W świecie przemocy i komputerów czasami trafia się coś, na widok czego mięknie nam serce. Mi serducho zmiękło, gdy zobaczyłam okładkę książki Kora jest samotna autorstwa Holly Webb. Czy jest coś słodszego niż ufny szczeniaczek?
Kora jest samotna to książeczka przeznaczona głównie dzieci mniej więcej do podstawówki. Wtedy czytanie takich opowieści może im pokazać, że... no właśnie. Czego możemy się nauczyć czytając takie książki?
Helenka i jej brat Waldek dostają od rodziców małego słodkiego pieska- Korę. Miał to być ich wspólny zwierzak, jednak to głównie Waldek się nim zajmuje. Helenka, chociaż bardzo chciałaby uczestniczyć we wspólnych zabawach za bardzo boi się psiaka. Kiedyś z parku Helenka miała nieoczekiwane spotkanie z dużym psem, którego bardzo się przestraszyła. Od tej pory nie potrafi sobie poradzić z paraliżującym strachem.
Waldek i Helenka spędzają wakacje na wsi. Podczas spaceru z Korą Waldek ulega wypadkowi. Łamie nogę i musi przez jakiś czas pozostać w szpitalu, a Kora jest samotna, bo nie ma się z nią kto bawić. Dziadek Helenki, który co jakiś czas opiekuje się dziewczynką nie ma na to siły, rodzice albo pracują albo przesiadują w szpitalu. Z Korą jest coraz więcej problemów wychowawczych. Czy Helenka zwalczy swój lęk i zajmie się psiną?
Tak, jak wspomniałam na początku, czytając książkę Kora jest samotna możemy się wiele nauczyć. Zaczynając od tego, że należy uważać co się robi, bo można spędzić wakacje w szpitalu, poprzez to, że zwierzę to nie zabawka i trzeba mu zapewnić opiekę, kończąc na tym, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Ja książeczką byłam zachwycona. Jest napisana prostym językiem, jest ciekawa i pouczająca. Takich pozycji dla dzieci trochę mi brakuje w czasach, gdy dzieciaki wychowuje telewizja i komputer.
09/10
Kora jest samotna, Holly Webb, Zielona Sowa, 2011
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 marca 2012
środa, 7 marca 2012
Baśniobór Gwiazda Wieczorna wschodzi Brandon Mull
„Bezczynność byłaby błędem, Niewiedza już was nie chroni”
Co robią dzieci odwiedzające dziadków na wsi? Na pewno nikt by nie pomyślał o tym, że chronią tajemniczy rezerwat przed jeszcze bardziej tajemniczym stowarzyszeniem.
Kendra i Seth to na pozór zwyczajne dzieci. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Kendra została owróżkowiona, a i młody Seth ma swoje za uszami. Ale zacznijmy od początku. W mieście jakich na świecie wiele, w zwyczajnej szkole pojawia się nowy uczeń. Wszyscy są nim zauroczeni. Wszyscy oprócz Kendry, która zamiast przystojnego nastolatka widzi ohydnego stwora. Nieoczekiwanie na drodze Kendry pojawia się mężczyzna mówiący, że zna jej sekret, jest znajomym jej dziadka i chętnie pomoże jej w pozbyciu się zagrożenia. Dziewczynka zgadza się i z dużą pomocą swojego młodszego brata pozbywa się kłopotu. Okazuje się jednak, że to właśnie oni wpadli w kłopoty. Tajemniczy mężczyzna należy bowiem do niebezpiecznego Stowarzyszenia Gwiazdy Wieczornej chcącego przejąć tajemniczy artefakt z tajemniczego rezerwatu- Baśnioboru. Dużo słów tajemniczy, prawda? Bo i cała historia i ogólnie książka są tajemnicze.
Akcja powieści Brandowa Mulla toczy się bowiem w tajemniczym świecie pełnym wróżek, skrzatów, dulionów, golemów i innych dziwnych stworzeń. W tajemniczym świecie toczy się równie tajemnicza historia. W pięciu rezerwatach do których nie powinien dostać się nikt niepowołany umieszczone są artefakty dzięki którym można otworzyć więzienie i uwolnić najgorsze z możliwych stworów. Dzieci, po ostatniej wizycie w Baśnioborze (o tym możecie przeczytać w poprzedniej książce) nie powinny więcej pojawiać się u dziadków. Jednak zaistniałe okoliczności zmuszają strażnika rezerwatu- prywatnie ich dziadka- do ściągnięcia dzieciaków…
Wiem, że to wszystko brzmi strasznie nieprawdopodobnie, ale po rozpoczęciu lektury i przeniesieniu się do tego niezwykłego świata szybko zapomnimy o tej całej bajkowej otoczce. Książkę czyta się szybko i bardzo fajnie. Autor potrafi zauroczyć czytelnika i sprawić, że kartki niemal same się przesuwają. Wcale się nie dziwię, że książka jest na pierwszym miejscy na liście bestsellerów dla dzieci „New York Timesa”. Zasługuje na to. Jest naprawdę świetna i mam nadzieję, że niedługo uda mi się przeczytać pierwszą część przygód w Baśnioborze.
10/10
Baśniobór Gwiazda Wieczorna wschodzi, Brandon Mull, Wab, 2011
recenzja została opublikowana na stronie kobieta20.pl
piątek, 24 lutego 2012
Kieliszek trucizny P. Baccalario A. Gatti
Czy od dzieciństwa można wyrabiać sobie gust czytelniczy? Oczywiście. Jeśli kochacie kryminały, Kieliszek trucizny jest książką, którą bez obaw możecie polecić przyszłym fanom Agathy Christie.
Kryminały albo się kocha, albo nienawidzi. Nie można przechodzić obok nich obojętnie. Kiedy dostałam książkę Kieliszek trucizny autorstwa P. Baccalario i A. Gatti nie wiedziałam jak można połączyć morderstwa, które muszą w tego typu książkach występować z literaturą dla dzieci i młodzieży. Na szczęście autorom się udało. Bo choć po tę lekturę mogą spokojnie sięgnąć dzieciaki z podstawówki nie jest ona naiwna i osoby, które już dawno mogą raczyć się cydrem również będą zadowolone z książki.
Paryż, czasy współczesne. Czym po lekcjach mogą zajmować się statystyczne dzieciaki? Głównie oglądaniem telewizji i graniem w gry komputerowe. Jednak bohaterowie książki Kieliszek trucizny nie są statycznymi dzieciakami. Nikola i Simon, bo ich mam na myśli kochają zagadki kryminalne. Czytają kryminały, rozwiązują śledztwa razem z autorem książek, czasami śledzą ludzi spotkanych na ulicy.
Pewnego dnia, dzięki sztuczce zastosowanej ma matce bohaterowie wymykają się do ulubionej naleśnikarni. Pałaszując słodki deser zwracają uwagę na jegomościa awanturującego się w sklepie. Nagle słyszą hałas. Po wyjściu na ulicę okazuje się, że ktoś owego jegomościa o mały włos nie rozjechał samochodem. Po krótkim namyśle postanawiają go śledzić. Jednak nie tylko Nikola i Simon się nim interesują. Okazuje się bowiem, że ich ojciec- policjant podejrzewa tego samego człowieka o zamordowanie właścicieli kamienicy w której mieszkał za pomocą zatrutego cydru. Młodzi coraz bardziej zaczynają interesować się tą sprawą. Dzięki swojemu gadulstwu mówią oni o tym swojemu sąsiadowi Ludwikowi...
Niedługo potem okazuje się, że nie tylko Nikola i Simon lubią zagadki. Lubują się w nich także Leon- spec od informatyki, listonosz Wiktor, emerytowany mecenas Ferdynand, matka Ludwika- Jaśmina. Dzięki Ludwikowi spotykają się w opuszczonym mieszkaniu swojej kamienicy i postanawiają wspólne rozwiązać zagadkę kieliszka trucizny. Smaczku dodaje fakt, że mieszkanie, które wybrali na swoją tymczasową siedzibę należało do najsłynniejszego detektywa w historii Paryża.
Chociaż książka nie jest tak skomplikowana jak książki Agaty Christie naprawdę przyjemnie się ją czyta. Autor nie odkrywa przez nami wszystkich kart, więc można pobawić się w Herkulesa Poirota i rozwiązać zagadkę, która tak zaciekawiła bohaterów książki. Kieliszek trucizny czyta się szybko i sprawnie. Autor nie rozwleka tego, co można ująć w jednym zdaniu, pisze wartkim językiem, potrafi zainteresować czytelnika. No i tak jak mówiłam na początku, jest to książka od lat 7 do 107. Każdy, kto lubi zagadki z trupem w tle będzie się dobrze bawić przy jej lekturze
8/10
Kieliszek trucizny, Baccalario Pierdomenico, Gatti Alessandro, Zielona Sowa, 2011
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu
Kryminały albo się kocha, albo nienawidzi. Nie można przechodzić obok nich obojętnie. Kiedy dostałam książkę Kieliszek trucizny autorstwa P. Baccalario i A. Gatti nie wiedziałam jak można połączyć morderstwa, które muszą w tego typu książkach występować z literaturą dla dzieci i młodzieży. Na szczęście autorom się udało. Bo choć po tę lekturę mogą spokojnie sięgnąć dzieciaki z podstawówki nie jest ona naiwna i osoby, które już dawno mogą raczyć się cydrem również będą zadowolone z książki.
Paryż, czasy współczesne. Czym po lekcjach mogą zajmować się statystyczne dzieciaki? Głównie oglądaniem telewizji i graniem w gry komputerowe. Jednak bohaterowie książki Kieliszek trucizny nie są statycznymi dzieciakami. Nikola i Simon, bo ich mam na myśli kochają zagadki kryminalne. Czytają kryminały, rozwiązują śledztwa razem z autorem książek, czasami śledzą ludzi spotkanych na ulicy.
Pewnego dnia, dzięki sztuczce zastosowanej ma matce bohaterowie wymykają się do ulubionej naleśnikarni. Pałaszując słodki deser zwracają uwagę na jegomościa awanturującego się w sklepie. Nagle słyszą hałas. Po wyjściu na ulicę okazuje się, że ktoś owego jegomościa o mały włos nie rozjechał samochodem. Po krótkim namyśle postanawiają go śledzić. Jednak nie tylko Nikola i Simon się nim interesują. Okazuje się bowiem, że ich ojciec- policjant podejrzewa tego samego człowieka o zamordowanie właścicieli kamienicy w której mieszkał za pomocą zatrutego cydru. Młodzi coraz bardziej zaczynają interesować się tą sprawą. Dzięki swojemu gadulstwu mówią oni o tym swojemu sąsiadowi Ludwikowi...
Niedługo potem okazuje się, że nie tylko Nikola i Simon lubią zagadki. Lubują się w nich także Leon- spec od informatyki, listonosz Wiktor, emerytowany mecenas Ferdynand, matka Ludwika- Jaśmina. Dzięki Ludwikowi spotykają się w opuszczonym mieszkaniu swojej kamienicy i postanawiają wspólne rozwiązać zagadkę kieliszka trucizny. Smaczku dodaje fakt, że mieszkanie, które wybrali na swoją tymczasową siedzibę należało do najsłynniejszego detektywa w historii Paryża.
Chociaż książka nie jest tak skomplikowana jak książki Agaty Christie naprawdę przyjemnie się ją czyta. Autor nie odkrywa przez nami wszystkich kart, więc można pobawić się w Herkulesa Poirota i rozwiązać zagadkę, która tak zaciekawiła bohaterów książki. Kieliszek trucizny czyta się szybko i sprawnie. Autor nie rozwleka tego, co można ująć w jednym zdaniu, pisze wartkim językiem, potrafi zainteresować czytelnika. No i tak jak mówiłam na początku, jest to książka od lat 7 do 107. Każdy, kto lubi zagadki z trupem w tle będzie się dobrze bawić przy jej lekturze
8/10
Kieliszek trucizny, Baccalario Pierdomenico, Gatti Alessandro, Zielona Sowa, 2011
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu
niedziela, 22 stycznia 2012
Złoty skarbiec Baśni Dagna Ślepowrońska
Co jakiś czas robi się głośno o akcjach mających na calu nakłonić rodziców do czytania swoim pociechom. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. W końcu tyle jest książek, które pamiętam ze swojego dzieciństwa, moja mama pamięta ze swojego, a zapewne moja babcia pamięta coś ze swojego dzieciństwa. Jeśli ktoś jednak nie przepada za klasyką, zawsze może sięgnąć po coś współczesnego.
Gdy okazało się, że będę mogła przeczytać i zrecenzować książkę Złoty skarbiec Baśni- opowieści naszego dzieciństwa Dagny Ślepowrońskiej byłam bardzo ciekawa, co kryje się za tradycyjnymi bajkami w nowej odsłonie. Nie zawiodłam się.
Część baśni zamieszczonych w książce znam, w trochę innej wersji, inne czytałam po raz pierwszy, chociaż podobno wszystkie są napisane na podstawie utworów Hansa Christiana Andersena. Z baśni, które każdy powinien znać, mogę polecić Królową Śniegu, Księżniczkę na ziarnku grochu, Małą syrenkę, Świniopasa, Brzydkie kaczątko. W książce znajdziecie również takie utwory jak Pięć ziarnek grochu, Słowik, Ib i Krystyna, Zupa z kołka od kiełbasy, Co zdarzyło się Ostowi, Krasnoludek u kupca, Krzesiwo, Cień, Gorzki migdał.
Wszystkie baśnie czyta się tak, jakby ktoś je nam opowiadał ot tak sobie młodszej siostrze. Autorka zwraca się do młodego czytelnika bezpośrednio, dzięki czemu mogą być one lepiej odebrane przez dzieci.
Na uwagę zasługuje również przepiękne wydanie książki. Jest w twardej oprawie, z przepięknymi ilustracjami Marka Szyszko oraz Andrzeja Fonfara.
Najbardziej w baśniach podoba mi się to, że każda z nich ma swoje przesłanie i ukryty morał. Podczas spisywania swoich wersji znanych baśni Dagna Ślepowrońska nie zapomniała o tym ważnym aspekcie wychowawczym. Choć morały nie są wypisane czarno na białym, na pewno każdy czytelnik bez trudu je odnajdzie. Do kogo skierowana jest książka „Złoty skarbiec Baśni”? Wydaje mi się, że do wszystkich. Powinna spodobać się kilkulatkom, uczniom podstawówek, a nawet dorosłym. W końcu każdy w nas czasami chciałby wrócić do czasów dzieciństwa, prawda?
Podczas czytania baśni odkryłam też coś bardzo ważnego: polskie nie znaczy gorsze. Baśnie, które przedstawia nam Dagna Ślepowrońska są na równie dobrym poziomie, co utwory Hansa Christiana Andersena
08/10
Złoty skarbiec Baśni, Dagna Ślepowrońska, Wilga, 2010
Recenzja książki ukazała się dzieci uprzejmości wydawnictwa
Gdy okazało się, że będę mogła przeczytać i zrecenzować książkę Złoty skarbiec Baśni- opowieści naszego dzieciństwa Dagny Ślepowrońskiej byłam bardzo ciekawa, co kryje się za tradycyjnymi bajkami w nowej odsłonie. Nie zawiodłam się.
Część baśni zamieszczonych w książce znam, w trochę innej wersji, inne czytałam po raz pierwszy, chociaż podobno wszystkie są napisane na podstawie utworów Hansa Christiana Andersena. Z baśni, które każdy powinien znać, mogę polecić Królową Śniegu, Księżniczkę na ziarnku grochu, Małą syrenkę, Świniopasa, Brzydkie kaczątko. W książce znajdziecie również takie utwory jak Pięć ziarnek grochu, Słowik, Ib i Krystyna, Zupa z kołka od kiełbasy, Co zdarzyło się Ostowi, Krasnoludek u kupca, Krzesiwo, Cień, Gorzki migdał.
Wszystkie baśnie czyta się tak, jakby ktoś je nam opowiadał ot tak sobie młodszej siostrze. Autorka zwraca się do młodego czytelnika bezpośrednio, dzięki czemu mogą być one lepiej odebrane przez dzieci.
Na uwagę zasługuje również przepiękne wydanie książki. Jest w twardej oprawie, z przepięknymi ilustracjami Marka Szyszko oraz Andrzeja Fonfara.
Najbardziej w baśniach podoba mi się to, że każda z nich ma swoje przesłanie i ukryty morał. Podczas spisywania swoich wersji znanych baśni Dagna Ślepowrońska nie zapomniała o tym ważnym aspekcie wychowawczym. Choć morały nie są wypisane czarno na białym, na pewno każdy czytelnik bez trudu je odnajdzie. Do kogo skierowana jest książka „Złoty skarbiec Baśni”? Wydaje mi się, że do wszystkich. Powinna spodobać się kilkulatkom, uczniom podstawówek, a nawet dorosłym. W końcu każdy w nas czasami chciałby wrócić do czasów dzieciństwa, prawda?
Podczas czytania baśni odkryłam też coś bardzo ważnego: polskie nie znaczy gorsze. Baśnie, które przedstawia nam Dagna Ślepowrońska są na równie dobrym poziomie, co utwory Hansa Christiana Andersena
08/10
Złoty skarbiec Baśni, Dagna Ślepowrońska, Wilga, 2010
Recenzja książki ukazała się dzieci uprzejmości wydawnictwa
środa, 11 stycznia 2012
To i sio Urszula Kozłowska
„Wyjątkowy zbiór wierszy, wysmakowanych językowo i graficznie. Znajdziecie w nich utwory zgrabne i zabawne, a jednocześnie ciekawe i mądre. Pełne humoru, łamańców jezykowych i gier słownych. Poprzez zabawę z językiem nauka czytania będzie prawdziwą przyjemnością!”
Czy można ćwiczyć język bawiąc się? Oczywiście, że tak. Wystarczy znaleźć tylko co, co nie będzie zbyt trudne i nie zanudzi na śmierć naszego maluszka. No może już nie takiego malucha, ale z sześciu lub siedmiolatkiem już spokojnie można zacząć zabawę z łamańcami językowymi przygotowanymi przez Urszulę Kozłowską. Młodszym dzieciom możemy je czytać (takie wierszyki jak tytułowy „To i sio” na pewno je zaciekawią), a te starsze mogą zacząć próby poprawnego przeczytania same.
„To i sio w wierszykach bryka:
żuk po bruku, muł po stole...
Zdzisio dostał właśnie bzika,
wół woli siedzieć w dole.
Drab zawzięcie goni kraba,
kelner zaś strofuje szpaka,
gdzieś na głazie siedzi żaba,
mops je dropsa. Ale draka!
Solisz mola...? Toż to bzdura!
Lepiej w szczawiu szukaj pawia.
I niech wierszy tych lektura
nieustannie cię rozbawia!”
Fajny wierszyk, prawda? W książce znajdziemy takich aż 30, więc przynajmniej przez miesiąc będziecie mogli ćwiczyć dykcję. Myślę, że dzięki tego typu wierszykom możemy również rozbudzać wyobraźnię młodego czytelnika. Na uwagę zasługują przepiękne ilustracje, które zawdzięczamy Joannie Furgalińskiej.
Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Chyba nic sensownego. O wierszykach za bardzo nie ma jak opowiadać, nie można ich streścić, zaciekawić czytelnika fabułą, więc trochę trudno było mi napisać recenzję tej książki. Takie książki można polecić lub nie, więc polecam, jako wierszyki, które nie tylko będą dobrym towarzyszem zabaw, lecz również nauki.
09/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu
To i sio, Urszula Kozłowska, wydawnictwo Wilga, 2008
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Myszka Precelka szuka przyjaciela Agata Widzowska – Pasiak
„W pewnej bibliotece w Orzeszkowie mieszkają myszka Precelka i cała jej mysia rodzina. To także dom bibliotekarki pani Dody i kota Animrumru. Wśród książek i przykurzonych regałów rozgrywają się różne przygody. Czy Precelka znajdzie prawdziwych przyjaciół? Jakie złote myśli wpadną jej do głowy na zakończenie tej historii?”
Kto może wiedzieć więcej o tym, co dzieje się w bibliotece jak nie bibliotekarka? Chyba nikt. Dlatego za eksperta uznaję autorkę książki, Agatę Widzowską – Pasiak i wierzę jej na słowo.
W starej bibliotece w Orzeszkowie, miasteczku położonym między lasem a Rzeką Pełną Mleka zgodnie od lat mieszkają bibliotekarka, mole książkowe, pająk, kot i wielka rodzina tytułowej Precelki: jej rodzice, siostra, siedmiu braci, dziadek i ciocia.
Dziś przyszła pora na recenzję książki Myszka Precelka szuka przyjaciela. Muszę się przyznać, że od razu polubiłam Precelkę. Tak jak ja, była książkoholiczką, tyle, że w przeciwieństwie do mnie, myszka chrupała wszystkie książki- „bez względu na treść, autora czy kolor okładki”. Pewnego dnia Precelka odnajduje elementarz do pierwszej klasy i zaczyna naukę czytania. Szczęśliwa z powodu nabycia nowych umiejętności myszka marzy o tym, aby swoją radością móc się z kimś podzielić. Tylko z kim? Żadna inna mysz w jej rodzinie nie potrafi czytać, więc główna bohaterka nie ma z kim porozmawiać o literaturze. Precelka postanawia więc zaprzyjaźnić się z jedyną znaną jej czytającą istotą- bibliotekarką.
Okazuje się jednak, że bibliotekarka nie pała miłością do gryzoni i tylko dzięki pomocy anioła Mysiowi Precelce udaje się przeżyć spotkanie z człowiekiem. Spragniona przyjaźni myszka nie podaje się jednak i wyrusza na poszukiwanie przyjaciół, którzy nie będą piszczeć na jej widok. Co z tego wyniknie? Kogo spotka na swojej drodze myszka i czy uda się jej znaleźć przyjaciela?
Powiem szczerze, nie mogę się doczekać dnia, gdy będę mogła przeczytać tę bajkę swojemu dziecku. Naprawdę. Ciepła opowieść, która nie jest przekoloryzowana i naiwna to co, co na 100% spodoba się dziecku. W dodatku pięknie wydana w twardej (lecz miękko wypełnionej) okładce, ze słodkimi obrazkami powinna przeżyć spotkanie z dzieckiem bez większego uszczerbku. Dzięki dużym literkom kilkulatki będą mogły same spróbować swoich sił w czytaniu niczym główna bohaterka.
Jak dla mnie, książka dla dziecka idealna.
10/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu
Myszka Precelka szuka przyjaciela, Agata Widzowska - Pasiak, wydawnictwo Wilga, 2010
czwartek, 8 grudnia 2011
Wampirek świętuje Boże Narodzenie, Angela Sommer Bodenburg
Kopciuszek, Jaś i Małgosia, Królewna Śnieżka, Król lew… to bajki z naszego dzieciństwa. Świat się jednak zmienia, a wraz z nim i bajki, które kołyszą dzieci do snu.
Wyobrażacie sobie, że czytacie dziecku do snu: „Antoś nie poznał osobiście innych krewnych wampirka, ale widział trumny w których śpią w grobowcu Trzęsikamieniów”. Do niedawna ja też sobie tego nie wyobrażałam. Ale tak jak mówiłam, czasy się zmieniają.
Angela Sommer Bodenburg w swojej najnowszej książce „Wampirek świętuje Boże Narodzenie” przedstawia nam historię w klimacie zbliżających się świąt. Głównymi bohaterami książki dla dzieci są: Antek, dziewięcioletni przeciętny chłopiec, „Wampirek Rydygier, najlepszy przyjaciel Antosia, [który] ma dopiero sto czterdzieści sześć lat i z racji młodego wieku nie odczuwa jeszcze pragnienia krwi”, jego siostra Ania i starszy brat Lumpi. Na dalszym planie przewijają się: ciotka Rydygiera, Dorotka oraz stróż cmentarny Sęp-Kowalski i ogrodnik Węszynos których życiowym powołaniem są polowania na wampiry.
Zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia, lecz Antoś niespecjalnie cieszy się z powodu nadchodzących świąt. Od dłuższego czasu nie ma bowiem kontaktu ze swoimi przyjaciółmi. Rodzice Antka, aby poprawić mu humor proponują synowi możliwość zaproszenia przyjaciół na kolację wigilijną. Na szczęście nie wiedzą, co ich czeka, bo nie mają pojęcia o pochodzeniu przyjaciół Antosia.
Wampirki na wieść o zaproszeniu są bardzo szczęśliwi- to będą ich pierwsze święta. Zanim jednak dojdzie do kolacji wigilijnej na bohaterów książki czeka wiele przygód. Jakich?
Po przeczytaniu książki byłam na początku przerażona. Bajka dla dzieci z wampirami, trumnami i kradzieżami w roli głównej? Co to, to nie! Później jednak zaczęłam sobie przypominać, że te bajki, które my znamy z dzieciństwa też nie były takie niewinne. Kopciuszek mieszkała z patologiczną rodziną, Jaś i Małgosia cudem uniknęli okrutnej śmierci, Simba musiał zmierzyć się z okrutnym wujem w walce o tron. Dlaczego więc nie przeczytać dzieciom bajki o wampirach, które wcale nie są takie straszne jak się nam wydaje.
Bajka jest zabawna i wciągająca, interesująca i pouczająca. Może nie nadaje się dla malucha, ale myślę, że pierwszoklasista posiadający inteligentnych rodziców, którzy wytłumaczą mu wszystko co trzeba, będzie zadowolony z lektury.
Tych, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o cyklu książek Angeli Sommer Bodenburg zapraszam tutaj
Wampirek świętuje Boże Narodzenie, Angela Sommer Bodenburg, WAB, 2011
10/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)


