Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2012

Po Syberii Colin Thubron

Syberia- bezkresna kraina geograficzna leżąca na terenie Rosji. Gdzie nie pojedziesz, tam Syberia. Począwszy od Uralu na zachodzie i Oceanu Arktycznego na północy, aż do Oceanu Spokojnego na wschodzie i Kazachstanu na południu.


Syberia to naprawdę bezkresny obszar.  Nie tylko pod względem geograficznym ale też kulturowym, ludności, krajobrazu. Tam jest wszystko są wszyscy: Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini, Tatarzy, Kazachowie i Czuwasze, Buriaci, Jakuci i Polacy. Na Syberii stare współżyje z młodym. Dosłownie i w przenośni. Choćby patrząc politycznie: stary system niby umarł i nastał nowy, chociaż tak naprawdę to współistnieją obok siebie. I nie chodzi mi tu o Putina i Jelcyna jako nowe i stare lecz o ostatniego cara, Lenina i Stalina. Zresztą Putina jako prezydenta tam jeszcze nie ma, bo, jeśli dobrze zrozumiałam, podróż Collina Thubrona miała miejsce pod koniec lat 90tych. Może to i lepiej, bo ludność Syberii chyba źle znosi zmiany.

Autor zabiera czytelników na niesamowitą wycieczkę po calutkiej prawie krainie Od Jekaterynburga poprzez Tobolsk do Worokut, Omsk, Nowosybirsk i Krasnojarsk, po Nerczyńsk, Ałbazin, Chabarowsk do Jakucka i na Magadan. Muszę się przyznać, że po raz pierwszy czytałam książkę jakieś 2- 3 miesiące. Nie pamiętam nawet ile dokładnie. Broń Boże nie dla tego, że książka jest zła lub że trudno ją się czyta. Czyta się ją świetnie, ale ja potrzebowałam dużych przerw pomiędzy kolejnymi powrotami do kraju, który fascynuje mnie od dzieciństwa. Przerw na przemyślenia, pławienie się w tym, co przeczytałam. Największą przyjemność sprawiało mi powracanie do lektury, przeskakiwanie o kilka rozdziałów, powroty i znów znajdywanie ciekawych ustępów. Książki nie czytałam od początku do końca. Być może nawet pominęłam jakieś fragmenty, ale na 100% wrócę jeszcze kiedyś do lektury- wtedy je nadrobię.

Książki Po Syberii opowiedzieć się nie da, bo i nie ma po co. Wsiadł chłop do auta i pojechał zobaczyć jakieś zamknięte kopalnie? Autor był zafascynowany widokami z pociągu podczas podróży koleją transsyberyjską podczas gdy jego sąsiad nudził się jak mops? To nie ma najmniejszego sensu. Lepiej skupić się na ludziach, bo to oni, mali bohaterowie chwili są według mnie najważniejsi w tej lekturze. Uwierzyłbyś, gdyby ktoś Ci powiedział, że kobieta, która spędziła wiele lat w obozie pracy w myśl słów „dajcie mi człowieka paragraf zawsze się znajdzie” nie będzie miała żalu do swoich oprawców i do państwa? Autorowi też się to w głowie nie mieści. Czy wiecie, że wiele osób uważa Romanowów za prawdziwych świętych i że modli się do nich o lepszą Rosję? Czy przyszłoby Ci do głowy, że stare babinki jadące w odświętnych strojach do Chramu/klasztoru po świętą wodę będzie wskakiwać prawie jak Pan Bóg stworzył do rzeczki aby zanurkować w uzdrawiającej wodzie? Nie śniło się to mi, ani autorowi. Byliśmy tak samo zaskoczeni, a Syberia skrywa takich ludzi i wydarzeń setki, tysiące, miliony. 

Dla takich chwil i bohaterów warto czytać tę książkę powoli, na raty, z przyjemnością. Czytać jak pamiętnik prababci znaleziony na strychu, jak listy najlepszego przyjaciela z podróży. Książka po Syberii była dla mnie właśnie takimi listami od przyjaciela. Z każdego z nich dowiadywałam się nowych rzeczy o nowym miejscu na świecie, miejscu i ludziach, których zapewnie nigdy nie zobaczę, nigdy nie poznam. 

Książka ta jest dla mnie wartościowa również z powodu przemijania. Syberia, ostatnia ostoja starej wiary, starej kultury, ludzi, którzy pamiętają to, czego nikt już nie pamięta lub pamiętać nie chce- istnieją. Istnieją tam, oddaleni od nad o tysiące kilometrów. Nic nie jest w stanie ich zniszczyć. Ani mijający czas, ani zmieniające się otoczenie. Z jednej strony jest to piękne, z drugiej przerażające. Przecież dzisiaj, gdy czytamy tę książkę, może ich już nie być. Może nie być kobiety, która przeżyła pracę ponad ludzkie siły i nie miała tego za złe nikomu. Może nie być już kobiety, która święcie wierzy, że rodzina carska sprawi, że Rosja będzie lepszym miejscem. Książka Po Syberii zatrzymała tych ludzi. Nawet, gdy nie będzie ich już pośród nas, nadal będą istnieć na kartkach papieru. Ktoś o nich przeczyta za kilka dni, ktoś za kilka miesięcy, ktoś za kilka lat. A pamięć o nich, o tych ludziach, miejscach i wydarzeniach będzie trwać.

Tę książkę warto przeczytać. A jeśli interesujesz się tamtymi stronami, Po Syberii jest Twoją książką „must have”.

10/10
 
Po Syberii, Colin Thubron, Czarne, 2011

recenzja opublikowana na stronie kobieta20.pl

środa, 17 sierpnia 2011

Nowy Jork 101 miejsc, które musisz zobaczyć, Aneta Radziejowska, Marek Rygielski - Empire State of Mind


Otwierając książkę „Nowy Jork 101 miejsc, które musisz zobaczyć” Anety Radziejowskiej i Marka Rygielskiego miałam nadzieję, że przeniosę się do magicznego miasta które jest pełne gwiazd filmu i muzyki chodzących po ulicach z psami/dziećmi , a bohaterki „Seksu w wielkim mieście” przeżywają swoje kolejne przygody.



„Nowy Jork…” to zbiór informacji o miejscach, które możemy odwiedzić będąc w Wielkim jabłku. Począwszy od barów i restauracji, poprzez hotele w których nocują gwiazdy, kończąc na parkach i muzeach. Na końcu książki znajdziemy przydatne informacje dotyczące metra, schematów miasta, banków, kantorów i taksówek. Tak naprawdę jadąc do jakiegoś miasta powinno mi to wystarczyć. W domu czytam sobie o wszystkich miejscach, wybieram te, które mam ochotę odwiedzić, a na miejscu z mapą w ręce idę od punktu do punktu. Czegóż więcej chcieć?
Właściwie to nie wiem, ale mnie ta książka nie powaliła na kolana. Autorzy wprawdzie opisali wiele ciekawych i mniej ciekawych miejsc, ale mniemam, że gdybym poszperała w Internecie znalazłabym te same informacje i to zupełnie za darmo. Brakuje mi w tej książce tego, co można znaleźć na przeróżnych formach- informacji, które posiadają osoby znające miasto od podszewki, informacji o miejscach magicznych i nieosiągalnych dla nikogo poza mieszkańcami miasta. A tak?

Bez urazy, ale chyba każdy w miarę rozgarnięty człowiek wie, że warto zobaczyć Statuę Wolności i Empire State Building, zajrzeć do Chinatown i SoHo, zobaczyć Wall Street, Central Park i wstąpić do największych muzeów i bibliotek, albo zobaczyć jak wygląda słynny uniwerek. Gdzie jednak miejsca, w których się zakocham, a o których nikt nie rozpisuje się na prawo i lewo?  No i po co aż 101 miejsc? Nie lepiej byłoby wybrać 30 ciekawych i mało znanych statystycznemu turyście? Napisać jakieś ciekawostki, a nie informacje które bez problemu znajdę w Internecie wpisując w wyszukiwarkę daną frazę?

Ogólnie rzecz biorąc przewodnikowi nie można nic zarzucić. Schludny, przystępny, wiadomo gdzie zajrzeć będąc w NY, jak tam dojechać itd. Brakuje mi jednak tego czegoś. Szczerze wątpię, czy mając do wyboru ileś przewodników pod Nowym Yorku w podobnej cenie wybrałabym akurat ten.

Chciałam zobaczyć Sex and the city, zobaczyłam co najwyżej Klan.

06/10

Nowy Jork 101 miejsc, które musisz zobaczyć, Aneta Radziejowska, Marek Rygielski, Nowy Świat, 2011


 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

sobota, 13 sierpnia 2011

Turcja półprzewodnik obyczajowy, Agata Bromberek, Agata Wielgołaska - (nie)obiektywnym okiem na Turcję

"Turcja? Kebaby w bułce, z surówką. Ciepło, upalnie, słonecznie. Niscy, śniadzi młodzieńcy i ciemnych oczach. Wąsaci panowie. Islam. Harem. Zniewolone kobiety w chustkach na głowie. Wielożeństwo. Kawa po turecku. Piosenki Tarkana. Kapadocja, gdzie kręcono "Gwiezdne wojny". Orhan Pamuk. Kilometry piaszczystych plaż usianych hotelami. Wielki bazar w Stambule. Tureckie swetry. Chałwa. Porwania kobiet. Bardzo chcą do Unii Europejskiej.*"
Czy z tym faktycznie kojarzy nam się Turcja? Mam wrażenie, że połowa osób jadących do Turcji wie tylko, że będzie tam dużo osób z ciemną karnacją (żeby nie nazwać ich brudasami, bo jak my jedziemy tam to przystojni Turcy, a dopiero jak do nas przyjadą to "brudasy") i plaża z hotelem oraz basenem.
Nie będę udawać alfy i omegi mówiąc, że o Turcji wiem o wiele więcej, bo dopiero teraz dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Do rzeczy. Czy to się je?
"Turcja półprzewodnik obyczajowy" to dzieło Agaty Bromberek i Agaty Wielgołaskiej, dziewczyn, które mieszkały w Turcji na tyle długo (grubo ponad 2 tygodnie) aby móc co nie co o niej opowiedzieć.

"Turcja półprzewodnik obyczajowy" to na 100% nie jest przewodnik dla osób, które chcą spędzić kilka dni na plaży hotelowej i ewentualnie pojechać na jakąś wycieczkę, aby cyknąć parę zdjęć i potem chwalić się przed znajomymi "byłam... widziałam... poznałam". To książka dla osób, które zastanawiają się, czy Turcja to odpowiednie dla nich miejsce oraz dla osób, które jak ja, lubią ot tak poczytać o kulturze innych.

"Turcję.." czyta się jak książkę przygodową, a nie jak przewodnik. Dowiemy się z niej praktycznie wszystkiego. Ta pozycja powinna stać się vademecum dla wszystkich, którzy chcą tak naprawdę przeżyć Turcję dogłębnie. Dowiemy się z niej wielu ciekawych rzeczy począwszy od tego, jaki szok  możemy przeżyć zamieszkując w tym kraju, poprzez to, czego powinniśmy spróbować, jak wyglądają domy typowych Turków, jakie są ich relacje z rodziną i znajomymi, aż do tego, po co nam oko proroka (sama takie mam, choć w Turcji nie byłam) i o tym, dlaczego na niebieskookiego osobnika niektórzy mogą patrzeć z podejrzliwością.

Chociaż do Turcji się nie wybieram, książka zagości w mojej osobistej biblioteczce. Nie po to, aby móc pochwalić się przed znajomymi kolejnym przewodnikiem, ale po to, że do niektórych książek człowiek chce zwyczajnie, co jakiś czas, wracać. Na końcu książki znajdziemy kilka podpowiedzi dotyczących samodzielnej nauki tureckiego oraz kilka przydatnych (i życiowych) informacji dla tych, którzy myślą, że rezydent biura podróży pracujący w Turcji 3/4 roku spędza opalając się na plaży. Dodatkiem (całkiem miłym) jest zbiór kilku zdjęć zrobionych przez autorki książki.

* fragment książki
09/10

 Turcja półprzewodnik obyczajowy, Agata Bromberek, Agata Wielgołaska, Nowy Świat, 2011

 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

sobota, 28 maja 2011

Martyna Wojciechowska, Kobieta na krańcu świata 2 - Niezapomniana podróż przez Azję i Afrykę


Czy marzyłaś kiedyś o dalekich podróżach? Czy marzył Ci się koniec świata? Czasami marzenia się spełniają. Idealnym przykładem kobiety, która nie boi się zawędrować na kraniec świata Jest Martyna Wojciechowska.




W swojej najnowszej książce „Kobieta na krańcu świata 2” autorka zabiera czytelników w cudowną i fascynującą podróż do Azji i Afryki. Nie jest to jednak podróż dla samej podróży. Martyna Wojciechowska ma cel. Pokazać czytelnikom świat, jakiego nie znamy. Świat, gdzie rzeczy, na które nie zwracamy uwagi, tam są czymś nie do przejścia. Świat, w którym coś, co jest naturalne, dla nas jest dziwaczne i niezrozumiałe.

W Tajlandii Martyna spotyka Macieng, lokalną atrakcję turystyczną, choć dla bohaterki to, czym tak by się wyróżniała będąc na zachodzie, jest całkowicie naturalne. Macieng nosi 30 cm obrożę na bardzo długiej szyi. Dzięki temu czuje się wyjątkowa. Według tajlandzkich kanonów mody Macieng jest piękna.

W Etiopii poznajemy historię niewidomej czterdziestoletniej Mury Adaut, która dzięki dobremu sercu lekarzy ze szpitala Quiha w Mekele dostała szansę na przywrócenie dawno utraconego wzroku. Mura, tak jak półtora miliona mieszkańców Etiopii straciła wzrok z powodu katarakty, zaćmy, jaskry lub bielma. Jako jedna z niewielu, biorąc pod uwagę ilość niewidomych osób, otrzymała szansę na wyzdrowienie. Pacjenci czekający w okolicach szpitala na swoją kolej mają powypisywane numery flamastrami na czole. Nikt nie marudzi na kolejki, na brak miejsc, na odległość od szpitala. Ludzie są wdzięczni za otrzymaną szansę, bowiem w wielu przypadkach jest to ich jedyna szansa na utrzymanie się, a więc przeżycie.

„Kobieta na krańcu świata 2” to jednak nie zbiór smutnych opowieści. W książce przeczytamy historię Shirley Joubert, która została matką chrzestną hipopotama, będziemy mogli dowiedzieć się, jak wygląda życie najprawdziwszej gejszy, odwiedzimy Japonię, aby spotkać się z Watanabe Kanae- modelkę i kierowcę ciężarówki (tak, jednocześnie), która uważa należy do subkultury gyaru (subkultura, w której dziewczyny tapirują włosy, ubierają się jak lolitki, noszą korony i diademy- uważają się za księżniczki). W Indonezji spotkamy się z opiekunkami orangutanów, a w Tanzanii poznamy kapitan samolotu.

Oprócz naprawdę ciekawych historii w książce czekają na nas przepiękne fotografie. Martyna Wojciechowska stworzyła coś wspaniałego. Interesujący i wciągający dziennik podróży.
„ Druga seria Kobiety na krańcu świata była realizowana w Afryce i Azji. Etiopia wprowadziła autorkę w melancholijny nastrój i skłoniła do przemyśleń na temat braku sprawiedliwości na świecie, Borneo natomiast natychmiast przywróciło uśmiech za sprawą gromadki wesołych orangutanów, które- nie tylko w przenośni- weszły jej na głowę!”
Ten tekst to nie pusty chwyt marketingowy. Zresztą przekonajcie się o tym same.

8/10

Martyna Wojciechowska, Kobieta na krańcu świata 2, wydawnictwo G+J RBA, National Geographic, 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

środa, 11 maja 2011

Beata Pawlikowska, Blondynka jaguar i tajemnica Majów - Z Blondynką w świecie Majów

Chyba każdy w Polsce kojarzy Beatę Pawlikowską. Jedni z telewizji, inni z radia, jeszcze inni w połączeniu z pewnym panem. Piękna, uśmiechnięta Blondynka, która zaprzecza całej teorii o kobietach z włosami blond. Piękna, mądra, nie bojąca się wyzwań. Kobieta, z którą można przemierzyć cały świat.


W swojej najnowszej książce „Blondynka, jaguar i tajemnica Majów” Beata Pawlikowska zabiera czytelników w fascynującą podróż po pięknej i niebezpiecznej Gwatemali. Razem z autorką będziemy mogli rozwikłać tajemnice świata Majów, dowiedzieć się, jak ciekawie może wyglądać podróż po tym odległym kraju, co niezwykłego możemy tam zobaczyć i jakie niebezpieczeństwa będą na nas czyhać.

„Blondynka, jaguar i tajemnica Majów” to swego rodzaju pamiętnik podzielony na rozdziały, przyozdobiony przepięknymi fotografiami. W każdym z rozdziałów czeka nas fascynująca opowieść. A to o kierowcach autobusów, którzy jeżdżą jak szaleni, a to o tajemniczym kogucie, który towarzyszy Pani Beacie przez praktycznie całą drogę. Dowiemy się mnóstwa rzeczy o tym, co łączy i dzieli nasze narody. Okazuje się, że mamy naprawdę bardzo wiele wspólnego. Osobom  poszukującym wielkich tajemnic polecam rozdział o Biblii Majów- jest o wiele ciekawsza od naszej i chyba lepiej oddaje ludzką i boską naturę.

Oprócz opowieści o niebezpiecznych, a zarazem fascynujących podróżach po kraju, kulturze, obrzędach, czeka nas po prostu bardzo przyjemna podróż palcem po mapie. Trudno opisać książkę podróżniczą, taką, jaką jest „Blondynka, jaguar i tajemnica Majów”. Autorka pisze trochę o tym, trochę o owym. Czułam się, jakbym czytała maile z podróży przyjaciółki. Nie jestem w stanie, w jednym zdaniu, napisać o czym jest książka Pani Beaty. Wiem natomiast jaka jest. To interesująca, wciągająca i przede wszystkim bardzo optymistyczna opowieść mądrej i wrażliwej kobiety nie tyle o podróży, co o życiu.

Książka ta, choć dla mnie to bardziej pamiętnik, to pomysł na wspaniały prezent. Nie tylko dla osób, które interesują się podróżami. Również dla pasjonatów fotografii, tych, którzy uwielbiają przygody, ludzi pogodnych i szczęśliwych.

7/10

Beata Pawlikowska, Blondynka, jaguar i tajemnica Majów, wydawnictwo G J RBA, National Geographic Warszawa 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl