Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2011

Najlepsze książki 2011 - za co kocham wydawnictwa

zdjęcie pochodzi z http://dborck.wordpress.com/wjms-book-club/


Rok powoli zbliża się ku końcowi, więc postanowiłam zastanowić się, jakie wydawnictwa kocham za jakie książki. Nie wiem, co mnie naszło, no ale naszło, więc do dzieła.


















wtorek, 2 sierpnia 2011

Woda dla słoni, Sara Gruen - Życie to najbardziej spektakularne widowisko na Ziemi

Często czytając prawdziwe historie nie możemy uwierzyć w ich prawdziwość i wydaje się nam, że to fikcja. Rzadziej, że czytając zmyśloną historię mamy wrażenie, że to mogło wydarzyć się naprawdę.
Tytuł recenzji, to tak naprawdę podtytuł książki. Oddaje on jednak idealnie to, co można by w jednym zdaniu napisać o powieści Sary Gruen. „Woda dla słoni” pokazuje, że na świecie nie ma nic bardziej zaskakującego i spektakularnego niż ludzkie życie.

Głównym bohaterem jest Jakob Jankowski, student weterynarii polskiego pochodzenia mieszkający w USA. Po tragicznej śmierci rodziców dowiaduje się, że jego ojciec, również weterynarz od dawna przyjmował zapłatę za leczenie w naturze, a dodatkowo rodzice Jakoba, aby opłacić jego studia wzięli kredyt pod hipotekę ich domu i nie spłacali go. Chłopakowi nie pozostaje nic innego jak tylko zabrać kilka swoich rzeczy i się wyprowadzić. Z radosnego i myślącego o seksie chłopaka z dnia na dzień Jakob musi stać się odpowiedzialny. Chociaż od ukończenia studiów i uzyskania dyplomu dzieli go tylko egzamin, bohater wychodzi z niego i wyrusza w świat.

Tutaj właśnie zaczyna się niesamowita historia. Jakob przypadkiem wskakuje do pociągu którym jedzie trupa cyrkowa. Dzięki swojej wiedzy o zwierzętach, właściciel chylącego się ku bankructwu przybytku zatrudnia chłopaka… Co dalej? Przeczytajcie, a na pewno nie pożałujecie. Mogę tylko dodać, że w życiu Jakoba pojawi się piękna Marlena, a całą historię opowiada stary Jakob żyjący w domu starców.

Dla kogo książka? Dla wszystkich bez wyjątku: dużych i małych, mężczyzn i kobiet. Nie jest to romansidło. To raczej połączenie powieści obyczajowej z przygodową, więc panowie również powinny się dobrze bawić przy lekturze. Ze względu na brak niechlujstwa jest idealna do czytania zarówno po kilka minut w autobusach (nie zapomnimy o czym czytaliśmy i nie będziemy mieć problemów z powrotem do wątku), jak i kilkugodzinnych podróży, ponieważ akcja wciąga jak rwący potok, więc się nie znudzimy opowieścią.

„Woda dla słoni” ma dla mnie jeden minus. Zanim przeczytałam książkę widziałam film. Przez to nie mogę się opędzić od echa koszmarnego polskiego w ustach aktorów i Jakoba z gębą Pattisona. A tak miałam ochotę wyobrazić sobie przystojnego Jakoba… I  nic. Siła filmu zwyciężyła. Poza tymi drobnymi mankamentami, które nie leżą po stronie książki byłam wniebowzięta, więc ze spokojnym sumieniem mogę dodać Wodę dla słoni do swojej biblioteczki

09/10

Woda dla słoni, Sara Gruen, Rebis, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

środa, 13 lipca 2011

Żmijojad, Wiktor Suworow - Dobre, bo rosyjskie


Książka mrożąca krew w żyłach, wciągająca akcja, bezwzględna walka o władzę… Czy aby na pewno?



Papier zniesie wszystko. Według tego, co mamy okazję przeczytać na okładkach przeróżnych książek, każda z nich powinna zgarniać po kilka nagród na przeróżnych konkursach. Często jest tak, że jedyna akcja, strach i ciekawi bohaterowie istnieją tylko i wyłącznie w opisie pozycji. Szczęśliwie dla mnie „Żmijojad” Wiktora Suworowa spełnia swoje obietnice.

Akcja książki toczy się w Rosji w czasie sprawowania władzy przez Stalina. Kto zna choć trochę historię tego kraju wie, że władzy nigdy nie przejmowano po dobroci i po koleżeńsku. Tytułowego Żmijojada poznajemy podczas jednej z wielu prób „przyjacielskich” zmian na stanowiskach.

Główny bohater, szary, „zwykły” obserwator na dworcu kolejowym, nieoczekiwanie dostaje awans i przeniesienie na stanowisko pomocnika wykonawcy. Nikt, nawet sam zainteresowany,  nie wie, dlaczego. Wkrótce okazuje się, że Żmijojad posiada umiejętności, które komuś są niezbędnie potrzebne. Główny bohater ma fotograficzną pamięć. Wie, kto, kiedy i jakim pociągiem przyjechał, jak był ubrany, co miał na sobie i jak się zachowywał. Dzięki swoim zdolnościom zostaje wciągnięty w grę, na którą niekoniecznie ma ochotę.

W tle przemyka czytelnikowi Luśka- Jolanta, dzielnicowa naganiaczka grupy zajmującej się okradaniem przyjezdnych. W tym samym czasie poznajemy głupie dziewczę, które ryzykując swoją cnotę i życie chadza codziennie na potańcówki do parku. Co łączy ze sobą te trzy, na pierwszy rzut oka zupełnie niezwiązane ze sobą, osoby? Przekonajcie się sami.

„Żmijojad” Wiktora Suworowa to faktycznie książka, w której krew się leje. Autor nie bawi się w poetyckie opisy miasta, nie marnuje cennych kartek na bezsensowne i nic nie wnoszące dialogi. Każda rzecz, każdy ruch i słowo które znalazły się na kartach powieści mają jakieś znaczenie. Przez karty książki przewijają się „zwykli” urzędnicy, pracownicy wyższego szczebla rosyjskich instytucji z którymi nie chcielibyśmy mieć do czynienia, a nawet sam wódz Stalin. Dzięki autorowi poznajemy od kuchni to, czego wiedzieć większość by nie chciała.  Wiktor Suworow to pisarz ukształtowany, który wie czego chce i nie uczy się kosztem czytelników.  

Kimże jest człowiek, który jest w stanie napisać tak prawdziwą książkę jak "Żmijojad" ? To były oficer armii sowieckiej i wywiadu wojskowego GRU. Autor był agentem z krwi i kości. Uciekł do Wielkiej Brytanii, za co zaocznie skazano go na karę śmierci. Pomimo rozpadu ZSRR, decyzji nie zmieniono. Być może dlatego jego książka jest taka, jaka jest. Może opowiada nam znaną sobie historię?

Jeśli interesuje Was historia Rosji, macie ochotę dowiedzieć się, jak wyglądał świat, którego nie pokazują w telewizji lub zwyczajnie lubicie książki które wciągają i są naszpikowane dobrą akcją, zaopatrzcie się w „Żmijojada” i bawcie się dobrze.

9/10


 Żmijojad, Wiktor Suworow, Rebis, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

poniedziałek, 2 maja 2011

Luca Spaghetti, Masz przyjaciela - Przyjaciel potrzebny od zaraz



Czy wyobrażacie sobie, że macie znajomego, który nazywa się Łukasz Makaron? Dziwne nazwisko, prawda? Taki facet istnieje jednak naprawdę. Może nie ogólnie Makaron, ale Spaghetti. Luca Spaghetti. I o dziwo, facet istnieje naprawdę, nie jest tylko wymysłem Elizabeth Gilbert autorki książki „Jedz, módl się, kochaj”. 

Książka, której autorem jest wspomniany wyżej Luca Spaghetti to przepiękna i zabawna zarazem opowieść o przyjaźni, życiu i… jedzeniu, które w życiu Włochów jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze.  Książka „Masz przyjaciela” wciąga jak bagno. Porywa, jak rwąca rzeka.
Książka „Masz przyjaciela” podzielona jest na trzy części.
W pierwszej „Rzymie, nie bądź taki, pomóż” autor opowiada o swojej młodości, o początkowych kompleksach dotyczących nazwiska, które przypadło mu w spadku po przodkach. Znajdziemy tam przyjemną opowieść o chłopcu, którego miłością jest piłka nożna i jedzenie. Będziemy rosnąć i dojrzewać razem z głównym bohaterem ciesząc się z sukcesów jego ukochanej drużyny piłkarskiej.
Część druga „ Rzymianin w Stanach” opowiada o wielkiej miłości bohatera do podróży. Słabo znając angielski Luca wyrusza ze swoim najlepszym kumplem na spotkanie wielkiej przygody- USA. Poznaje tam tak odmienną od włoskiej kulturę amerykańską, zdobywa nowych przyjaciół i zwiedza. Cały kraj za wszelką cenę.
Część trzecia „Amerykanka w Rzymie” to wzruszająca i przezabawna opowieść o spotkaniu autora z autorką książek, Elizabeth. Luca, początkowo dość negatywnie nastawiony do znajomej, która w ramach „wymiany” przyjeżdża do Włoch, platonicznie się w niej zakochuje praktycznie od pierwszego wrażenia. Początkowe obawy związane ze złym wyobrażeniem, szybko przeradzają się w prawdziwą przyjaźń. Nie wyobrażacie sobie, ile wspólnego mogą mieć dwie zupełnie sobie obce osoby wiodące całkowicie inne życie, żyjące na dwóch końcach świata. Oprócz miłości do jedzenia i piłki nożnej łączy ich fascynacja muzyką i ciekawość świata.
Każdego, kto ma zły humor, książka „Masz przyjaciela” nastawi do świata bardzo pozytywnie. Optymistom polecam książkę na słoneczne popołudnie, albo wieczór z herbatą i czymś słodkim. Słowem- książka dla każdego. Dla miłośników jedzenia, podróży, dla tych, którzy chcą przyjemnie spędzić czas na lekturze naprawdę dobrej książki.

9/10

Luca Spaghetti, Masz przyjaciela, Rebis, 2011

sobota, 12 lutego 2011

Dan Chaon Czekaj na odpowiedź - I gdzie jest odpowiedź?

„Obok, na siedzeniu, między nim a ojcem, w styropianowej turystycznej lodówce o pojemności ośmiu kwart na warstwie lodu spoczywa odcięta dłoń Ryana…”
Po takim początku książki, wiedząc, że ma to być thriller psychologiczny, miałam nadzieję, że pochłonę powieść Dana Chaona jednym tchem…



„Czekaj na odpowiedź” to przeplatanka losów sześciu osób. Poznajemy Milesa, który wyjeżdża na poszukiwanie swojego brata bliźniaka Haydena. Bohater, choć chciał odciąć się od przeszłości i zacząć od nowa, wyrusza w podróż, ponieważ coś mówi mu, że musi odnaleźć ukochanego brata, który zniknął wiele lat temu, bo uważał, że jego bliskim i jemu grozi niebezpieczeństwo. Dość szybko dowiadujemy się, że Hayden cierpi na schizofrenię i najprawdopodobniej stąd jego ucieczka.

Równocześnie mamy okazję zapoznać się z losami Lucy, która ucieka z rodzinnego miasteczka z ukochanym nauczycielem historii, Georgeem. Nastolatka, choć zdolna, nie dostała się na wymarzone studia. Nie chcąc utknąć na całe życie w małej mieścinie ze swoją niezbyt interesującą siostrą, wyjeżdża w nieznane. Wbrew swoim oczekiwaniom, zamiast zamieszkać w domku pod miastem, Lucy i George zmuszeni są osiedlić się, przynajmniej na jakiś czas, na kompletnym odludziu.

Trzeci wątek to losy Ryana, który świruje na punkcie bezpieczeństwa naszych danych w sieci. Poznajemy bohatera w momencie, gdy ojciec odwozi go do szpitala. Dlaczego? Właściwie na początku  nie wiadomo- wygląda na to, że ojciec zadarł nie z tym z kim trzeba, a odcięta dłoń syna ma sprawić, że zmądrzeje.

Książka byłaby naprawdę dobra, gdyby autor wiedział, co chce napisać. Mam jednak wrażenie, że kolejne rozdziały wymyślał na poczekaniu. Powieść to całkowity misz masz. Wielostronnicowe opisy psychozy Haydena i nudna podróż po Ameryce Milesa trochę mnie nużyły. A wątki wewnętrznego niepokoju Georgea i zgryzoty Lucy która cieszy się, że uciekła z domu, ale zastanawia się, co by było, gdyby nie było jej z ukochanym sprawiły, że z czytania książki miałam naprawdę małą przyjemność. Nasze dane wykradane przez wyspecjalizowanych hackerów też nie przyciągnęły mojej uwagi. Dan Chaon przeplata ze sobą losy bohaterów, ucinając kolejne rozdziały niczym scenarzyści „Mody na sukces”. Wystarczy chwila nieuwagi i całość danej historii traci sens.

Dan Chaon, opisywany jako młody i bardzo utalentowany pisarz, nie zrobił na mnie wrażenia. Wątki w książce są bardzo zagmatwane i wbrew opinii portalu Kirkus Reviews, czytelnikowi wcale nie chce się zaczynać książki od początku, gdy po raz setny straci wątek. Muszę im jednak przyznać, że książka, jak obiecano, robi zamęt w głowie. Powieść porównywana do filmów braci Coen (np.  „To nie jest kraj dla starych ludzi”), bardziej przypomina mi film „Czarny kot, biały kot”.

Książkę polecam osobom, które żyją według maksymy „wiem, że nic nie wiem”. One nie będą czuć się zawiedzione.


2/10

Dan Chaon, „Czekaj na odpowiedź”, Rebis, Poznań 2010


recenzja opublikowana na kobieta20.pl