poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Wyznania chińskiej kurtyzany W świecie wiatru i wierzb


Londyn, lata współczesne.
Poznajcie przyjaciółki Dong Mei oraz Forsycję Wu, Chinki mieszkające w Europie. Podczas rozmów przy herbacie Dong Mei (Zimowa Śliwa) opowiada Forsycji Wu o swoim życiu w roli kurtyzany. Dong Mei urodziła się w 1926 roku w prowincji Shan-dong, niedaleko świętej góry Taishan w Chinach, w roku Tygrysa.
"Ludzie spod tego znaku są podobno odważni i nie boją się ryzyka."
 Dong Mei pochodziła z biednej rodziny, której jedynym źródłem pożywienia były sady owocowe zamożnych gospodarzy. Dong Mei jako jedyna dziewczynka we wsi potrafiła czytać oraz pisać, dlatego też w po osiągnięciu 10 lat została wysłana do posług staremu mnichowi. W zamian za pomoc, mnich uczył Dong czytać i pisać. Życie Dong Mei mogłoby być piękne, gdyby do kraju nie wkroczyli Japończycy. Zniszczyli oni sady, z których utrzymywały się całe wioski, więc w rodzinie Zimowej Śliwy rozpoczął się ciężki okres. Dziewczynka została sprzedana i została służącą w domu kaligrafa. Ten, mając dość ciekawe hobby, dość szybko wprowadził dziewczynkę w tajniki Kamasutry. Niedługo potem Dong Mei zostaje sprzedana do burdelu.Ponieważ była dziewicą, nie została rzucona na żer. Trzymano ją w zamknięciu, aż do odpowiedniej chwili i sprzedano ją z zyskiem. Następny przybytek nie był na szczęście podłym burdelem, lecz światem wiatru i wierzb. Dong Mei przybyła do Zakątka Porannej Świeżości, który stał się dla niej początkiem drogi do zawodu kurtyzany. Tam powoli stawała się kobietą, poznawała ciało swoje i mężczyzn, poznawała prawdziwy świat. Tam Zimowa Śliwa poznała trzech mężczyzn, którzy na zawsze zmienili jej życie. Przez jednego z nich musiała uciec jednak ze swojego domu. Tak trafiła na trzecie miejsce, w którym naprawdę stała się prawdziwą kurtyzaną. To jednak nie koniec jej historii. Czas kurtyzan kiedyś się kończy. Dla niej skończył się tragicznie ale i szczęśliwie zarazem. Przeżyła. Jaka jest historia życia Dong Mei? Sprawdź.

Wyznania chińskiej kurtyzany to bardzo autentyczna książka, o wiele bardziej prawdziwa, niż znane wszystkim Wyznania gejszy, a te wydawały się prawdziwe. Książka powstała w bardzo ciekawy sposób. Pomyśleć tylko, że ta opowieść powstała przypadkiem...W jaki dokładnie sposób, dowiecie się na samym końcu. Książka jest bardzo ciekawa, chwilami rozśmiesza, skłania do zadumy, szokuje, wzrusza. Jest w niej wszystko, czego trzeba, aby całkowicie zanurzyć się w świecie przedstawionym. Co ciekawe, przyjaciółki zawsze spotykają się przy herbacie. Dzięki temu możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy zarówno o samym napoju jak i sposobie jego przygotowania. Nie wiem, jakim cudem opowieść autobiograficzna może być opowiedziana tak spokojnie, z dystansem. Być może Dong Mei zdążyła już pogodzić się całkowicie ze swą historią?

Wyznania chińskiej kurtyzany to książka szczera, interesująca i naturalna. Główną bohaterkę polubiłam od razu za jej chęć życia, sposób pojmowania świata oraz wielkie serce. Powieść idealnie nadaje się do zekranizowania, niczego nie byłoby trzeba w niej zmieniać. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś wpadnie na ten pomysł.

10/10

W świecie wiatru i wierzb.Wyznania chińskiej kurtyzany, Świat książki, 2012

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

wtorek, 7 sierpnia 2012

Serce tygrysicy Aisling Juanjuan Shen


Główna bohaterka Shen, to taki chiński kopciuszek. Z niepiśmiennej wieśniaczki zostaje szanowaną businesswoman. Robi interesy z chińskimi biznesmenami jako analityk w Bostonie. Nie zawsze tak jednak było. Poznajcie jej historię.Prawdziwą historię.


Chiny, lata 70te. Shen mieszka w małej biednej wiosce z siostrą i rodzicami. Niepiśmiennymi rodzicami, którzy potrafią tylko sadzić ryż i się kłócić. Dziewczyna nie ma szczęścia w życiu. Czuje się niekochana i niezauważana. Jeśli  ktoś już na nią zwraca uwagę to są to krzyki i pretensje. Nie potrafi poradzić sobie z sadzeniem ryżu, więc nikt jej nie zechce. Nie jest ładna, więc nikt jej nie zechce. Jest biedna, więc nikt jej nie zechce. Ucieczką od tego okrutnego świata jest szkoła, do której Shen zostaje wysłana bardziej przez przypadek i nalegania rządu niż z powodu inteligencji. Okazuje się jednak, że nauka, to jedyne, do czego Shen się nadaje. Od tej pory książki są dla niej jedynymi przyjaciółmi. Przysparzają jej jednak również problemów w domu. Shen ma jeden cel: uciec z domu. Aby to zrobić jest gotowa poświęcić wszystko. Nawet siebie Po skończeniu podstawówki i gimnazjum Shen za namową nauczycielki idzie do college'u aby zostać nauczycielką. Zawód nauczyciela jest uważany przez wieśniaków za bardzo dobrą posadę, która gwarantuje miskę ryżu. Shen, jako dziecko posłuszne i kochające rywalizację kończy szkołę i dostaje przydział do biednej szkoły daleko od domu.
Szybko jednak zaczyna ją męczyć takie życie. Praca nauczycielki nie jest dla niej. Uczniowie nie chcą się uczyć i jej nie szanują. Czy tak ma wyglądać jej życie? Nie o tym marzyła. Zaczyna się umawiać z nieodpowiednimi facetami, śpi z kim popadnie. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Wanga, nowego nauczyciela wmieście. Więzi między nimi zacieśniają się. Nie jest to prawdziwa miłość, ale lepsze to niż nic. Po krótkim czasie namawia go do wyjazdu do dużego miasta i obiecuje niedługo do niego dołączyć. Może za następnym wzgórzem czeka ją lepsze życie?
Gdy udaje się jej załatwić sprawę bezpłatnego urlopu z dyrektorem (a nie jest to łatwe), dołącza do ukochanego. Jej sen o lepszym życiu pęka jednak jak bańka mydlana. Wang mieszka kątem u krewnego i ledwo wiąże koniec z końcem. Shen nie tego chciała od życia. Marzy jej się lepszy los niż ten, którego doświadczyła jej matka. Zrządzeniem losu Shen dostaje pracę sekretarki. Życie nie jest jednak usłane różami. Aby zostać tym kim jest, Shen musiała jeszcze bardzo dużo przejść. Nie wszystkie jej czyny były chwalebne. W końcu udaje jej się osiągnąć sukces. Pytanie tylko, za jaką cenę. Autobiografia Aisling Juanjuan Shen to forma spowiedzi i oczyszczenia. Widać, że autorka czuje autentyczną potrzebę opowiedzenia swojej historii.

Serce tygrysicy nie jest typową autobiografią. To opowieść szokująca i przejmująca, tym bardziej, że "akcja" toczy się od lat 70tych do początku XXI wieku. To tylko 30 lat, a czułam się, jakbym czytała o ludziach żyjących setki lat temu. Autorka porusza tematy, o których społeczeństwo milczy. Głodowe pensje, prostytucja, aborcja, łapówkarstwo. To tylko strzępy tego, co może się przydarzyć zwykłej dziewczynie z prowincji. Ciekawe i wciągające jest również tło historii. Jest realistyczne, nieprzesłodzone, ale również nie naciągane na siłę. O bohaterach można powiedzieć bardzo wiele. Każdy z nich jest na swój sposób godny uwagi- nawet przygodny kochanek bohaterki. Każda z osób przewijających się w książce ma znaczenie.

Reasumując książkę naprawdę warto przeczytać. Wartka akcja, ciekawi bohaterowie, możliwość poznania Chin od kuchni. Zdawałam sobie sprawę, że Chińskie społeczeństwo różni się od naszego, ale nie wiedziałam, że aż tak. Jeśli ktoś lubi historie właściwe, może spokojnie sięgnąć po historię Shen.

08/10

Serce tygrysicy, Aisling Juanjuan Shen, Prószyński i S-ka, 2012


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Ciasta bez pieczenia od A do Z



"Znasz kogoś jak mu powiesz „ej, chodźmy na kremówki” to on powie „nie, dzięki stary, nie lubię kremówek”? Kremówki są pycha! (...) Kremówki to jedno z najlepszych ciastek, ja to wiem. Masz chusteczkę? Pociekło mi. Na samą myśl o kremówkach się ślinię."

Ja lubię ciasta. A ponieważ nie mam w obecnym piekarnika, jestem w czarnej... mniej szlachetnej części pleców. Jakiś czas temu miałam chęć przeczytać książkę o makaronach. Coś się jednak pokitwasiło i dostałam taką o ciastach bez pieczenia. Czyżby ktoś nade mną czuwał? Piekarnika brak, ale to nie oznacza, że przestałam marzyć o pysznym cieście.
Na co macie ochotę? Ciasto wykwintne, np keks na zimno z mango, tort straciatella albo śnieżny tort czekoladowy? A może coś z "klasycznych i lubianych"? Do wyboru między innymi mandarynkowy torcik tiramisu, sernik, wieniec pomarańczowy. Jeśli urządzamy przyjęcie dla najmłodszych warto wypróbować Hobbita (torcik mleczno- ryżowy), psiaka, węża albo Marshmallow (truskawkowy piankowiec). Lubicie ciasta z alkoholem? Proszę bardzo: adwokat, czekoladowy tort z biszkoptami, czereśniak, sułtański mus lodowy. W książce znajdziemy również rozdziały: łatwe i szybkie, dla gości, dobry pomysł oraz owocowe. Dla każdego coś się znajdzie. Nikt z lubiących ciasta nie powinien poczuć się oszukany.

Podstawą każdego ciasta na zimną są biszkopty, herbatniki, wafle lub keks. Do tego śmietana lub twarożek i dodatki typu owoce. Potem na trochę do lodówki i gotowe. Niezbyt trudne, prawda? Też tak myślę. Autor(ka) książki ma całkowitą rację pisząc, że "ciasta bez pieczenia to super alternatywa dla słodkich wypieków nie tylko na lato". Chociaż uważam, że lato to najlepsza pora na wypróbowanie wielu przepisów- tyle jest owoców, że szkoda zmarnować ten okres.

Sama książka jest bardzo przejrzysta i przyjemnie się z niej korzysta. Każdy przepis zajmuje jedną stronę, opisy przygotowania cista są wypunktowane i idealne (nie za krótkie, nie za długie). Każdy przepis przyozdobiony jest ładnym i niezbyt dużym zdjęciem- w tej książce to treść jest ważna, a nie zdjęcia na całą stronę. Jak można się było spodziewać, w książce znajdziemy "lokowanie produktu", czyli znany nam z większości filmów product placement. No ale czy jeśli książka jest wydana z/przez/dzięki firmie Dr. Oetker można mieć do niej pretensje? Przynajmniej mam pewność, że dane składniki są dość łatwo dostępne.
Książka jest w twardej oprawie, jest przez to trochę cięższa, ale dzięki temu nie zniszczy się tak szybko.Ktoś zainwestował również w gruby śliski papier, za co mu serdecznie dziękuję. Nie lubię, gdy książka, która ma mi z założenia służyć przez wiele lat jest drukowana na papierze toaletowym.

Cieszę się, że zamiast kolejnej książki o makaronach dostałam książkę o ciastach. Bardzo się cieszę.Naprawdę bardzo się cieszę. A książkę polecam. Zarówno tym, którzy mają piekarniki, jak i tym bez. Nareszcie będę mogła "piec" ciasta. Jupi!

09/10

Ciasta bez pieczenia od A do Z, Weltbild, 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu

czwartek, 2 sierpnia 2012

Pogoń za duchami Tatiana Polakowa


Z książką Tatiany Polakowej zetknęłam się po raz pierwszy. Słyszałam o niej wcześniej, ale jakoś nie miałam okazji. Okazja na szczęście się trafiła. Jeśli dobrze policzyłam, Pogoń za duchami, to 10 książka pisarki wydana w Polsce (Polakowa wydała łącznie 22 książki, więc jak na polskie realia i tak mamy szczęście).

Głównymi bohaterkami książki Pogoń za duchami są Anfisa, pisarka specjalizująca się w kryminałach oraz dziennikarka Żenia. Któregoś pięknego dnia Żenia dostaje ciekawą propozycję od tajemniczego mężczyzny. Ma, jak mniemam jako ghostwriter, napisać jego autobiografię. Aby praca przebiegała sprawniej dostaje zaproszenie na piękną wyspę położoną na jeziorze Ładoga. Aby połączyć pożyteczne z przyjemnym Żenia zaprasza na wyprawę Anfisę.

Od samego początku wyprawa idzie jak po grudzie. W Petersburgu zostaje skradziony samochód Anfisy, tajemniczy mężczyzna budzi w Anfisie podejrzenia i strach. Najgorsze jest jednak przed nimi. Już od początku pobytu dziewczynom wszystko coraz mniej się podoba. "Pracodawcę" Żeni, Lwa Nikołajewicza, otacza jakaś tajemnica. Towarzyszy mu dość dziwna Olimpiada Nikołajewna, jego dawna opiekunka oraz niemniej dziwni mężczyźni: Mścisław- adwokat, Oleg- biznesowy partner oraz Rusłan- stary przyjaciel. Zapomniałabym na śmierć. Lew Nikołajewicz mieszka w zamku. Prawdziwym wielkim zamczysku na prawie opuszczonej wyspie... 

Na zamku zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Dziewczyny słyszą jęki, towarzysze Lwa zachowują się bardzo podejrzanie, a Olimpia... w każdym razie z godziny na godzinę zaczyna być coraz bardziej niebezpiecznie. Może gdyby przyjaciółki nie miały skłonności do pakowania się w kłopoty, wszystko byłoby w porządku. One jednak zaczynają prowadzić śledztwo. Kim jest tajemniczy Lew i jego świta? Co się stało w zamku i czy dziewczynom coś grozi?

Moje pierwsze wrażenie? NUUUDA. Nic się nie dzieje. To przecież jakaś obyczajówka, a nie kryminał. I co ma być sławna rosyjska pisarka? "Ło borze". 20 strona, nic się nie dzieje. 30 strona, przyjaciółki prowadzą śledztwo, ale gdzie są trupy! Przecież to kryminał, tam mają być trupy!!!
A potem sobie uzmysłowiłam, że aby był kryminał, śledztwo i ciekawe zwroty akcji, sceny nie muszą wyglądać jak w Teksańskiej masakrze. Zaczęłam doceniać, przestałam się denerwować i oczekiwać w napięciu na umarlaka. Doszłam do wniosku, że to książka bardziej w stylu Agaty Christie. Trzeba trochę pomyśleć, nie trupy są najważniejsze. A i trupy będą, wierzcie mi. Będzie i to dużo :))) (jupi!)
Po przemyśleniu wszystkiego dochodzę do wniosku, że wiem, dlaczego Tatiana Polakowa jest taka popularna. Ona jest świetna. Nie sztuką jest wrzucenie kilku trupów na początku książki i krążenie wokół nich jak sęp. Sztuką jest napisać ciekawą historię, a historia Polakowej, gdy nie myślało się ciągle o mającym nastąpić morderstwie, była naprawdę bardzo fajna. A to, że musiałam rozpocząć czytanie od początku, aby mieć inne nastawienie, to się wytnie.

Pogoń za duchami jest interesującą, trochę humorystyczną książką idealną na wakacje. Tło bardzo ciekawe, bohaterowie wyraziści i z charakterem, zwroty akcji. Czegóż więcej chcieć? Mam szczerą nadzieję, że niedługo będę miała okazję przeczytać kolejną książkę Polakowej. Naprawdę warto. Nie nastawiajcie się tylko na morderstwo na 3 stronie :)

09/10

Tatiana Polakowa, Pogoń za duchami, Świat książki, 2012


za książkę dziękuję wydawnictwu

niedziela, 8 lipca 2012

Za wszystko trzeba płacić Aleksandra Marinina


Wszystko co dobre kiedyś się kończy, a za swoje długi kiedyś trzeba zapłacić.
Po raz kolejny miałam przyjemność przeczytać świetny kryminał. Po raz kolejny dzięki Aleksandrze Marininej. Z jednej strony cieszę się, że kolejne książki tej autorki są tłumaczone na polski, z drugiej żałuję, że z takim opóźnieniem.  „Za wszystko trzeba płacić” to 11 książka Marininy, a pisarka napisała ich już 35. Mamy więc trochę do nadrobienia, ale na dobrą literaturę warto czekać…
Tym razem wszystko idzie nie tak. Anastazję nawiedza przeszłość w postaci Denisowa, mafioza, z którym policjantka współpracowała w jednej z wcześniejszych książek (a właściwie w dwóch).  Jakiś czas wcześniej poprosiła ona Denisowa o pomoc w rozwiązaniu jednego ze swoich śledztw- zginął wtedy jego pasierb i Nastia miała świadomość, że ma wielki dług u Denisowa. Nadeszła pora by go spłacić. Teraz to on potrzebuje jej pomocy w odnalezieniu zabójcy jego eks-kochanki…. ale od początku…

Pewien człowiek, Lebiedew, wynalazł preparat poprawiający w znacznym stopniu aktywność intelektualną. Po jego śmierci wszystkie papiery otrzymała jego żona, która postanowiła ułożyć sobie życie od nowa i wyjechać do Austrii. O tajnych notatkach marzy jednak para lekarzy- Aleksander Borodankow i jego żona Olga, którzy w swoim tajnym labolatorum prowadzą bezskuteczne próby odtworzenia preparatu wartego miliony. Ponieważ im się to nie udaje, Olga postanawia z pomocą swojego przyjaciela odzyskać papiery. Podczas próby ich przejęcia ginie nie tylko wdowa po Lebiediewie lecz również przypadkowa kobieta. To właśnie ona jest „główną postacią” książki. To ona jest punktem zapalnym całej historii. Okazuje się bowiem, że była to żona przyjaciela Denisowa, a jednocześnie jego była kochanka. Mafiozo obiecuje swojemu przyjacielowi pomoc w znalezieniu mordercy i postanawia zwrócić się w ten sprawie do Kamieńskiej.

Gdyby tylko pomoc Denisowowi była jedynym problemem pani major. Niestety. Jakby mało jej było kłopotów, zostaje oskarżona o granie na dwie strony, sama zaś podejrzewa o to Denisowa. Jak to rozegrać? Jak sprawić by wilk był syty, a owca cała?

Zakręcone? Będzie jeszcze bardziej, ale naprawdę warto przeczytać.  Za wszystko trzeba płacić to chyba najbardziej skomplikowana książka rosyjskiej autorki. Pełno w niej splotów przypadków oraz wypływających spraw z przeszłości. W książce występuje tylu bohaterów, że bardzo trudno się pogubić. Najciekawsze jest jednak to, że bohaterowie, którzy teoretycznie nie mają żadnego wpływu na głównych bohaterów jednym swoim słowem lub czynem potrafią zmienić całą fabułę.

W książce nie podobało mi się jedynie zakończenie. Po tak wspaniałej lekturze pełnej zwrotów akcji, wciągającej historii rozwiązanie wszystkich łamigłówek następuje pod sam koniec książki. Prawie wszytkich łamigłównek na raz. Jakby autorkę ktoś popędzał. Oprócz tej małej rysy, książka jest genialna.
Osobom, które nigdy nie czytały książek Aleksandry Marininej radzę zacząć od początku serii ponieważ, z racji tego, że to już 11 książka autorki dostępna w Polsce, czytelnik rozpoczynający przygodę z Kamieńską od tej pozycji może mieć problemy ze zrozumieniem różnych spraw. Autorka bowiem ciągnie niektóre wątki przez wiele tomów. I chwała jej za to, bo przynajmniej wiem, że Nastia jest postacią posiadającą historię.

Jednym słowem: polecam

 10/10
Aleksandra Marinina, Za wszystko trzeba płacić, WAB, 2012

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 5 lipca 2012

T Wiktor Pielewin

Podobno Wiktor Pielewin to Ktoś. Przez duże K. Podobno pisarz bardzo dobry, poczytny i doceniany. Podobno, bo chociaż wiele książek z literatury rosyjskiej przeczytałam, to na Pielewina nigdy wcześniej się nie natknęłam


Przenieście się na chwilę do początku XX wieku i poznajcie hrabiego T. Chyba XX, bo tak naprawdę hrabia mógłby żyć w dowolnie wybranym okresie.
T wyrusza na poszukiwania Pustelni Optyńskiej. Ma jedna duże problemy z dotarciem do niej. Może gdyby wiedział czym ona jest i gdzie się znajduje, byłoby mu łatwiej?

Tylko takie opowiedzenie książki ma dla mnie sens (może tłumacząc jeszcze, że Pustelnia Optyńska pochodzi z książki Bracia Karamazow Dostojewskiego). Każda następna strona książki sprawia, że czujemy się jak Alicja w Krainie czarów, Thomas Anderson w Matrixie albo Jake Epping po przeniesieniu się do ’63 roku.

Nikt tak naprawdę nie wie, kim jest hrabia T. Nawet sam T. Coś mu podpowiada, że powinien wyruszyć do Pustelni, więc wyrusza. Jednak komuś kompletnie to nie odpowiada, więc pod różnymi postaciami postanawia go zabić. Co jakiś czas T spotyka „Boga”, który opowiada mu o sobie, o nim, o świecie- opowiada jednak tak, że zarówno główny bohater jak i czytelnik mają coraz większy mętlik w głowie. T niczym V może być każdym. Szlachetnym hrabią broniącym ludu, szarlatanem wyklętym przez cerkiew, mistrzem tajemniczej walki zwanej NZP, co oznacza niesprzeciwianie się złu przemocą. Może być bohaterem książki, gry… może być tym, kim chcecie, albo kim chce tajemniczy autor, a raczej autorzy. Bo okazuje się, że „Bóg” jest jednym z autorów, którzy na gorąco wymyślają kolejne stronnice historii T. Jeden odpowiada za erotyzm, inny za przygody, jeszcze inny za coś tam jeszcze. Ogólnie rzecz biorąc T jest zbiorem pomysłów grupy ludzi która nawet za sobą nie przepada.
[…]
Czy hrabia dowie się kim jest i dotrze do upragnionego miejsca? Sprawdźcie. Może nie zgubicie się w książce i nadążycie za bohaterem?

Ja chyba nie nadążyłam. Z Dostojewskim miałam do czynienia, z Tołstojem również, a miałam duży problem z połączeniem fantastyki z mistycyzmem, kultury popularnej ze stylizacją na stare dobre czasy. Zabierałam się do niej dwa razy, udało mi się przeczytać, ale z dużymi przerwami. Książka jest bardzo ciekawa, ale trzeba na nią poświęcić trochę czasu. Nie dlatego, że 400 stron, ale dlatego, że jest wymagająca.

Nie powiem, coś w Pielewinie jest. Autor ma bardzo interesujący styl, potrafi łączyć różne epoki nie nudząc przy tym czytelnika. Jest jednak pewien problem- trzeba wiedzieć, z czym to się je. Bez znajomości, choćby pobieżnej, literatury i kultury rosyjskiej można mieć problem.

Polecam wszystkim kochającym wyzwania.
 pozostawiam bez oceny

Wiktor Pielewin, T, WAB, 2012

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

niedziela, 1 lipca 2012

Myszy i ludzie John Steinbeck


Jak mamę kocham, bardzo rzadko płaczę podczas czytania książek. Czasem zdarza mi się płakać ze śmiechu. Tym razem płakałam ze współczucia i poczucia bezsilności.

Kto zmusił mnie do płaczu? John Steinbeck, a dokładniej jego książka „Myszy i ludzie”. Tytuł bardzo znany. Znałam go i ja. Gdy czytałam Dallas ’63 po raz kolejny zetknęłam się z tym tajemniczym tytułem. Główny bohater książki- Jake Epping AKA George Amberson postanowił wystawić w szkole w której uczył sztukę na podstawie tej książki. A ja wtedy postanowiłam, że ją przeczytam. Przeczytałam i płakałam.
Książka „Myszy i ludzie” nie poraża objętością. To tylko 120 stron, ale śmiało mogę powiedzieć, że to jedne z najważniejszych stron mojego życia literackiego. Myszy i ludzie to opowieść o dwóch facetach, George’u Miltonie i Lennim Smallu wędrujących po świecie w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Lennie i George  to bardzo specyficzna para- pierwszy wielki, silny, a przy tym głupi jak kilkulatek, drugi niski ale łepski. Z powodu choroby Lenniego przyjaciele co ruch muszą się przeprowadzać, ponieważ niedostosowany do życia mężczyzna często sprowadza na nich kłopoty. Gdy docierają do kolejnej przystani po drodze do swojego wymarzonego miejsca, mają nadzieję, że to właśnie tam uda im się uciułać pieniądze i kupić małą farmę. Lennie marzył bowiem o małym domku, w którym mieszkałby z Georgem, miałby króliki, którymi mógłby się opiekować. Piękne marzenie, prawda? Niestety tym razem nie będzie szczęśliwego zakończenia. Lennie i George nie będą mieli małej farmy z puchatymi króliczkami. Dlaczego?

Tego pisać już nie będę. Jak wspomniałam książka jest na tyle krótka, że każde napisane zdanie może stać się spoilerem i zepsuć komuś przyjemność czytania. A czyta się ją bardzo szybko. W książce jest mało słów, a wiele emocji. Historia jest dość prosta i nieskomplikowana. Ot, opowieść o dwójce przyjaciół. Zwykła, niezwykła opowieść…

10/10

Myszy i ludzie, John Steinbeck, Prószyński, 2012

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 28 czerwca 2012

Putin człowiek bez twarzy Masha Gessen

Władimir Putin- któż go nie zna. Prawnik,polityk, były funkcjonariusz KGB, szef FSB. Działacz polityczny, pracownik administracji itd. Prezydent od 12 lat... a ilu ludzi tyle o nim opinii- jedni go kochają, drudzy nienawidzą.

A co na jego temat sądzi autorka książki "Putin. Człowiek bez twarzy" Masha Gessen? Nie lubi go. Chociaż nie lubi, to mało powiedziane. Autorka go nienawidzi -można to wyczytać już na pierwszych stronach książki. "Biografia" prezydenta mogłaby według mnie spokojnie służyć za akt oskarżenia. Masha Gessen opisuje wszystkie niedobre działania Putina (albo i nie jego). Jedno jest pewne. Papier wszystko zniesie. Putin manipuluje- a pokaże mi ktoś polityka, który nie manipuluje ludźmi? Wiem, że Władimir Putin święty nie jest, nawet się na takiego nie kreuje. Nie jest też zbyt towarzyski, a ja jego temat wiadomo niewiele- tylko tyle na ile on sam pozwoli. Putin okrutny niczym Iwan Groźny- przecież każdy wie, że był on funkcjonariuszem KGB. Każdy, kto ma choć blade pojęcie o służbach specjalnych wie i nie trzeba mu tego mówić, że tacy ludzie nie chodzą po ulicy i nie rozdają cukierków. Putin idzie po trupach do celu- zapewne tak. Ale przecież on i tak nie kreuje się na kryształowego człowieka, zresztą w czasach, gdy to robił istniała zasada Ty albo Ciebie. Nie bądźmy naiwni- jaki koń jest każdy widzi. Niczym niewyróżniający się polityk dzięki znajomościom i "temu czemuś" pnie się po szczeblach władzy. Nie wychyla się, nie prosi- wykonuje swoją robotę i jest pod ręką. Doszedł na szczyt i tego szczytu się trzyma. Całkiem nieźle mu to wychodzi biorąc pod uwagę, że ostatnie wybory również wygrał (uczciwie czy nie to już inna opowieść). Że jest szarą eminencją i nawet gdy nie rządzi to rządzi też każdy wie. Moim zdaniem rządzi całkiem nieźle, bo myśląc o tym, jak Rosja wygląda, sądzę, że nie wygląda najgorzej. Spotkałam się z opiniami o tym, jaki to Putin be, bo Rosja wygląda tak, jak wygląda. Bezrobocie? Kiepska opieka medyczna? A u nas to co? Kraj mlekiem i miodem płynący? Byłam tam, na własne oczy widziałam- według mnie źle nie jest, a na 100% mogłoby być gorzej. Autorka, niestety, nie odkryła przede mną niczego, czego bym nie wiedziała. Nie podoba mi się natomiast ton, w którym książka jest utrzymana, a oskarżanie Putina o terroryzm... (nie powiem, też o tym kiedyś pomyślałam) bez dowodów nic nie da- pogadać może każdy. Być może ktoś mnie posądzi o bycie nieobiektywną- być może, nie mówię, że nie. W końcu kto może być obiektywny mając wyrobione już zdanie? Ci, którzy byli nastawieni negatywnie do człowieka tylko się w swoich przekonaniach utwierdzili. A inni? Gdyby książka miała sprawić, że na Kremlu zatrzęsą się mury, to myślę, że by się nie ukazała. Kto wie, może to książka napisana za pozwoleniem współczesnego cara? W końcu jeśli jest taki zły i niedobry, wie o wszystkim i wszystkimi rządzi to mógł zakończyć tworzenie książki zanim się ono na dobre zaczęło i rozprawić się ze złą dziennikarką? Może to taka "opozycja"? W końcu żeby ktoś był "za", ktoś musi być "przeciw".

Z racji tego, że książka sama w sobie jest ciekawa, ale nie podoba mi się podejście do tematu autorki- pozostawiam ją bez oceny.

Putin człowiek bez twarzy, Masha Gessen, Prószyński, 2012

recenzja opublikowana na stronie kobieta20.pl

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Blog osławiony między niewiastami Artur Andrus


Uśmiechnij się! To dzieje się naprawdę!

Artur Andrus. Mężczyzna, który robi wszystko, aby móc przeżyć. Jest dziennikarzem, poetą, autorem tekstów piosenek, piosenkarzem, artystą kabaretowym, konferansjerem- czego potrzebujesz to dostaniesz. Na wyraźne życzenie może zostać nawet Piotrem Bałtroczykiem (którego lubię, więc pozdrawiam).

Do rzeczy jednak. Miałam niedawno dużą przyjemność przeczytać książkę pana Artura Blog osławiony między niewiastami. Po książkę sięgnęłam trochę z przekory ponieważ czytając ją męczyłam moją pracę licencjacką dotyczącą blogów (firmowych). Skoro więc siedziałam po uczy w blogowej tematyce, postanowiłam sprawdzić z czym je się teksty Andrusa, jako, że nigdy nie przeczytałam nic, co by wyszło spod pióra tego pana. Nie zawiodłam się. Blog osławiony między niewiastami to książka ciekawa, odmóżdżająca i pouczająca przede wszystkim. Tak naprawdę to nawet nie książka, ale zbiór luźnych tekstów o otaczającej nas rzeczywistości. Niby Artur Andrus porusza tematy, które nie są niczym szczególnym: nazwy ulic, zwyczaj wywieszania w restauracjach zdjęć znanych gości, słów które zagościły w naszym języku, gwiazdach podejmujących się każdego wyzwania- od prognozy pogody, przez prowadzenie pokazów na komentowaniu sportu włącznie. Czym te teksty mogą nas zauroczyć? Wszystkim, albo niczym. W moim przypadku jest to polot autora, lekkość z jaką potrafi opisać otaczający nas świat (czuję się jak w alternatywnej rzeczywistości), trafność przemyśleń.

Czytając kolejne teksty z Bloga… marzyłam, aby umieć ubrać w słowa myśli w taki sam sposób. Każde z nas obserwuje codziennie kuriozalne sytuacje, absurdy rodem z filmów Barei. Jednak niewiele osób potrafi opisać wszystko tak, jak Andrus.

Jeśli dobrze obliczyłam, to przy dobrej organizacji możemy czytać książkę prawie przez rok. Średnio jeden tekst na dwa dni. Tak niewiele, a ile radości. Chcesz się odmóżdżyć przed/po ważnym egzaminie? Masz dość swojej pracy, sąsiadów, klientów? Masz wrażenie, że są dni, gdy żyje się jak w Misiu? Jeśli na chociaż jedno pytanie odpowiedziałeś/aś „tak”- sięgnij po tę książkę. Nie będziesz żałować. Obiecuję.

Artur Andrus, Blog osławiony między niewiastami, Prószyński, 2012

10/10. Zdecydowanie

Za możliwość odstresowania się dziękuję wydawnictwu 



czwartek, 7 czerwca 2012

Oczarowana Jill Shalvis

Dobre czytadło nie jest złe.

Naprawdę. Mówię to bardzo serio, chociaż na ogół trzymam się z dala od wszelkich romansideł, przy których wiadomo, że bohaterowie będą żyć długo i szczęśliwie. Nastaje jednak taki czas, gdy człowiek musi się odstresować, ogłupić, poczytać coś, co dobrze się skończy. Jedną z takich książek, które mogę polecić ze spokojnym sumieniem, jest, wydana przez wyd. Prószyński "Oczarowana" Jill Shalvis.
Maddie, główna bohaterka książki, jest szarą myszką (tak zresztą mówiła o niej jej mama). Niedawno porzuciła swojego chłopaka (damskiego boksera), a ją rzuciła praca (nudna, w której była wykorzystywana i niedoceniana). Taka karma, niektórzy mają pod górkę na całej linii. Może jednak dobrze się składa, ponieważ okazuje się, że jej niedawno zmarła mama zostawiła Maddie i jej dwóm siostrom (Stalowej Magnolii i Dzikiemu Dziecku) hotelik w urokliwym Lucky Harbor. Piękna nazwa miasteczka kryje w sobie aż 2100 mieszkańców(niedługo 21003) i tylko 10100 małży.

Po przybyciu na miejsce okazuje się, że hotelik to ruina wymagająca ogromnej pracy i mnóstwa pieniędzy. Maddie nawet się to podoba, bo po pierwsze i tak nie ma gdzie mieszkać, a poza tym czuje, że to miejsce może stać się jej domem. Inne podejście do problemu mają jej przyrodnie siostry Tara (Stalowa Magnolia) i Chloe (Dzikie Dziecko). Chcą szybko pozbyć się balastu i wynieść się z tej dziury. Jak gdyby Maddie mała mało problemów na horyzoncie pojawia się przystojny ex-prawnik, szeryf, stolarz i złota rączka w jednym Jax. Nie muszę mówić, że facet jest cholernie przystojny....

Na Maddie czeka wiele walk do stoczenia, z siostrami- aby walczyły o hoteli i o siebie, z samą sobą oraz z rosnącym uczuciem do Jaxa- chociaż Maddie obiecała sobie, że z facetami koniec. Czy na wszystkich frontach bohaterce uda się wygrać?

Oczarowana Jill Shalvis to naprawdę fajna książka. Nie mówię, jest to czytadło jakich wiele na rynku. Nie jest to książka na miarę Wichrowych wzgórz czy Przeminęło z wiatrem. Niemniej jednak książkę czyta się bardzo przyjemnie. Autorka wysiliła się i każdemu bohaterowi poświęciła tyle czasu, aby były to postacie z krwi i kości. Każdy z nich ma charakter, swoją historię, dzięki czemu nie czujemy, że bohaterowie są tylko tłem dla głównych bohaterów. Język jest nieskomplikowany, książkę czyta się szybko, nie musimy męczyć się z niepotrzebnymi opisami i wiecznym przeciąganiem akcji.

Dla kogo? Dla zmęczonych życiem, dla tych, którzy potrzebują chwili spokoju i nieskomplikowanej przyjemności. Dla tych, którzy chcą przeczytać coś miłego, idealnego na czerwcowy wieczór przy herbacie. Jeśli lubicie przyjemne historie, to Oczarowana może Was oczarować. Przynajmniej na czas czytania.


8/10
Oczarowana, Jill Shalvis, Prószyński i S-ka, 2012

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa