[...] Później zapytałam się jednego z takich ochotników, co się poprawiło, odkąd Plan zaczął tu działać. - Ochrona dzieci- odrzekł bez wahania. Co jeszcze? Tym razem musiał chwilę pomyśleć. - Nic- odparł.
Książka, a raczej książeczka, "Urodziłam się dziewczynką" ma wielu autorów. Tim Butcher, Xiaolu Guo, Joanne Harris, Kathy Lette, Deborah Moggach, Marie Phillips oraz Irvine Welsh. Część z nich znam, choćby Joanne Harris, która jest autorką jednej z moich ulubionych książek "Czekolada", o innych nigdy nie słyszałam, ale przecież nie o to chodzi, abym znała autorów poszczególnych reportaży/dzienników/ opowiadań*.
W książce spodobało mi się to, że każdy z tym autorów reprezentował inny styl, inne spojrzenie na świat, inną wrażliwość. Czytając czułam, czy dana osoba wczuła się w historię swoich bohaterów czy też stara się stać z boku i jedynie opowiadać to co widzi. Przy niektórych tekstach płakałam, przy innych zastanawiałam się "to już? tylko na tyle stać autora?"
O czym traktuje książka "Urodziłam się kobietą"? O kobietach przede wszystkim, ale także o otaczającym je świecie i o roli Planu w życiu mieszkańców Togo, Sierra Leone, Ghany, Brazylii, Kambodży, Ugandy i Dominikany. Znajdziemy tam historie o handlu żywym towarem, o okaleczeniach, gwałtach, seksie z nauczycielami, prostytucji, trudności w dostępności do szkół, opieki medycznej, pomocy psychologicznej. Jednak nie tylko o tym tu przeczytamy. Znajdziemy w niej również tematy dotyczące głodu, problemów rodzinnych, zazdrości. Najbardziej wzruszyła mnie historia mężczyzny, policjanta, który stracił swoją ukochaną córkę. Nie została zabita, nie została sprzedana. Przez chwilową nieuwagę zgubiła się i wiele lat przemieszkała w dżungli niczym bohater Księgi dżungli. Każda z opowiedzianych historii jest wyjątkowa i wzruszająca. Zaczynamy się jednak zastanawiać co, tak naprawdę, robią te wszystkie organizacje charytatywne zajmujące się pomocą w biednych krajach. W gazecie przeczytamy, że wybudowano studnię, w TV usłyszymy o dostawie leków, ale tak naprawdę jest to kropla w morzu potrzeb. Zamiast pomagać ofiarom gwałtu montuje się tabliczki z hasłami w stylu "nie zgadzaj się na seks".
Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego nikt nie pisze o dziewczynach z województwa X czy Y, które pojechały do Niemiec jako hostessy i zostały prostytutkami? Dlaczego nikt nie zainteresuje się tym, że kilka kilometrów od stolicy żyją ludzie, którzy nie mają jeszcze prądu? Dlaczego wiele osób żyjących na wsiach musi iść do wychodka zamiast do łazienki? Dlaczego biedniejsi zamiast iść na studia są "zmuszani" do wyboru zawodówki? W Polsce, w każdym kraju na świcie (no może prawie każdym) jest takich ludzi bardzo wielu. Nikt im nie pomaga, nikt się nimi nie interesuje, nikt nie pisze o ich życiu książek. Czy dzieci z Afryki zasługują na więcej niż Jaś czy Małgosia? Czy posiłek dla dziewczynki z Kambodży jest ważniejszy niż obiad Kasi?
* każdy może odbierać te teksty jak chce. Dla mnie część z nich była reportażami, inne zapiskami z podróży
08/10
Urodziłam się dziewczynką, Tim Butcher, Xiaolu Guo, Joanne Harris, Kathy Lette, Deborah Moggach, Marie Phillips, Irvine Welsh, Świat książki, 2012
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 marca 2012
piątek, 5 sierpnia 2011
Rafał Ziemkiewicz, Michnikowszczyzna zapis choroby - Michnik- historia prawdziwa?
Czasami warto odejść na chwilę od lektur lekkich i przyjemnych i poświęcić trochę czasu lekturom trudnym. Nawet takim, po których możemy dostać migreny lub kaca moralnego
Rafał Ziemkiewicz. Człowiek znany, inteligentny, nagradzany (laureat nagrody Kisiela). Czy taki człowiek mógłby pojechać na swojej opinii i napisać książkę, w której roiłoby się od kłamstw? Czy byłby w stanie narażać się na ciąganie po salach sądowych z powodu oszczerstw?
Po „Michnikowszczyznę zapis choroby” sięgnęłam chętnie, choć z obawami. Wszak to nie to samo, co romansidło, czy obyczajówka. To książka dość trudna, szczególnie dla osób, które z wydarzeń końcówki lat 80tych, początku 90tych pamiętają głównie gumy do żucia i zabawki. Nie należę do patriotów: nie śledzę z zaangażowaniem losów naszego kraju, nie zaczytuję się w historii Polski. Nie można mnie jednak nazwać ignorantką. Wiem, ogólnie, co się dzieje i znam (lepiej lub gorzej) najnowszą historię kraju.
Michnik zawsze kojarzył mi się z wolnomyślicielem, człowiekiem, który zaprowadził najważniejsze zmiany w naszym, moim kraju. Wiem, że każdy ma coś za uszami i nikt święty się nie rodzi, ale akurat do Adama Michnika nigdy nic nie miałam.
Rafał Ziemkiewicz pokazuje Michnika z całkowicie innej strony. Nie bałabym się nawet nazwać jego idei obrazoburczymi (i myślę, że autor chyba by się za to określenie nie obraził). W końcu miał czelność wystąpić przeciwko osobie, która cieszy się powszechnym szacunkiem, a michnikowszczyna stała się cytując bohatera „Misia” Barei „nową świecką tradycją”.
Gdy babcie będące wyznawczyniami pewnego ojca Tadeusza mówiły o Michniku jak najgorsze rzeczy, zawsze stawałam w jego obronie. Widocznie nie tylko ja: „pokolenie moich rodziców: u progu III RP zachłysnęli się dyskursem o wolności i demokracji narzuconym przez „Gazetę Wyborczą”. Do nich już nic nie dotrze. Oni kochają Michnika”. Cóż. Ja wprawdzie go nie kocham, ale do tej pory uważałam, że facet dobrze mówi.
Czy jednak? Jeśli wczytamy się dobrze w tekst Rafała Ziemkiewicza zauważymy, a autor nam to jeszcze ładnie palcem pokaże, że Adam Michnik plątał się przez wiele lat w zeznaniach. Zarówno jako autor tekstów jak i jako poseł… więc jak jest naprawdę? Działacz polityczny, obrońca Solidarności, historyk, organizator antykomunistycznej opozycji, czy też zręczny i w miarę inteligentny gracz, który zaplątał się w tym wszystkim?
Z książką mam dwa zasadnicze problemy: po pierwsze papier zniesie wszystko, a nie od dziś wiadomo, że odpowiednio ułożone zdania pokażą dokładnie to, o co autorowi chodzi. Nie wierzę też, że ktoś po przeczytaniu lektury poleci do biblioteki miejskiej i prześledzi całe archiwum „Wyborczej” w celu porównania słów i dat.
Sprawa druga: patronaty: „Gazeta Polska” i „Rzeczpospolita”. Jakby nie patrzeć przeciwnicy „Wyborczej”
Po przeczytaniu książki nie zmądrzałam, co najwyżej nabawiłam się długotrwałej migreny. Nie mówię, tekst autora zrobił na mnie wrażenie, ale… No właśnie. Ale nie wiem czy zmienię nastawienie.
Oceny pozycji nie będzie. Nie mogę z czystym sumieniem polecić albo odradzić lekturę „Michnikowszczyzny”, nie mogę też powiedzieć, czy pozycja ta to arcydzieło czy chłam.
Książkę pozostawiam bez wyraźnych wskazań na to, czy warto po nią sięgnąć czy też nie. Decyzja należy całkowicie do Was, ponieważ ja mam za duży chaos w głowie.
5/10
Rafał Ziemkiewicz, Michnikowszczyzna zapis choroby, Fabryka Słów, 2011
recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)