie. Głos autorki jest tak wyćwiczony, aby z jednej strony poruszać odpowiednie struny, a z drugiej nie „rzucać się w oczy”. Nie czułam się przytłoczona, autorka nie podkreślała rzeczy jej zdaniem ważnych i ważniejszych, zachowała się bardzo profesjonalnie (a tego się trochę bałam, gdy doczytałam, że książkę czyta autorka).

Jeśli ktoś jest zainteresowany historią Ameryki i lubi słuchać o życiu innych ludzi, ta książka jest dla niego. Polecam.


Droga 66, Dorota Warakomska, Biblioteka Akustyczna, 2012

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

wtorek, 23 października 2012

Chleby bułki i bułeczki

Kocham książki kucharskie wszelkiego rodzaju. Mogą być to klasyczne wydania lub „specjalistyczne”. Dla mnie bez różnicy. Samo czytanie jest dla mnie cudowne. To nic, że części przepisów nie wykonam.

W przypadku książki „Chleby bułki i bułeczki” jeszcze przez jakiś czas nie wykonam żadnego z zamieszczonych przepisów. Brak piekarnika i/lub/oraz specjalnej maszyny skutecznie mi to uniemożliwia, co nie znaczy, że nie śliniłam się na widok wypieków, które kiedyś zagoszczą na moim stole.

Od dawna miałam uczucie, że samodzielne pieczenie chleba to nie tylko wielka frajda ale i dobry sposób na „wiesz co jesz”. Jeśli do tego dodamy specyficzny zapach świeżego wypieku… hmmm. Na samą myśl cieknie mi ślinka.

Dzięki książce „Chleby bułki i bułeczki” bez większych problemów możemy upiec wszystko, na co tylko mamy ochotę: od tradycyjnego chleba poprzez słodkie i pikantne wypieki kończąc na bułeczkach, przekąskach i drożdżówkach. Ta pozycja to dla mnie taka encyklopedia wypiekania pieczywa. Dowiemy się z niej wszystkiego co niezbędne, aby naszą kuchnię wypełnił piękny aromat, a nasze żołądki coś wyjątkowego. To, co będzie gościło na naszym stole możemy tworzyć od zera. Wybierzmy odpowiedni kształt, składniki, odpowiednią mąkę i środki spulchniające. Na początku powinniśmy poznać przepis na ciasto podstawowe, później pójdzie już z górki.

Sama książka jest świetnie wydana. Twarda okładka, porządne karki, ładne zdjęcia, opisy jak dla topornych (co sobie chwalę), niezbędne informacje o czasie przygotowania, składnikach odżywczych i kaloriach. Dla mnie ideał.

Wszystkim, którzy chcą stworzyć kuchnię niczym z filmu: pachnącą, pełną miłości i smacznego jedzenia mogę polecić i prosić, aby próbkę twórczości przesłać mi kurierem :)

Chleby bułki i bułeczki, Świat książki, 2012






Za książkę dziękuję Agnieszce i wydawnictwu



piątek, 19 października 2012

Dieta sokowa Jason Vale

O diecie prędzej czy później myśli każda z nas. W końcu jakbyśmy nie wyglądały, zawsze możemy wyglądać lepiej, a to i owo mogłoby być inne. Podczas stosowania wszelakich diet czeka na nas jednak kilka pułapek. Trzeba uważać, aby nie głodować, dostarczać organizmowi potrzebnych witamin i minerałów, a także, po zakończeniu diety, pilnować się, aby nie dopadł nad efekt jo-jo. Czy można odchudzać się zdrowo? Podobno tak.

Jason Vale, autor książki Dieta sokowa- zdrowe odchudzanie, próbuje pokazać nam, że taka dieta sokowa może być zdrowa i wiele zdziałać dla naszego organizmu.
Książka ta, moim zdaniem, jest swego rodzaju coachingiem. Samo jej czytanie sprawia, że zaczynamy wierzyć w to, co czytamy. A czytamy chyba mądre rzeczy. Dowiemy się między innymi tego, czy szybka utrata wagi ZAWSZE jest szkodliwa, jakie są wartości odżywcze soków, czy po zakończeniu diety powrócimy do poprzedniej wagi, jak przygotować się do rozpoczęcia diety psychicznie i logistycznie oraz wielu innych rzeczy (głównie ciekawych).
Po etapie coachingu pora przejść do samej diety. Najważniejszą częścią tej części książki jest dieta „3 kg w 7 dni”. Znajdziemy w niej informacje o tym co i jak spożywać, a także potrzebne przepisy na soki. Kiedy już schudniemy magiczne 3 kilogramy musimy jeszcze pooszczędzać trochę organizm. Nie możemy przecież pozwolić, aby nasz tygodniowy rygor poszedł na marne. Dlatego tak ważny jest „Plan turbo”, który pozwoli ustabilizować nasze ciało i przyzwyczaić je do stałych posiłków.

Ostatnia część książki to informacje o tym, co powinniśmy mieć w domowym barze sokowym, jak wybrać odpowiedni Bender i wyciskarkę oraz kilka wskazówek dotyczących przyrządzania soków.

Co sądzę o książce? Moim zdaniem jest ciekawa, ale niestety jeszcze przez jakiś czas nie sprawdzę, czy ta dieta działa, ponieważ zwyczajnie nie mam jak wyciskać soków. A szkoda, bo chętnie bym sprawdziła, czy człowiek może czuć się lepie po zastosowaniu takiej zdrowej i smacznej diety.

A dla rozpalenia Waszej wyobraźni zamieszczam przepis na jeden z soków.

JM’s Super Detox Juice

Składniki:
2 jabłka Rogal Gala (pewnie może być każde miękkie i soczyste)
¼ ogórka
1 łodyga selera naciowego
Garstka szpinaku
Kostki lodu
1 kopiasta łyżeczka Power Regens (jeśli nie ma to rukiew wodna, natka pietruszki, sałata itd.)

Przygotowanie. Wyciśnij jabłka, ogórek, seler i szpinak. Umieść składniki w Benderze razem z lodem i Power Regens. Miksuj przez około minutę lub do uzyskania gładkiej konsystencji. Jeśli zamiast suplementu stosujesz mieszkankę zielonych liści, wyciśnij je razem z innymi składnikami i dodaj kostki lodu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu 


sobota, 13 października 2012

Historyjki i bajeczki z dziecięcej półeczki Elżbieta Krystek- Jones

Chyba mam już włączony instynkt macierzyński. Od jakiegoś czasu chętnie czytuję książki o dzieciach, dla dzieci i ogólnie wszystko, co się z tym wiąże. Dlatego też chętnie przeczytałam "Historyjki i bajeczki z dziecięcej półeczki".

Elżbieta Krystek- Jones, uważa, że można uczyć poprzez zabawę. Zgadzam się. Autorka postanowiła udowodnić swą tezę za pomocą wierszyków z morałem. Czy jej się udało?

Książeczka zawiera 24 wierszyki, dzięki którym nasze dzieci będą mogły się czegoś nauczyć. Pozwólcie, że przytoczę tu jeden z nich.






Dziecięca wróżka

W chmurach, hen, za horyzontem
gdzie wesołe słońce świeci,
na obłoku z marzeniami
mieszka wróżka wszystkich dzieci.

Przyjaciółkę ma Naturę
i co ona namaluje,
to poetka z duszą dziecka
w wiersz promykiem zapisuje.

Historyjki czy bajeczki
-każda myśl, gdy w eter wleci,
zbliży wielki świat dorosłych
do małego światka dzieci.

Gdy ci smutno, popatrz w niebo!
Tam z obłoczka dobra wróżka
promienistym swym uśmiechem
ciepło śle w małe serduszka
Każdy wierszyk jest podobnej długości, przy każdym znajdziemy całkiem ładny rysunek związany tematycznie z tym, o czym wierszyk opowiada.

Sam pomysł na uczenie dzieci przy pomocy książek uważam za trafiony. Lubię i zawsze lubiłam bajki z morałem. Takie, przy których i ci duzi i ci mali mogą się przez chwilę zastanowić nad sobą i otaczających ich światem. O ile sam pomysł jest dobry, to wierszyki autorki jakoś do mnie nie trafiały. Zbyt nudne dla dzieci większych, zawierające elementy, których małe dzieci nie zrozumieją. Niby czegoś mają uczyć, ale tak naprawdę to nie bardzo wiem czego. Nie mówię, że wierszyki są złe, tylko, że jakoś na mnie nie zadziałały kojąco, a swojemu dziecku chciałabym takie wierszyki czytać wieczorem w łóżeczku. Wołałabym jakieś weselsze tematy albo ciekawsze historie. Gdybym brała pod uwagę, jako słuchacza, dziecko starsze, takie około 6-7 letnie, to wydaje mi się, że dzieciak by mi się szybko znudził. Ponieważ jednak ja nie jestem jeszcze mamą i nie wiem, czy moje spostrzeżenia są prawidłowe, to dam książkę znajomej, która ma berbecia i zobaczę, co ona myśli o tych wierszykach.
Minusem jest też cena książeczki, bo to aż 34 złote, a dla mam to moim zdaniem dużo za 24 krótke historyjki w miękkiej okładce.

Żeby nie było, że tylko źle i źle. Wierszyki czyta się szybko i miło, mają fajne, wpadające w ucho rymy, są dźwięczne, więc mają wszystko to, co wierszyki dla dzieci mieć powinny. 



(ponieważ ilustracje w książce bardzo mi się podobają, a nie mam skanera, pozwoliłam sobie pożyczyć zdjęcia zrobione na potrzeby blogu www.blogimam.pl)

Historyjki i bajeczki z dziecięcej półeczki Elżbieta Krystek- Jones, Warszawska Firma Wydawnicza, 2012

Za możliwość zapoznania się z książeczką, dziękuję wydawnictwu