Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2012

Oczarowana Jill Shalvis

Dobre czytadło nie jest złe.

Naprawdę. Mówię to bardzo serio, chociaż na ogół trzymam się z dala od wszelkich romansideł, przy których wiadomo, że bohaterowie będą żyć długo i szczęśliwie. Nastaje jednak taki czas, gdy człowiek musi się odstresować, ogłupić, poczytać coś, co dobrze się skończy. Jedną z takich książek, które mogę polecić ze spokojnym sumieniem, jest, wydana przez wyd. Prószyński "Oczarowana" Jill Shalvis.
Maddie, główna bohaterka książki, jest szarą myszką (tak zresztą mówiła o niej jej mama). Niedawno porzuciła swojego chłopaka (damskiego boksera), a ją rzuciła praca (nudna, w której była wykorzystywana i niedoceniana). Taka karma, niektórzy mają pod górkę na całej linii. Może jednak dobrze się składa, ponieważ okazuje się, że jej niedawno zmarła mama zostawiła Maddie i jej dwóm siostrom (Stalowej Magnolii i Dzikiemu Dziecku) hotelik w urokliwym Lucky Harbor. Piękna nazwa miasteczka kryje w sobie aż 2100 mieszkańców(niedługo 21003) i tylko 10100 małży.

Po przybyciu na miejsce okazuje się, że hotelik to ruina wymagająca ogromnej pracy i mnóstwa pieniędzy. Maddie nawet się to podoba, bo po pierwsze i tak nie ma gdzie mieszkać, a poza tym czuje, że to miejsce może stać się jej domem. Inne podejście do problemu mają jej przyrodnie siostry Tara (Stalowa Magnolia) i Chloe (Dzikie Dziecko). Chcą szybko pozbyć się balastu i wynieść się z tej dziury. Jak gdyby Maddie mała mało problemów na horyzoncie pojawia się przystojny ex-prawnik, szeryf, stolarz i złota rączka w jednym Jax. Nie muszę mówić, że facet jest cholernie przystojny....

Na Maddie czeka wiele walk do stoczenia, z siostrami- aby walczyły o hoteli i o siebie, z samą sobą oraz z rosnącym uczuciem do Jaxa- chociaż Maddie obiecała sobie, że z facetami koniec. Czy na wszystkich frontach bohaterce uda się wygrać?

Oczarowana Jill Shalvis to naprawdę fajna książka. Nie mówię, jest to czytadło jakich wiele na rynku. Nie jest to książka na miarę Wichrowych wzgórz czy Przeminęło z wiatrem. Niemniej jednak książkę czyta się bardzo przyjemnie. Autorka wysiliła się i każdemu bohaterowi poświęciła tyle czasu, aby były to postacie z krwi i kości. Każdy z nich ma charakter, swoją historię, dzięki czemu nie czujemy, że bohaterowie są tylko tłem dla głównych bohaterów. Język jest nieskomplikowany, książkę czyta się szybko, nie musimy męczyć się z niepotrzebnymi opisami i wiecznym przeciąganiem akcji.

Dla kogo? Dla zmęczonych życiem, dla tych, którzy potrzebują chwili spokoju i nieskomplikowanej przyjemności. Dla tych, którzy chcą przeczytać coś miłego, idealnego na czerwcowy wieczór przy herbacie. Jeśli lubicie przyjemne historie, to Oczarowana może Was oczarować. Przynajmniej na czas czytania.


8/10
Oczarowana, Jill Shalvis, Prószyński i S-ka, 2012

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa


czwartek, 29 grudnia 2011

Nie do wykrycia Laura Griffin

Romans, tajemnica, zbrodnia. Tak, pokrótce, można streścić najnowszą książkę Laury Griffin. Podtytuł idealnie oddaje to, co znajdziemy w książce „Nie do wykrycia”.

Główną bohaterką książki jest Alex Lovell, prywatna detektyw. Poznajemy ją w momencie, gdy szuka swojej byłej klientki, Melanie, której jakiś czas temu pomogła się ukryć przed mężem policjantem. Alexandra ma bardzo złe przeczucia. Melanie, nie wiadomo dlaczego wróciła do miejsca, z którego uciekła i zniknęła. Alex podejrzewa jej męża o morderstwo. Nie ma jednak żadnych dowodów. Dom, który mógłby coś „powiedzieć” o byłej właścicielce spłonął w dziwnych okolicznościach, a mąż policjant na 100% będzie miał alibi. Jest też ważniejszy problem. Nie ma ciała- nie ma morderstwa. Jak więc przekonać kogokolwiek  o zbrodni?

Seksowna pani detektyw postanawia zwrócić się o pomoc do przystojnego stróża prawa- Nathana Devereauxa. Początkowo Nathan uważa, że „dopóki nie ma ciała, nie ma też śledztwa”, ale później jego nastawienie się zmienia. Nie do końca wiadomo, czy to z powodu przeczucia, czy też uczucia do głównej bohaterki.

Jak zawsze w takich książkach, nic nie może być tak łatwe, na jakie wygląda. Alex zaczynają odwiedzać nieznani jej ludzie, którzy również chcieliby odnaleźć Melanie. Czy są w zmowie z jej mężem, czy też Melanie w coś się wplątała? Jej mąż, policjant z dobrą reputacją, okazuje się nie być taki kryształowy, za jakiego mieli go współpracownicy. Sytuacja zaczyna robić się coraz bardziej niebezpieczna, a Alex grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Czy Laurę Griffin- autorkę książki „Nie do wykrycia” można nazwać bestsellerową autorką? Chyba nie, ale już przyzwyczaiłam się do tego, że jeśli na okładce znajdzie się słowo „bestseller”, książka lepiej się sprzeda.  Dla mnie „Nie do wykrycia” nie zalicza się do super dzieł, ale nie jest to też kiepskie czytadło. Książkę czyta się szybko. Język jest prosty, akcja wartka. Autorka nie rozpisuje się nad rzeczami, nad którymi nie musi, pisze zwięźle i na temat. W pewnych momentach byłam zaskoczona, co nie zdarza się często w tego typu książkach, trochę romansidłach, trochę kryminałach.  Po skończeniu lektury czułam się jednak trochę zawiedziona. Następnego dnia, gdyby ktoś zapytał się mnie o głównych bohaterów, nie potrafiłabym nic sensownego powiedzieć. Laura Griffin nie postarała się tworząc Alex i Nathana- ich postacie są jakieś takie bezbarwne i bez polotu. Alex jest seksowna, Nathan ma ładnie zbudowane ciało. Pani detektyw kocha komputery, Nathan ma byłą żonę i tyle. Nic więcej, a szkoda. Jak w każdej książce tego typu bohaterowie muszą czuć coś do siebie, raz na jakiś czas niezbędny jest seks albo głębszy pocałunek. Tylko po co? Czy książka nie może być dobra bez migdalenia się głównych bohaterów?

Nie licząc jednak romansu, który nic nie wnosi do fabuły i można by go bez problemu, wyciąć, książka mogłaby być całkiem niezła, gdyby autorka popracowała nad stworzeniem głównych bohaterów tak, aby czytelnik mógł ich jakoś zapamiętać, zżyć się z nimi, bo sama intryga w „Nie do wykrycia” jest ciekawa.

Powieść na pewno spodoba się fankom romansów połączonych z kryminałem, jest dobra na długi zimowy wieczór spędzony w łóżku albo w wygodnym fotelu. Laura Griffin nie wejdzie raczej do grona moich ulubionych autorów, ale też nie znajdzie się na czarnej liście. Do przeczytania sobie „ot tak” jej książki będą jak znalazł

06/10

Nie do wykrycia, Laura Griffin, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

poniedziałek, 7 listopada 2011

Candace Camp, Panna z dobrego domu - W świecie pozorów

Po „Mistyfikacji” i „Tajemnicy panny Hamilton” Candace Camp uraczyła wierne czytelniczki kolejną historią miłosną przeniesioną w czasie.
Główną bohaterką powieści „Panna z dobrego domu” jest rezolutny podlotek Charity Emmerson, panna pochodząca z niezamożnego, lecz dobrego domu. Życie rodziny Emmersonów przepełnione jest utrzymywaniem pozorów. Głowa rodziny, w tym przypadku matka Charity, zrobi wszystko, aby wydać córki dobrze za mąż. W związku z planami rodziców, siostra Charity, choć kocha ubogiego pastora z rodzinnego miasta, nie może wyjść za niego za mąż. Główną przeszkodą są pieniądze, lub raczej ich brak. Rodzice dziewczyny upierają się przy tym, aby ta wyszła bogato za mąż w celu utrzymania całej rodziny i wprowadzenia reszty sióstr w świat. Gdy Charity dowiaduje się, że Hrabia Simon Westport zamierza poprosić o rękę jej siostry, postanawia pomóc i oferuje hrabiemu swoją kandydaturę.

Szybko okazuje się, że Charity nie jest tak dobrze wychowaną panną, za jaką uchodzi. To osóbka żywa, nie lubiąca sprzeciwu, mająca w nosie konwenanse i pozory. Dzięki swojej osobowości i urodzie szybko zdobywa przyjaźń hrabiego. Może małżeństwo z nim nie będzie takie złe... Jednak wszystko co dobre, musi się skończyć. Hrabia zostaje oskarżony o morderstwo swojego wroga. Czy to on zabił? Czy małżeństwo Simona i Charity dojdzie do skutku?

Książka ta idealnie nadaje się na chłodny wieczór lub długą podróż pociągiem. Candace Camp stworzyła ciekawych bohaterów, ich dialogi nie są sztuczne i patetyczne. Bardzo spodobało mi się tło powieści. Autorka bardzo trafnie opisała życie wyższych sfer, ich przyzwyczajenia, pozory, które rządziły ich życiem, sztuczność. Świat stworzony przez autorkę jest idealny dla panien, które przez całe życie są zdolne kłamać i udawać. Szczera i naturalna Charity w ogóle tam nie pasuje. Być może właśnie dlatego zdobyła moje serce.

06/10

Candace Camp, Panna z dobrego domu, Mira, 2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

środa, 5 października 2011

Ja anielica, Katarzyna Berenika Miszczuk - Diabelska śmiertelniczka w świecie aniołów


„Ja, Wiktoria Biankowska, obiecuję wieść przykładne życie na Ziemi i już nigdy nie pomagać diabłom w ich niecnych sprawkach


To zobowiązanie Wiki jest prawie tak samo realne jak słowa Beletha: „Ja, diabeł Beleth, obiecuję nigdy więcej nie zawracać słowy śmiertelnikom i nie nastawać na życie ich chłopaków. Szybciej Kleopatra przestanie kupować buty, a Azazel śnić o podbiciu Piekła.

Witamy ponownie. Po szczęśliwym zakończeniu „Ja, diablica” Wiktoria wiedzie spokojny żywot z Piotrkiem. Jest im ze sobą jak w niebie, (nie)stety nie na długo. Beleth nie może żyć bez swojej ukochanej. Wcale się mu nie dziwię. Wiktoria jest jedyna i wyjątkowa. Nie tylko dzięki swojej Iskrze ale również dzięki swojemu podejściu do świata i życia. Beleth jednak nie może opuścić Wiktorii nie tylko z powodu uczucia które ich łączy.

Dzięki na pozór niewinnemu podstępowi Wiktoria przypomina sobie wszystkie dobre i złe chwile. Niedługo potem spotyka się z Belethem i dowiaduje się, dlaczego dążył do spotkania z nią. Beleth marzy o skrzydłach które utracił. Tylko dzięki nim będzie mógł wrócić do Nieba. Diabeł w Niebie? Po cóż mu to? Nie będę Wam psuła lektury.

W książce spotkamy wszystkich bohaterów poprzedniej części: Wiki, Azazela, Beletha, Kleopatrę i Piotra, a także kilku nowych, wśród których na chwilę uwagi zasługuje Gabriel, który, pomimo, że żyje w świecie bardzo odległym od Piekła, na wiele wspólnego z Luckiem. Myślę, że mogli by się nawet zaprzyjaźnić.

Kto myśli, że kłopoty Wiktorii są związane tylko z ponownym pojawieniem się diabełków jest w błędzie. W tej części duży wpływ na akcję książki będzie mieć pewien anioł… Moroni. Co zaserwują nam tym razem bohaterowie? Przekonajcie się sami. Warto.

Nie rozumiem wprawdzie pewnych decyzji głównej bohaterki, no ale cóż… to jej życie. Ja w kilku momentach wybrałabym inaczej.

„Ja, anielica” nie jest strzałem w dziesiątkę, ale na dziewiątkę z plusem zasługuje na pewno. Wiadomo, pierwsza część serii w większości przypadków jest najlepsza. Autorka po raz kolejny udowodniła jednak, że pisać potrafi i ma pomysł na książkę. Nie jest to może dzieło na miarę Mickiewicza, ale kto powiedział, że tylko wielka literatura musi być fajna? Katarzyna Berenika Miszczuk oficjalnie trafia na listę moich ulubionych autorów.

09/10
Ja anielica,  Katarzyna Berenika Miszczuk, WAB, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

wtorek, 4 października 2011

Ja diablica, Katarzyna Berenika Miszczuk - Witamy w Los Diablos


Dwa światy jedna miłość. Czy to możliwe? A i owszem. Jeśli posiadasz iskrę bożą wszystko jest w zasięgu Twoich rąk.

 
„Ja, Wiktoria Biankowska ( zwana dalej Potępioną ),
zgadzam się przez kolejne 66 lat służyć Lucyferowi
i całej Niższej Arkadii na stanowisku Diablicy
.”

Nie będę owijać w bawełnę. „Ja, diablica” Katarzyny Bereniki Miszczuk to chyba jedna z najfajniejszych polskich współczesnych powieści jaką do tej pory czytałam.

Bohaterowie? W rolach głównych: Piękna Wiktoria, ciapowaty, ale podobno przystojny, śmiertelnik Piotr i bosko (wróć, diabelnie) seksowny Beleth, Lucyfer, bezpłciowa (dosłownie) Śmierć, egoistyczna Kleopatra i Azazel z przerośniętym ego bez którego połowa rzeczy w Piekle by się nie wydarzyła. W pozostałych rolach, czyli kto zamieszkuje piekiełko: Napoleon, Marylin Monroe, Elvis Presley, caryca Katarzyna II, król Artur, Jim Morrison, Kurt Cobain i inni.
Miejsce akcji: dość ponure miasto Warszawa oraz piękna i malownicza Niższa Arkadia zwana potocznie Piekłem.

Ciekawie, prawda? Mi też się spodobało. Od pierwszej strony co zdarza się niezwykle rzadko. Książka „Ja, diablica” opowiada o losach Wiki, która zginęła w dziwnych okolicznościach i trafiła do piekła zostając etatową Diablicą. Teoretycznie do jej zadań ma należeć rekrutowanie dusz, w praktyce Wiktoria dużo się nie napracuje. O wiele więcej czasu zajmie jej zgłębianie tajemnicy swojej śmierci, usiłowanie zdobycia miłości swojego życia Piotra i wpadanie w tarapaty z Belethem i Azazelem. Sam proces zostania Diablicą też jest trochę tajemniczy, bowiem okazuje się, że Wiktoria zginąć nie miała, a ponieważ posiada tak zwaną iskrę bożą, nie powinna, dla bezpieczeństwa własnego i innych, dostać również mocy Diablicy. Co się stało? Nie zdradzę już ani jednej informacji. Ta książka jest zbyt fajna, aby robić spoilery, a każde kolejne zdanie potraktowałabym osobiście jako psucie naprawę dobrej zabawy.

Katarzynę Berenikę Miszczuk od większości polskich współczesnych pisarzy odróżnia jedno. Dziewczyna naprawdę potrafi pisać i ma pomysły. Nie dopisuje kolejnych zdań na siłę starając się wyrobić określoną objętość, nie wciska czytelnikowi ckliwych historii rodem z romansideł. Jej styl jest świeży i wciągający. Bohaterowie nie są jedynie kalkami z innych książek lub seriali. Ona wymyśliła wszystko naprawdę. Od bohaterów, których wielu pisarzy może jej zazdrościć, aż po mechanizmy rządzące w Niższej Arkadii. Brakowało mi tylko jednego. Dodatkowych 252 stron, co dałoby 666 diabelsko interesujących stronic.

Dla mnie „Ja, diablica” to strzał w dziesiątkę. Gdyby tylko było więcej takich książek…

10/10

Ja diablica, Katarzyna Berenika Miszczuk, Wab, 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

sobota, 13 sierpnia 2011

500 Days of Summer - 500 dni bezsensu


Komedie i romanse, a do nich zalicza się 500 days of Summer lub jak kto woli 500 dni miłości, powinny być śmieszne i o miłości. Czy ten film spełnia wymagania gatunkowe?
 
Typowy nieudacznik- Tom Hansen w czasie pracy, która nie daje i nigdy nie dawała mu satysfakcji, poznaje przeciętną i niemodnie ubraną Summer Finn i z miejsca się w niej zakochuje. Dni mijają im raz lepiej, raz gorzej, ale są ze sobą. A potem nie są. A potem są, a potem znów nie. Nie, nie nałykałam się tabletek. Twórcy filmu, chcąc osiągnąć coś fajnego, zaczęli skakać po linii czasowej historii. Raz oglądaliśmy 456 dzień związku, a zaraz potem 4. i tak w kółko. Niby fajnie, ale coś mi nie grało. Jakoś w ogóle coś mi w tym filmie nie gra. Może to przez Josepha Levitta, który grał jakby miał zatwardzenie? Nie wiem. Film oglądałam dwa razy w dużych odstępach czasu, bo myślałam, że miałam zwyczajnie gorszy dzień. Ale, niestety, nie. W filmie coś nie gra.




Faktem jest to, co na początku mówi lektor: to nie jest film o miłości. Więc o czym? hmmm. O nieudaczniku, który siedzi w pracy której nienawidzi, o facecie, który powinien się iść leczyć, bo chorą miłość się leczy, o gościu, który zaczął się bawić w dom w Ikei i myślał, że naprawdę tak będzie. O trochę zakręconej dziewczynie,  która lubi się bawić, ma swoje humory i zapowiedziała nieudacznikowi, że nie szuka związku na stałe. Jak można przez 500 dni przeżywać jak mrówka okres? Wiem, że miłość nie wybiera itd,  ale...  No albo najpierw przez rok przeżywa jak mrówka okres swój piękny związek, a później przez kolejne ok 100 dni rozpamiętuje wszystko i zastanawia się (z pomocą 12 latki(?) i dwóch facetów, których nawet kijem bym nie tknęła) dlaczego jego związek się rozpadł.




Żeby nie tylko jeździć po filmie, ale znaleźć również jego plusy: Jest to idealna pozycja dla ludzi w dobrym humorze (tym z depresją nie polecam). Na uwagę zasługuje też fajna muzyka. Ścieżka dźwiękowa naprawdę im się udała. Jeśli ktoś lubi kino niezależne, to też powinien na ten film zwrócić uwagę, bo on jest chyba na pograniczu niezależności i komercji. Myślę, że gdyby nie główny bohater, to 500 dni miłości byłby godny polecenia (swoją drogą, jak można tak głupio przetłumaczyć film?!?), to skakanie czasowe jest fajnym pomysłem, ale niestety nie w tym wykonaniu






Tytuł polski: 500 dni miłości
Tytuł oryginalny: (500) Days of Summer
Scenariusz: Scott Neustadter, Michael H. Weber
Rok: 2009
W rolach głównych:  Zooey Deschanel, Joseph Gordon-Levitt, Geoffrey Arend
produkcja:USA
gatunek:Dramat, Komedia, Romans

czwartek, 11 sierpnia 2011

Heather Graham, Noc morze i gwiazdy - Raj tropików

Romansidła idealnie nadają się na lekturę w pochmurne dni. Tak więc otulcie się w ciepły kocyk, zaparzcie ulubioną herbatę i zanurzcie się w historii, która mogłaby się wydarzyć naprawdę.

Czy można wyobrazić sobie coś bardziej romantycznego, niż piękną kobietę i przystojnego mężczyznę, którzy wyszli cało z katastrofy lotniczej i zostali uwięzieni na malowniczej wysepce pośrodku oceanu? Bohaterowie książki Heather Graham „Noc, morze i gwiazdy” bez problemu mogliby wymyślić dla siebie coś bardziej ekscytującego.

Sky Delaney, młodej projektantce wracającej właśnie z podróży służbowej, nie mogło zdarzyć się nic gorszego. Utknęła na kompletnym tzw. zadupiu (bez ubrań na zmianę, szczotki do włosów, czy szczoteczki do zębów) z chamem i gburem w jednym. Jakby tego było mało, podczas ucieczki z samolotu skręciła kostkę. Czy może być gorzej? Oczywiście, że tak. Kyle Jagger, jej jedyny towarzysz na pustkowiu, nie dość, że jest impertynentem i chamem, to na dodatek jest niesamowicie przystojny…

Jak można się domyślić, między bohaterami zaczyna iskrzyć. Niestety, jest to bardziej zwierzęcy instynkt, niż głębokie uczucie. Kyle zostawił na lądzie (prawie) byłą żonę i syna, Sky- narzeczonego. Pomimo wyrzutów sumienia, nieokrzesany Kyle coraz bardziej rozpala umysł i ciało Sky.

Zawsze mi się wydawało, że jeśli romans, to musi być płytki. Okazuje się, że nie zawsze. Heather Graham potrafi pisać tak fajnie, że nawet historia, którą można znaleźć w co trzecim romansidle, może wydać się ciekawa. Być może to dlatego, że autorka potrafi dobrze scharakteryzować bohaterów. Zarówno Kyle, jak i Sky mają swoją przeszłość, uczucia, troski, przemyślenia. Nie są to bezmyślne postaci, które mają za zadanie spotkać się, pokochać i spłodzić dziecko na końcu książki. Graham musiała się trochę nad nimi pogłowić. Na uwagę zasługują również wątki poboczne, głównie rodzinne tajemnice obojga bohaterów. Każde z nich przeżyło już trochę i te przeżycia odcisnęły na nich swoje piętno.

Książkę Heather Graham czyta się bardzo szybko. Autorka nie zanudza nas bezsensownymi opisami, które nic nie wnoszą do lektury, ma bardzo przyjemny styl, a akcja toczy się na tyle szybko, że książka mogłaby posłużyć za scenariusz amerykańskiego filmu o rozbitkach.

07/10

Heather Graham, Noc, morze i gwiazdy, G+J,  2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

wtorek, 15 marca 2011

Nora Roberts, Smak chwili - Pyszne wypieki i niespodziewana miłość

Nora Roberts potrafi idealnie rozdzielić swoją mroczną i romantyczną stronę, co nie każdemu pisarzowi, który tworzy różne tematycznie książki, się udaje. 


„Smak chwili” jest trzecią częścią serii Ślubny kwartet. Bohaterkami książki są cztery przyjaciółki Emma, Parker, Laurel i Mac. Wspólnie prowadzą firmę „Przysięgi”, zajmującą się przygotowywaniem ślubów od A do Z. Dziewczyny dzielą się obowiązkami. Jedna robi zdjęcia, druga zajmuje się organizowaniem imprez, trzecia bukietami.

Każda z książek serii Ślubny kwartet poświęcona jest innej przyjaciółce. Główną bohaterką „Smaku chwili” jest Laurel, która na co dzień zajmuje się przygotowywaniem wypieków weselnych. Kobieta od dziecka lubiła gotować, jednak jej rodziców nie było stać na zapewnienie jej odpowiedniego wykształcenia. Dzięki pomocy „przyjaciół rodziny” Laurel mogła kształcić się w renomowanej szkole gastronomicznej.  Jej wypieki wzbudzają podziw i zazdrość. Dziewczyna w każde ciasto wkłada całe swoje serce. Nawet najprostsze ciasteczka jej autorstwa są wspaniałe. Dzięki swoim zdolnościom Laurel sprawia, że każda para młoda czuje się w dniu ślubu wyjątkowo. Chociaż „Przysięgi” przygotowały już wiele uroczystości, nie wszystkie dziewczyny są szczęśliwe. Laurel nie znalazła jeszcze swojej drugiej połówki. Nieoczekiwanie okazuje się, że czuje coś co Dela, brata swojej przyjaciółki, który do tej pory dla niej również był jak brat. Jak powinna postąpić Laurel? Poddać się uczuciu, czy też dać Delowi kosza?

„Smak chwili” to typowe romansidło, ale przyjemnie się je czyta. Muszę przyznać, że Nora Roberts potrafi idealnie rozdzielić swoją mroczną i romantyczną stronę, co nie każdemu pisarzowi, który tworzy różne tematycznie książki, się udaje. Trzeci tom kwartetu weselnego, to historia o miłości, przyjaźni i pasji. Nora Roberts pokazuje czytelnikom, że chcieć znaczy móc, a praca może sprawiać radość i być życiową pasją.

Chociaż, jak w każdej książce tego typu, wszystko jest słodkie, historia zawsze kończy się dobrze, a najważniejsze są miłość i przyjaźń, warto od czasu do czasu sięgnąć po tego typu pozycję. Bo przecież czasami można pozwolić sobie na chwile słabości i pogrążyć się w romantycznej historii, wiedząc, że na ostatniej stronie nastąpi happy end.


recenzja opublikowana na stronie dlalejdis.pl

5/10

Nora Roberts, „Smak chwili”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

czwartek, 10 lutego 2011

Alicja Góra, Złapać Greka - Miłość po grecku

„Pamiętaj! Złap tego Greka! Zależy mi na współpracy z nim! Dla mnie to bardzo ważne!”
Czyżby bohaterka książki Alicji Góry pod tytułem „Złapać Greka” zajmowała się łapaniem zagranicznych facetów? Nie, Ewa to dobra i miła dziewczyna pracująca w agencji reklamowej swojego znajomego.  Tytułowy Grek to bogaty kontrahent, dla którego Ewa i jej narzeczony Andrzej mają nakręcić reklamę w malowniczym zakątku Grecji. Czy w raju może stać się coś nieprzewidzianego?

Niestety, może. Szczególnie, jeśli nie znamy swojej drugiej połówki. Ewa zaprzątnięta nowym projektem i wybieraniem sukni ślubnej, nie zauważa, że jej ukochany na boku spotyka się z piękną blondynką. Dowiaduje się tego dopiero w Grecji. Tylko co Ewa ma teraz zrobić?! Ma do wykonania zadanie, więc będzie musiała codziennie oglądać  byłego chłopaka obejmującego jej rywalkę. Co to, to nie. Ewa pakuje swój drobny dobytek i ucieka.

W dość niesprzyjających okolicznościach spotyka miłego Greka ofiarującego swą pomoc i nie mając wyjścia, korzysta z niej. W ten sposób znajduje się daleko od swoich dotychczasowych problemów i ma szansę na uporanie się ze sobą. Miejsce, w którym się zatrzymuje, należy do przystojnego Nikolasa. Czy można się zakochać, mając złamane serce? Ewa początkowo nie bierze tego pod uwagę. Jednak urok napotkanego przypadkowo mężczyzny szybko weryfikuje jej spojrzenie na świat.

„Złapać Greka” to typowe romansidło. Smutna, tym razem nie biedna, dziewczyna, w trudnym momencie spotyka faceta swego życia. Od początku wiadomo, jak skończy się ta piękna historia. Bohaterowie muszą odejść w blasku zachodzącego słońca ku świetlanej przyszłości.

Alicja Góra napisała przyjemną i ciepłą opowieść o przyjaźni, fascynacji  i zaufaniu.  Poznajemy problemy właścicieli hoteli zdanych na dąsy niezadowolonych turystów, możemy dowiedzieć się, jak wygląda życie przewodników wycieczek po zachodzie słońca. Historia miłosna Ewy i Nikolasa była dla mnie tylko dodatkiem do ciekawej książki o małych szczęściach i nieszczęściach ludzkiego życia.

Na uznanie zasługuje też opis Polaków wypoczywających nad greckim morzem. Jacy są Polacy w książce Alicji Góry? Mogę zapewnić, że nie pozostają bezbarwnym tłem powieści. „Złapać Greka” to pozycja dla kobiet, które lubią czasami, z kubkiem herbaty, zanurzyć się w świecie fantazji i odpocząć przy niezbyt ambitnej, lecz przyjemnej książce.






6/10

Alicja Góra, „Złapać Greka”, Zysk i S-ka 2010


recenzja opublikowana na kobieta20.pl