Uwielbiam gotować. Smaki, zapachy, wygląd potraw. Odprężam się przy tym. Wiem też niestety, że nie posiadam dużej wiedzy, więc zawsze i chętnie czytam książki kucharskie. Ta książka, to zasługa mojego G. To on ją wypatrzył, ja w pierwszej chwili jej nie dostrzegłam. Oj, ale bym żałowała...
Książka podzielona jest na pięć głównych rozdziałów (potrawy smażone, potrawy pieczone, potrawy duszone, gulasze zapiekanki i potrawy z curry oraz potrawy grillowane), a także tabeli przeliczeń i informacji podstawowych. Dzięki tym dwóm ostatnim książka ma dodatkowego plusa. Informacje podstawowe wydają się być banalne, ale daleko im do takich. Przecież wybór odpowiednich składników, ich przechowywanie oraz przygotowanie mają duży wpływ na smak potrawy. W czasach hipermarketów coraz rzadziej zwracamy uwagę na wygląd mięsa. Bierzemy pierwszy pojemnik z brzegu i idziemy dalej. A to duży błąd. Po powrocie do domu wrzucamy wszystko do lodówki lub zamrażarki i problem z głowy. Czyżby? A może czegoś nie wiemy? Może warto się dowiedzieć?
Następnie otrzymamy informacje o terminologii używanej do opisu mięsa i dziczyzny (przyznam się, że w życiu nie zwróciłam na to uwagi), a także dużo, naprawdę dużo informacji z obrazkami (jak w encyklopedii dla dzieci) o rodzajach mięsa: od mielonego do koziny. Potem czekają nas informacje o tym, w jaki sposób przyrządzać różne kawałki mięsa. Nie wszystko bowiem nadaje się do każdej obróbki. Jeśli nie wiesz jak luzować udźce jagnięce albo jak oczyścić mostek i kotlety jagnięce to bez problemu to opanujesz.
Następna część to nacieranie i marynowanie. To tajemnica każdej pani domu. Tak dużo zależy od tego, jak przygotujemy dane mięso, czy natrzemy je w mieszance z kminku, oregano i chili, czy też poleży w greckiej marynacie pomidorowej z oregano.
Gdy już dowiemy się jak postępować z mięsem przed wsadzeniem do piekarnika lub rzuceniem na ruszt nadchodzi pora na przepisy... A tam czekają na nas piękne zdjęcia (duże całej potrawy oraz mniejsze ukazujące poszczególne kroki w kuchni) oraz same przepisy skrojone na medal. Przy każdej potrawie podano ilość porcji, czas przygotowania oraz czas przyrządzenia, a także dodano dodatkowe informacje o dodatkach lub trudnościach w przygotowaniu danego dania. Same przepisy są zwięzłe (co lubię) i napisane prostym językiem (u mnie wymagane). Z racji moich ograniczeń skupiłam się na przepisach na dania smażone i muszę powiedzieć, że chyba dam radę. Muszę dać radę bo na widok zdjęć ślinka mi cieknie, a nogi same wyrywają się do mięsnego.
Spodobał mi się również pomysł tabeli przeliczeń. Dzięki temu w łatwy sposób możemy sobie sprawdzić jak piec dane mięso mając piekarnik ze stopniami C, F czy nawet na gaz.
Jeśli jesteście mięsożerni i do tej pory nie odziedziczyliście jakiejś dobrej książki o mięsach to wydaje mi się, że ta może stać się Waszą przyjaciółką. Ja, jak zaznaczyłam na początku, jestem kompletną amatorką i mało jeszcze wiem, ale mam wrażenie, że książka jest bardzo dobrze przygotowana. Sama wiedza podstawowa jest na wagę złota.
Mięsa najlepsze potrawy i marynaty, Anneka Manning, Świat książki, 2012
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 grudnia 2012
środa, 11 kwietnia 2012
Dwaj łakomi Włosi Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo
Życie rodzinne we Włoszech nie wygląda już tak, jak kiedyś. Rodziny stały się mniej liczne i więcej matek podejmuje stałą pracę. W rezultacie rodzinne posiłki są krótsze i nie pozwalają już na długi odpoczynek. Do ich przygotowywania używa się półproduktów; mamy jednak nadzieję, że Włochy nigdy nie staną się ofiarą gotowych, mrożonych dań, tak popularnych w innych krajach. Kiedy obowiązki zawodowe zajmują kobietom coraz więcej czasu, coraz mniej z nich przekazuje kulinarną wiedzę swoim dzieciom. W rezultacie wiele młodych kobiet nie umie gotować (lub nie dba o to, by się tego nauczyć, o zgrozo!).
Dobrych książek kucharskich nigdy za wiele. Szczególnie takich, które są pisane z prawdziwą miłością i pasją, a nie dla zarobienia paru groszy. Dwaj łakomi Włosi autorstwa Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo jest właśnie taką perełką. Godne polecenia są nie tylko przepisy, ale również przepiękne zdjęcia wykonane przez Chrisa Terry.
Do rzeczy jednak.
Warto zacząć od interesującego wprowadzenia, z którego dowiemy się między innymi tego skąd autorzy książki się znają, dlaczego postanowili stworzyć książkę kucharską, o czym myśleli podczas przygotowywania pozycji, jak ich zdaniem zmienił się świat (fragment we wstępie). Ja dzięki wprowadzeniu doszłam do wniosku, że nie tylko Włochy się zmieniły. Polska również, ja też. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem bardziej celebrowano posiłki, wspólne jedzenie było czymś naturalnym. Dziś jem(y) w biegu, często poza domem, na wspólnych posiłkach spotykamy się od święta (nawet z najbliższą rodziną). Czas to zmienić. Może dania, które tu znajdziecie Wam w tym pomogą?
Czego możemy spróbować? Autorzy przygotowali dla czytelników sześć rozdziałów, a w każdym z nich coś, przemówi do nas przez żołądek do serca. Jesteście spragnieni przystawek? Takich prawdziwych, które przygotowują nas na pyszny obiad, a nie zapychają jeszcze przed głównym daniem... Jeśli tak, to może skusicie się na pieczone roladki z cukinii, sałatkę z prawdziwków, kasztany w maśle lub sałatkę z mozzarellą i pomidorami? Na pierwsze danie proponuję krem z pokrzywy, świeży makaron wstążki z białym winem i grzybami albo makaron linguine z małżami i krewetkami. Na danie główne barwenę w pomidorach, grillowany tuńczyk w smakowitej kruszonce lub kurczak z karczochami, cebulą, ziemniakami i rozmarynem. Miłośnikom sałatek i surówek polecam gulasz z papryki, pomidorów i cebuli, słupki z cukinii smażone w głębokim oleju oraz młode cebulki w słodko-kwaśnym sosie z octu balsamicznego (ja też inaczej sobie wyobrażałam sałatki i surówki). Pora na deser. Może ciasto karmelowo-pomarańczone, jabłka i truskawki z serem lub tyrolski strudel jabłkowy? Na koniec przekąski, bo przecież nie codziennie mamy czas na gotowanie wielkiego obiadu. Co powiecie na prawdziwą pizzę neapolitańską?
Na samą myśl o tych potrawach aż ślinka cieknie. Dzięki pięknym zdjęciom podczas wertowania książki czułam burczenie w brzuchu i gdybym tylko miała odpowiednie miejsce i środki od razu poleciałabym do sklepu po odpowiednie, naturalne, włoskie składniki. Nie wszystkie przepisy w książce są typu "makaron z małżami i krewetkami". Znajdziemy też tutaj dania dla statystycznego Kowalskiego, choćby kliseczki z kurczaka, omlet z bazylią, zupę z wiosennych warzyw i wieprzowiny. Dla smakoszy też coś się znajdzie. Jeśli ktoś ma ochotę na królika w marynacie z cytrusów czy koźlę w sosie jajeczno- cytrynowym to też nie będzie zawiedziony.
Niezależnie od naszych preferencji, zasobności portfela czy wyposażenia kuchni każdy, kto lubi kuchnię włoską będzie zachwycony. Nie tylko mnogością i różnorodnością przepisów lecz też sposobem ich przedstawienia. Czytając je miałam wrażenie, że dostałam maila od przyjaciółki albo dzwoni do mnie mama dyktując z miłością po kolei wszystkie czynności. Dwaj łakomi Włosi to książka interesująca, ciepła, pełna pasji i zaangażowania. Zajmie jedno z najlepszych miejsc w mojej przyszłej kuchni. Obiecuję.
10/10
Dwaj łakomi Włosi, Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo, Muza, 2012
Recenzja opublikowana na stronie kobieta20.pl
Etykiety:
10/10,
2012,
Antonio Carluccio,
blof,
blog,
Dwaj łakomi Włosi,
Gennaro Contaldo,
gotowanie,
książka kucharska,
kuchnia,
Muza,
opinia,
przepisy,
recenzja
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Prosto i presto. Włoska kuchnia dla żyjących w biegu Anna Lucci
Dorota Wellman ma całkowitą rację. Kuchnia włoska to kuchnia smaczna i nieskomplikowana. Taka też jest książka Pani Anny Lucci. Piękna, kolorowa z łatwymi przepisami dla wszystkich, którzy kochają dobrze jeść, a nie chcą lub nie mogą spędzić w kuchni kilku godzin.Prosto i pysznie. Dlatego kocham kuchnię włoską. Przychodzę do domu i w 30 minut mam na stole kulinarne skarby1.
"Prosto i presto. Włoska kuchnia dla żyjących w biegu" to 230 stron przepisów, przy czytaniu których ślinka cieknie. Znajdziemy w niej przepisy na przekąski (antipasti), zupy (minestre), makarony (pasta), ryż (riso), mięso (carne), ryby (pesci), jajka (uova), warzywa (verdure), sałatki (insalate), pizzę, sosny (salse) i desery (dessert).
Spaghetti z owocami morza
- 200g spaghetti
- opakowanie mrożonych owoców morza
- dwa ząbki czosnku, papryczka
- natka pietruszki
- oliwa extra vergine
- sól
Dodać rozmrożone owoce morza, lekko przesmażyć. Ugotować spaghetti, odcedzić. Na patelni wymieszać z sosem, posolić. Posypać posiekaną natką.
Czyż nie brzmi smacznie?
Czyż nie chce się jeść od samego patrzenia na te zdjęcia?
Oprócz wspaniałych przepisów, Anna Lucci serwuje nam też garść wiedzy, która może się przydać podczas przyrządzania włoskich posiłków. Przed rozpoczęciem każdego rozdziału możemy dowiedzieć się również kilku interesujących rzeczy o tym, co na nas czeka. Czy wiedzieliście, że najsłynniejszą włoską zupą jest minestrone, gęsta zupa z warzyw z dodatkiem ryżu lub makaronu, a wybór sosu do makaronu nie jest sprawą przypadkową?
Książka ma jeden minus. O wiele bardziej wolę ugotować sobie któryś ze znalezionych tu przepisów, niż się o nim rozpisywać. Ot tak po prostu. Prosto i presto. Bo o gotowaniu czasami lepiej nie mówić, tylko to robić. I ta książka jest świetnym tego przykładem. Nie pozostaje mi nic innego, jak zapewnić Was, że "Prosto i presto" powinno się znaleźć w Waszych biblioteczkach i kuchniach.
10/10
Prosto i presto, Włoska kuchnia dla żyjących w biegu, Anna Lucci, Lucci Editore, 2011
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce, Pani Annie Lucci
Dla ciekawych strona książki na FB
poniedziałek, 14 listopada 2011
Grzegorz Łapanowski Smakuje
I Ty bądź bohaterem w swojej kuchni.
„Przepis to tylko instrukcja. Najważniejsze, aby gotować z miłością”.
Rynek autorskich książek kucharskich dzieli się obecnie na dwie kategorie. Książek pisanych i wydawanych bo: jestem sławna, więc się sprzeda oraz tych pisanych z pasją przez ludzi, którzy mają pojęcie o sztuce gotowania. Nie jest ważne, czy książka ta zawiera przepisy na zupy, dania polskie, włoskie, japońskie. Ważne jest to, że jest rzetelna, interesująca i pisana z prawdziwej miłości do gotowania.
Po przeczytaniu książki Grzegorza Łapanowskiego „Smakuje” mam 99% pewności, że książka ta należy do kategorii drugiej. Książek dobrych, które przydadzą się nie tylko, gdy nie będziemy wiedzieć, jak zrobić zupę pomidorową, ale także zwyczajnie do czytania.
„Najbardziej niezwykłe jest to, że kuchnia nie zna granic”. Grzegorz Łapanowski ma całkowitą rację. Także, gdy mówi o tym, że „na kuchnię nie ma monopolu- gotować może każdy”. Ważne, żeby gotować z uczuciem.
Grzegorz Łapanowski bardzo dużą rolę przywiązuje do składników. Przyznaję mu całkowitą rację, jednak muszę się przyznać, że sama na tym polu grzeszę często wybierając produkty tańsze kosztem jakości. Autor stara się przekazać czytelnikowi jak ważne jest to, co wkłada później do garnka. Nie tylko dla smaku, ale też zdrowia i gospodarki. Bo kto będzie hodował piękne i dorodne malinówki, jeśli większość kupuje tanie pomidory w hipermarkecie? Jaką będziemy mieć szansę za kilka lat na dobrą wędlinę skoro kupujemy cokolwiek byle taniej? To wszystko niestety prawda. Pytanie tylko, co kupi statystyczny Polak z najniższą krajową w kieszeni, mając do wyboru kg pomidorów za 3 i 8 zł? Te tańsze. Łapanowski przekonuje, że jeśli zaczniemy wybierać produkty polskie, tradycyjne, regionalne, ekologiczne, to w końcu rynek zacznie odbierać nasze sygnały i się zmieni. Ja proponuję na początek podwyższenie pensji. Wtedy, obiecuję, będę kupowała tylko to, co najlepsze. Ale nie zmienia to faktu, że z autorem, co do wyższości produktów dobrej jakości, zgadzam się w 100%.
Po wstępnie dotyczącym zakupów możemy przejść dalej. Dochodzimy do indeksu produktów i terminów kulinarnych. Najpierw się z tego śmiałam. A później dowiedziałam się, czarny bez, akacja, goździk i hibiskus to kwiaty jadalne, że istnieje 30 odmian mięty, co to są stynki oraz, że szparagi dostępne są także w październiku i listopadzie (byłam pewna, że tylko od maja do czerwca). Tak więc nawet z takiego indeksu i tablicy sezonowości można się czegoś nauczyć.
Jedzenie.
Co jeszcze znajdziemy w książce?
„Smakuje” podzielona jest na 14 rozdziałów:
- Chleb- „dzieło sztuki, produkt magiczny i symboliczny”. Dowiemy się tutaj o rodzajach chleba, zakwasu, poznamy tajemnice wyrobu czegoś, co jemy codziennie. Do tego kilka bardzo interesujących przepisów, które wypróbuję, jak tylko będę miała taką możliwość. Czekają na nas przepisy na pizzę, chleb, podpłomyki, grissini,
- Tłuszcze- „fundament, nośnik smaku”. Tu nauczymy się, jak zrobić masło klarowane, masło z koprem włoskim, czy config z gęsiny.
- Sery. Jeśli wreszcie chcesz się nauczyć robić własny ser, ten rozdział jest dla Ciebie (ja sztukę robienia sera białego mam opanowaną). Polskie fondue, carpese pl, czy kozi ser z burakami są w zasięgu Twojej ręki.
- Jaja. Chociaż wydaje się, że jakie jajko jest każdy widzi, nie jest to takie łatwe. Podobno na ten temat można napisać osobną książkę. Gdy dowiemy się co nie co o jajach, będziemy mogli spróbować zrobić jajecznicę z grzybami i grzankami, omlet japoński, czy domowy majonez.
- Zupy. Tutaj czekają na nas przepisy między innymi na krem z topinambura, wywar rybny, czy chłodnik ekspresowy.
- Makarony. Serowa pasta z szynką, orzechami i szpinakiem pieczona w gniazdku? A może razowe penne?
- Drób. „Kurczę pieczone… smażone, duszone, wyluzowane, faszerowane lub mielone”. Macie ochotę na skrzydełka w miodzie?
- Wieprzowina. „To nie jest rozdział dla wegetarian. Z całym szacunkiem”
- Wołowina. Tatar z serem pleśniowym, medaliony wołowe, korzenne ogony wołowe. To wszystko dla tych, którzy kochają wołowinę.
- Jagnięcina. Jak w każdym rozdziale trochę historii, teorii lub wspomnień i luźnych przemyśleń, a potem… przepisy na pieczony udziec z winogronami lub comber z grilla.
- Ryby. A tutaj korzenny śledź z cebulą i jabłkami, karp z pieca, czy parzony pstrąg.
Rozdziały o warzywach, kaszach i owocach również w książce „Smakuje” znajdziemy.
Czytając miałam wrażenie, że autor wybrał przepisy i produkty tak, aby nasza dieta była zbilansowana. Tłustą kaczkę możemy połączyć ze zdrową kaszą i warzywami, a drób z makaronem.
Wprawdzie nie wszystkie przepisy przypadły mi do gustu, choćby te z wołowiny za którą nie przepadam, albo z kaszy, ale część z nich na pewno kiedyś wypróbuję.
To, co cenię w książkach kucharskich, to obecność autora duchem i ciałem. Przepisy nie są dla mnie najważniejsze. Równie ważne jest to, co autor może i chce mi powiedzieć. A Grzegorz Łapanowski ma do powiedzenia naprawdę wiele. Między przepisami znajdziemy ciekawe przemyślenia, trochę teorii i historii. Tak naprawdę to nie wiem, czy jego zapiski są dodatkiem do przepisów, czy też przepisy uzupełniają historię, którą autor chciał nam przekazać. Tak czy siak, jestem zadowolona. Opowiadania zaostrzają apetyt (przez kilka dni myślałam o świeżym chlebie prosto z pieca), a przepiękne zdjęcia sprawiają, że ślinka cieknie.
Jeśli oprócz przepisów ważne jest dla Ciebie jeszcze to „coś”, to możesz ze spokojnym sumieniem nabyć tę książkę. Będziesz zadowolona.
Ja polecam.
08/10
Grzegorz Łapanowski, Smakuje, G+J, 2011
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)