Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 grudnia 2012

Jeszcze jeden dzień Fabio Volo

Zawsze dzieliłam romansidła na dwie kategorie: bzdurne romansidła godzące w inteligencję czytających i te w wersji soft, które nadają się na niedzielne przedpołudnie. Miłe i przyjemne, choć już na początku wiadomo, kto z kim za rękę opuści scenę na ostatniej stronie.

Zaczynając lekturę książki Fabio Volo wychodziłam z założenia, że będzie to miłe czytadło, w którym wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Zawiodłam się pozytywnie (można tak?). Okazało się bowiem, że Volo nie napisał romansidła lecz złożoną powieść obyczajową.

Książka zaczyna się tak, jak zaczyna się tysiące innych. Facet (Giacomo) jeżdżąc do pracy codziennie widuje pewną ładną kobietę (Michelę). Zawsze pragnie się do niej odezwać, ale nigdy tego nie robi. Boi się, ale ta nieznajoma staje się jego małą obsesją. Pewnego dnia to kobieta odzywa się do niego proponując kawę. W czasie spotkania Giacomo dowiaduje się, że to ich ostatnie spotkanie, ponieważ Michela dostała propozycję pracy w Nowym Jorku.
Giacomo nie potrafi przestać o niej myśleć. Za namową przyjaciółki postanawia za nią pojechać i spróbować z nią być. Okazuje się, że Michela miała nadzieję, że Giacomo do niej przyjedzie. Ona też czuła jakąś chemię, opisywała to codziennie w pamiętniku. Gdyby Giacomo do niej nie przyjechał Michela i tak wysłałaby mu swoje zapiski. Ale wtedy o związku nie byłoby już mowy.

Brzmi jak obyczajowe romansidło. Na początku też takim mi się wydawało. Później zaczęłam dostrzegać głębię głównego bohatera. Jeszcze jeden dzień nie jest opowieścią o miłości ale raczej o walce z samym sobą, z przeszłością. Każdy z bohaterów ma bowiem jakąś historię. Na ogół nie są to historie miłe i przyjemne. Czytając książkę dorastamy z bohaterami, dojrzewamy z nimi do podejmowania decyzji, patrzymy jak walczą ze swoimi słabościami. Coś w tym jest.

O dziwo bohaterowie nie są płytcy i schematyczni. Fabio Volo w ciekawy sposób wykreował swoich podopiecznych. Stworzył ich takimi… ludzkimi. Z problemami, słabościami, marzeniami. Spodobało mi się to. A książka w swojej prostocie (o dziwo) jest skomplikowana. Ma tylko jeden minus. Gdy próbuję ją opisać wychodzi mi jakiś banał, chociaż moim zdaniem banalna nie jest. Dziwne.

Jeszcze jeden dzień, Fabio Volo, Muza, 2012

Książka przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa 



środa, 11 kwietnia 2012

Dwaj łakomi Włosi Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo

Życie rodzinne we Włoszech nie wygląda już  tak, jak kiedyś. Rodziny stały się mniej liczne i więcej matek podejmuje stałą pracę. W rezultacie rodzinne posiłki są krótsze i nie pozwalają już na długi odpoczynek. Do ich przygotowywania używa się półproduktów; mamy jednak nadzieję, że Włochy nigdy nie staną się ofiarą gotowych, mrożonych dań, tak popularnych w innych krajach. Kiedy obowiązki zawodowe zajmują kobietom coraz więcej czasu, coraz mniej z nich przekazuje kulinarną wiedzę swoim dzieciom. W rezultacie wiele młodych kobiet nie umie gotować (lub nie dba o to, by się tego nauczyć,  o zgrozo!).

Dobrych książek kucharskich nigdy za wiele. Szczególnie takich, które są pisane z prawdziwą miłością i pasją, a nie dla zarobienia paru groszy. Dwaj łakomi Włosi autorstwa Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo jest właśnie taką perełką. Godne polecenia są nie tylko przepisy, ale również przepiękne zdjęcia wykonane przez Chrisa Terry.

Do rzeczy jednak.
Warto zacząć od interesującego wprowadzenia, z którego dowiemy się między innymi tego skąd autorzy książki się znają, dlaczego postanowili stworzyć książkę kucharską, o czym myśleli podczas przygotowywania pozycji, jak ich zdaniem zmienił się świat (fragment we wstępie). Ja dzięki wprowadzeniu doszłam do wniosku, że nie tylko Włochy się zmieniły. Polska również, ja też. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem bardziej celebrowano posiłki, wspólne jedzenie było czymś naturalnym. Dziś jem(y) w biegu, często poza domem, na wspólnych posiłkach spotykamy się od święta (nawet z najbliższą rodziną). Czas to zmienić. Może dania, które tu znajdziecie Wam w tym pomogą?

Czego możemy spróbować? Autorzy przygotowali dla czytelników sześć rozdziałów, a w każdym z nich coś, przemówi do nas przez żołądek do serca. Jesteście spragnieni przystawek? Takich prawdziwych, które przygotowują nas na pyszny obiad, a nie zapychają jeszcze przed głównym daniem... Jeśli tak, to może skusicie się na pieczone roladki z cukinii, sałatkę z prawdziwków, kasztany w maśle lub sałatkę z mozzarellą i pomidorami? Na pierwsze danie proponuję krem z pokrzywy, świeży makaron wstążki z białym winem i grzybami albo makaron linguine z małżami i krewetkami. Na danie główne barwenę w pomidorach, grillowany tuńczyk w smakowitej kruszonce lub kurczak z karczochami, cebulą, ziemniakami i rozmarynem. Miłośnikom sałatek i surówek polecam gulasz z papryki, pomidorów i cebuli, słupki z cukinii smażone w głębokim oleju oraz młode cebulki w słodko-kwaśnym sosie z octu balsamicznego (ja też inaczej sobie wyobrażałam sałatki i surówki). Pora na deser. Może ciasto karmelowo-pomarańczone, jabłka i truskawki z serem lub tyrolski strudel jabłkowy? Na koniec przekąski, bo przecież nie codziennie mamy czas na gotowanie wielkiego obiadu. Co powiecie na prawdziwą pizzę neapolitańską?

Na samą myśl o tych potrawach aż ślinka cieknie. Dzięki pięknym zdjęciom podczas wertowania książki czułam burczenie w brzuchu i gdybym tylko miała odpowiednie miejsce i środki od razu poleciałabym do sklepu po odpowiednie, naturalne, włoskie składniki. Nie wszystkie przepisy w książce są typu "makaron z małżami i krewetkami". Znajdziemy też tutaj dania dla statystycznego Kowalskiego, choćby kliseczki z kurczaka, omlet z bazylią, zupę z wiosennych warzyw i wieprzowiny. Dla smakoszy też coś się znajdzie. Jeśli ktoś ma ochotę na królika w marynacie z cytrusów czy koźlę w sosie jajeczno- cytrynowym to też nie będzie zawiedziony.

Niezależnie od naszych preferencji, zasobności portfela czy wyposażenia kuchni każdy, kto lubi kuchnię włoską będzie zachwycony. Nie tylko mnogością i różnorodnością przepisów lecz też sposobem ich przedstawienia. Czytając je miałam wrażenie, że dostałam maila od przyjaciółki albo dzwoni do mnie mama dyktując z miłością po kolei wszystkie czynności. Dwaj łakomi Włosi to książka interesująca, ciepła, pełna pasji i zaangażowania. Zajmie jedno z najlepszych miejsc w mojej przyszłej kuchni. Obiecuję.

10/10


Dwaj łakomi Włosi, Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo, Muza, 2012

Recenzja opublikowana na stronie kobieta20.pl

środa, 29 lutego 2012

Najlepsze dania Billa Bill Granger

„Najlepsze dania Billa” to druga książka kucharska australijskiego kucharza samouka, która ukazała się w Polsce.


Podobno, popularność zapewniły mu, jak informuje wydawca, „jego entuzjastyczne, radosne podejście do gotowania i doświadczenie życiowe”. Czy i jego przepisy są radosne, jak sam kucharz?

Zacznijmy od samej książki. Jest ona naprawdę pięknie wydana. W twardej okładce znajduje się 100 przepisów, a każdy z nich opatrzony jest świetnym zdjęciem danej potrawy. Książkę podzielono na 10 rozdziałów, w których każdy znajdzie coś dla siebie: śniadania, wypieki, zupy, sałatki, ryż makaron i pieczywo, kurczak, mięso, owoce morza, warzywa oraz desery.

Masz ochotę na śniadanie? Może skusisz się na naleśniki z jagodami, jogurtem i syropem klonowym. Wolisz coś innego? Proponuję jajka Benedykta z muffinami? Jestem pewna, że nigdy nie jedliście zapiekanej owsianki- może czas spróbować? Z przepisów na wypieki Billa Grangera proponuję tartę śliwkową, ciasto cytrynowe lub waniliowe ciasto francuskie. Z zup, jeśli zdjęcia odpowiadają temu, co możemy zobaczyć na talerzu po skorzystaniu z przepisu, proponuję tajemniczą tom yum, zupę rybną z chorizo oraz laksę. Jeśli nasz budżet na to pozwoli, możemy przygotować szafranowe risotto z homarami. Gdy z finansami u nas gorzej, skuśmy się na smażonego kurczaka, który na pierwszy rzut oka wygląda jak ten z kubełka w jednym z fast foodów.

W książce „Najlepsze dania Billa” znajdziemy zarówno łatwe przepisy (pieczone ziemniaki, rosół z makaronem i sałatkę grecką), jak i te trudniejsze i droższe w przygotowaniu: pieczony kurczak faszerowany kasztanami, tofu smażone po chińsku z chili i bazylią lub zupę pomidorową z sosem sambal z orzechów nerkowca i kokosowego. Niezależnie od tego co lubisz, ile możesz wydać na obiad i czy zapraszasz na kolację koleżankę czy też teściową- znajdziesz w tej książce coś, co ci się spodoba.

Na początku każdego rozdziału znajdziemy coś na kształt przedmowy. Przed rozdziałem o ryżu, makaronie i pieczywie czytamy:  „Powiedzmy sobie wprost, życie bez węglowodanów nie byłoby zbyt szczęśliwe. Żaden inny składnik nie jest w stanie dać nam tak dużo sił, a poza tym potrawy zawierające węglowodany przygotowuje się bardzo szybko. Paczka dobrej jakości makaronu, kilka farści ryżu arborio albo podgrzane w piekarniku chlebki pita dostarczają niezbędnych składników, w dodatku za niewielkie pieniądze. Pod warunkiem, że nie jest to risotto z homarami, bo wtedy tanio nie będzie …” Przed każdym przepisem również znajdziemy kilka słów od autora na temat danej potrawy.

W książce „Najlepsze dania Billa” znajdują się przepisy na potrawy dla osób z różną zasobnością portfela, odpowiednie zarówno na śniadanie z chłopakiem, jak i kolację z szefem. Dzięki różnorodności zamieszczonych przepisów zarówno mięsożerni, jak i wegetarianie znajdą coś dla siebie. W „Najlepszych daniach Billa” znajdziemy wiele przepisów na ciasta i desery, dzięki czemu nawet największy fan słodkości będzie szczęśliwy.

 08/10


Najlepsze dania Billa, Bill Granger, Muza, 2012

recenzja książki opublikowana na stronie dlalejdis.pl

sobota, 28 stycznia 2012

Pałac Północy Carlos Ruiz Zafon

Audiobooka "Pałac Północy" dostałam w prezencie z okazji wymiany. Najpierw bardzo długo nie mogłam się przemóc i zacząć słuchać, później nie miałam jakoś nastroju na napisanie recenzji książki. Dłużej jednak czekać nie mogłam, bo niedługo zapomnę jaką miałam na jej temat opinię ;)

1916 rok. Porucznik Peake w nieznanych czytelnikowi przyczyn przybywa do Kalkuty z dwoma noworodkami uciekając przed bliżej nieokreślonymi prześladowcami
"Jedynie pewność, że pozostało mu zaledwie kilka godzin życia, a może nawet mniej, dodawała mu sił, by nie poddawać się po tym, jak w trzewiach tego przeklętego miejsca opuścił kobietę, której przysiągł, iż będzie jej strzec choćby za cenę własnego życia." 
Próbując ocalić dzieci porucznik dociera do domu Aryami Bosé. Udaje mi się bezpiecznie dostarczyć dzieci do ich babki. Aryami wiedząc, że i tutaj grozi im niebezpieczeństwo postanawia je rozdzielić. Wiesza im na szyjach medaliki. Zatrzymuje wnuczkę, a wnuka oddaje do sierocińca. Wydawać by się mogło, że chłopiec jest bezpieczny, jednak dziwna wizyta pewnego jegomościa w sierocińcu w poszukiwaniu nowo narodzonych dzieci sprawia, że nie możemy być tego tacy pewni.

Kalkuta, rok 1932, sierociniec St. Patrick. Ben, wychowanek sierocińca oraz jego przyjaciele: Isobel, Ian, Roshan, Siraj, Michael i Seth już niedługo skończą 16 lat i będą musieli opuścić bezpieczną przystań St. Patrick. Dawno temu przyjaciele stworzyli tajemnicze stowarzyszenie Chowbar Society, którego siedzibą jest tytułowy Pałac Północy. Niedługo potem w sierocińcu zjawia się Aryami Bosé ze swoją wnuczką Sheere. Ben zafascynowany piękną dziewczyną zaprasza ją do siedziby stowarzyszenia. Aby mogła zostać pełnoprawnym członkiem musi opowiedzieć jakąś historię ze swojego życia. Opowiedziana historia sprawia, że przyjaciele postanawiają znaleźć budynki o których opowiada Sheere. W ten sposób zaczyna się dla nich gra na śmierć i życie... Wkrótce okazuje się, że Ben i Sheere to rodzeństwo, zaś Aryami to ich babka, która usiłuje przestrzec wszystkich przez zbliżającym się niebezpieczeństwem... Na jaw zaczyna wychodzić straszna tajemnica z dawnych lat. Ktoś usiłuje odnaleźć i zabić rodzeństwo. Wszyscy, którzy stają na drodze tajemniczej postaci bardzo tego żałują. Coś, co powinno zniechęcić przyjaciół do poszukiwań, mobilizuje ich tylko. Na ich drodze pojawiają się pociąg w ogniu, krzyk umierających dzieci, śmierć, strach oraz on... Kim "on" jest i co dokładnie wydarzyło się przed rokiem 1916?

Spotkałam się z wieloma głosami o książce Carlosa Zafona. Podobno jest płytka, monotonna, dziecinna. Nie dla mnie. Historia Bena i jego przyjaciół wciągnęła mnie bez reszty. Ponieważ książki słuchałam w drodze do pracy, aż chciało mi się wychodzić z domu. Książka, według mnie, jest bardzo ciekawa i wciągająca. Nie widzę w niej nic płytkiego i dziecinnego. Na uwagę w audiobooku zasługuje Piotr Fronczewski, który ma wspaniały głos i książka dzięki niemu wiele zyskuje, przede wszystkim tajemniczość.

Pałac Północy to moja pierwsza książka Carlosa Zafona. Nie wiem, czy kiedyś będę miała okazję sięgnąć po inne, ale tą jestem zachwycona. Bardzo długo słuchałam książki w błogiej nieświadomości, odkrywałam kolejne tajemnice z bohaterami książki. Jeśli ktoś nie jest uprzedzony do Zafona i nie miał jeszcze przyjemności spotkania z nim, polecam właśnie Pałac Północy

09/10
Pałac Północy, Carlos Ruiz Zafon, Muza, 2011
czyta: Piotr Fronczewski

niedziela, 13 listopada 2011

Łatwa kuchnia japońska, Emi Kazuko – poznajemy smaki Japonii

Kuchnia japońska to temat rzeka. Książek o tej tematyce jest wiele, jednak większości czegoś brakuje.
„Łatwa kuchnia japońska” ma dużą przewagę nad większością książek o kuchni japońskiej. Jej autorką jest Emi Kazuko, ceniona dziennikarka zajmująca się tematyką kulinarną. Jest więc dobrym człowiekiem w dobrym miejscu. Któż bowiem będzie wiedział więcej o kuchni japońskiej niż Japonka? A kto będzie potrafił lepiej opisać dane potrawy i zadbać o ich piękno na zdjęciach niż dziennikarka?
Od dawna wiadomo, że człowiek je oczami, zacznijmy więc od wyglądu książki. Łatwa kuchnia japońska jest wydana przepięknie. Na śliskim papierze, dużo bardzo ładnych zdjęć, bardzo dobrze zrobiony indeks. Zawsze przeglądając książki kucharskie sprawdzam jej walory estetyczne i tym razem się nie zawiodłam. Wystarczająco duży druk (autorka nie zapycha książki na siłę maczkiem, ale też nie jest to druk dla małych dzieci), zróżnicowana wielkość czcionki w zależności od stopnia ważności danych informacji. Dla mnie bomba.
Łatwa kuchnia japońska podzielona jest na trzy części: podstawy, przepisy oraz menu.
Z części „podstawy” dowiemy się o podstawowych technikach przyrządzania potraw, o tym, jakie składniki będą nam potrzebne, jakich sprzętów nie może zabraknąć w naszej kuchni, a także jak zrobić podstawowe dania takie, jak: ryż do sushi, dashi, zupę miso, marynowany imbir.
Część druga- przepisy podzielona jest na przystawki i przekąski, zupy, sushi i sashimi, dania główne, sałatki, ryż i makarony oraz desery.
W części menu znajdziemy przepisy na lunch z rodziną, przyjaciółmi, weekendowy, codzienny oraz obiady rodzinne, z przyjaciółmi, przyjęcie z drinkami- słowem wszystko, co może się przydać jeśli będziemy chcieli zabłysnąć kuchnią japońską.
Dodatkowym plusem książki, zwłaszcza dla laików jest to, że autorka prowadzi nas przez sekrety kuchni japońskiej za rączkę jak  małe dzieci. Nie zostawi nas samych na żadnym zakręcie, jej porady nie kończą się w połowie przepisu. Doprowadzi nas do mety. Tego możecie być pewni. Wprawdzie jeszcze nie miałam okazji spróbować  przepisów Emi Kazuko, ale jestem pewna, że te dania muszą się udać.
A co czeka nas w środku?
Macie ochotę na japońskie jedzenie w pracy? Nic prostszego. Autorka proponuje „pudełko z lunchem” a w nim: duszoną wieprzowinę z dynią, zieloną fasolkę szparagową z białym dressingiem, sałatkę owocową z galaretką imbirową, gotowany biały ryż oraz marynaty z miso.  Na „niespodziewaną” wizytę wpada wymagająca teściowa? Zaproponujmy jej: sashimi ze smażonego tuńczyka, terrine krewetkowo-jajeczne, sukiyaki, kapustę pak choi i małże w dressingu musztardowym, ryż gotowany z grzybami shimeji oraz smoczy owoc z galaretką żurawinową. Niektóre nazwy brzmią trochę dziwnie, prawda? Dla laika w kwestii kuchni japońskiej na początku to może być dużym problemem, ale po jakimś czasie wszystko zaczyna się rozjaśniać. W końcu polskie potrawy też zapewne napawają strachem niektórych obcokrajowców.
Zrobiłam Wam smaka? Sobie też.
 
Łatwa kuchnia japońska, Emi Kazuko,  Muza, 2011
 
recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Ekspresowe dania i drinki na spotkania, Olga Smile – idealnie w każdym calu

Uwielbiam książki kucharskie. Często ważniejsza od przepisów jest cała reszta: oprawa, atmosfera, podejście autora. Ciekawe przepisy to tylko połowa sukcesu.„Ekspresowe dania i drinki na spotkania” Olgi Smile to książka dla kobiet nowoczesnych, ciekawych świata, bawiących się gotowaniem.
Cóż powinniśmy wiedzieć o książce?
Przede wszystkim autorka zrobiła kawał naprawdę dobrej roboty. W książce znajdziemy świetne pomysły na imprezę zarówno z przyjaciółmi jak i pracodawcami. „Ekspresowe dania i drinki na spotkania” składają się z 6 działów: Zimne dania na spotkania w 60 minut, ciepłe dania na spotkania w 60 minut, zupy i chłodniki w 60 minut, dania w 120 minut, ekspresowe drinki i koktajle oraz poradnik ekspresowy Olgi Smile. W każdym z działów znajdziemy przepisy, które na się spodobają.
Moje ulubione przepisy z książki pani Olgi? Hmmm. Na 100% bliny z kwaśną śmietaną i łososiem, masło krewetkowe i zielone tartaletki szpinakowe. Dodatkowym atutem książki są przepięknie wykonane zdjęcia potraw. Co jeszcze zasługuje na uwagę?
„Ekspresowe dania i drinki na spotkania” to nie zwykła książka kucharka. To coś na kształt książek Nigelli Lawson. Autorka więcej miejsca poświęca swoim przemyśleniom niż przepisom, co mi się podoba, bo wtedy taką książkę kucharską możemy sobie zwyczajnie czytać. Same gołe przepisy możemy znaleźć przecież wszędzie. A  opowieści o gotowaniu już niestety nie. Sam fakt, że książka kucharska nie jest tylko i wyłącznie zbiorem przepisów ma dla mnie bardzo duże znaczenie.
 
Co może odstraszać?
Mam wrażenie, że zdjęcia autorki są trochę sztuczne, ustawione. Gdyby nie fakt, że widziałam naprawdę piękne, naturalne i zabawne zdjęcia autorów książek kucharskich pewnie bym tego nie zauważyła. Ponieważ jednak miałam okazję natknąć się takie fotki, bo oglądaniu których miałam ochotę przejść na drugą stronę książki i pomóc autorowi zlizywać czekoladę z łyżki, albo wytrzeć mu usta, zdjęcia idealnie perfekcyjnej Olgi Smile trochę mnie irytowały. Przecież gotowanie to również upaćkany stół, plama z pomidora na fartuszki, czy oblizana łyżka. Autorka natomiast na prawie każdym zdjęciu jest nienaturalnie uśmiechnięta, obie ręce ma zajęte potrawami, które dumnie prezentuje ubrana w czyste ciuszki z biżuterią. Uśmiechu czepiać się nie będę. Albo nazwisko autorki pasuje do niej idealnie i faktycznie pani Smile uśmiecha się naturalnie od ucha do ucha, albo tak jak ja ma taki odruch podczas robienia zdjęć. Natomiast ta idealność i perfekcyjność są strasznie nienaturalne i tą sztuczność widać i czuć. A tak bardzo chciałabym zobaczyć panią Olgę trochę upaćkaną.
Ogólnie książka bardzo na plus. Myślę, że nawet jeśli nie wykorzystamy wszystkich pomysłów na dania przedstawione w książce to przynajmniej poczytamy sobie wieczorami ciekawe teksty. Według mnie pozycja ta zasługuje na to, aby znaleźć się na półce każdej kochającej gotowanie osoby, niezależnie od tego, czy jest to facet czy dziewczyna.

Ekspresowe dania i drinki na spotkania, Olga Smile, Muza, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

sobota, 23 lipca 2011

Miłość buja nad Szkocją, Mccall Smith Alexander - (nie)Zwykłe życie …

Czyli o tym, czy Szkoci to ciekawy i interesujący naród, czy też taki, jaki znamy z kawałów o Szkotach.
Według The Times’a „książki McCall Smitha są jak gorące kakao w mroźny wieczór, jak ciepła bielizna na zimowe dni. Powinny być zapisywane przez lekarzy jako lek na zimową chandrę”. Czy faktycznie?

Wierni czytelnicy książek Smitha doczekali się trzeciego tomu serii „44 Scotland Street”. Życie bohaterów z którymi bardzo łatwo się zżyć zmieniło się ostatnimi czasy. Domenica wyjechała prowadzić badania na drugim końcu świata, Bruce postanowił przeprowadzić się do Londynu, Pat rozpoczęła studia, Matthew usiłuje sobie poradzić z dużą sumą pieniędzy. 

Brzmi trochę jak telenowela, prawda? Gdy przeczytałam pierwszy „rozdział” pod tytułem „Co zdarzyło się do tej pory” miałam mieszane uczucia. Po pierwsze nie byłam pewna, czy uda mi się zaprzyjaźnić z bohaterami książki skoro poznałam ich dopiero teraz, po drugie czułam się trochę jak nowa sąsiadka na przyjęciu starych przyjaciół. Czułam się sztucznie i obco, nie wiedziałam jak ustosunkować się do nowinek, które zaczęły mnie dosłownie torpedować z każdej strony.

Potem było o wiele lepiej. Szybko przyzwyczaiłam się do mieszkańców Scotland Street i choć nadal czułam, że jestem nowa, zaaklimatyzowałam się. Nie wiem dlaczego, ale ze wszystkich bohaterów najbardziej polubiłam Irene- kobietę, którą w rzeczywistości chyba bym zagryzła. Autor tak wspaniale stworzył Irene, że nie mogłam się oprzeć jej „urokowi”. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia dlaczego.

Tego, co zdążyło się w książce opowiadać nie będę. Po pierwsze zapewne pominęłabym najważniejsze, bo nadal od mnogości wątków i kolorytu postaci czuję się trochę zakręcona, po drugie wiem, że gdybym była wierną czytelniczką to za spoilery bym pogryzła, a gdybym zaczynała dopiero przygodę ze Smithem to niewiele by mi to dało.

Niemniej jednak książka wydaje się bardzo fajna. To takie połączenie sielanki z fraszką i odrobiną autoironii. Gdy czytałam o dylematach Matthew w sklepach z ubraniami miałam przed oczyma Szkota z kawału który przestał się jąkać gdy dowiedział się o cenach rozmów z Londynem. A Matthew? Nie wiedząc co zrobić z pieniędzmi kupował w sklepie wszystko, co wpadło mu w oko. Jak dla mnie, całkowicie zakręcone.

The Times miał rację, choć często tak dobre recenzje są mocno przesadzone. Książka idealnie nadaje się jako lekarstwo na chandrę. Radzę tylko nie popełniać mojego błędu i zaprzyjaźnić się z mieszkańcami Scotland Street zaczynając lekturę od tomu pierwszego.

07/10

Miłość buja nad Szkocją, Mccall Smith Alexander, Wydawnictwo MUZA, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

piątek, 29 kwietnia 2011

Daniela Silva, Uciekinier - Poszukując uciekiniera

Podobno miliony czytelników uznały Daniela Silvę za „najwybitniejszego przewodnika po niebezpiecznych siłach rządzących światem”. Czytając bardzo pochlebne opinie o autorze i jego poprzednich książkach, chciałam sprawdzić wszystko na własnej skórze.


Uciekinier” to były agent służb specjalnych, który uciekając przed zemstą Iwana Charkowa zamieszkał w Londynie. Grigorij Bułganow nie jest jednak zwykłym uciekinierem. Zamiast zaszyć się gdzieś i siedzieć cicho, udziela wywiadów i dobrze się bawi. Takiej postawy agenta się nie spodziewałam. Pasją Grigorija są szachy. W czasie drogi na kolejny turniej szachowy agent znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Wyjaśnienia tej sytuacji są dwa:  Bułganow był podwójnym agentem i zebrawszy potrzebne informacje uciekł do swojego kraju albo wpadł w ręce swojego dawnego wroga Charkowa. To wątek pierwszy, wydaje się, że poboczny. O wiele ciekawszym wydaje się być wątek drugi.

Gabriel Allon, agent izraelskiego wywiadu  w „poprzednim życiu” walcząc, pozostawił przy życiu jedną osobę. O jedną za dużo. W teraźniejszym razem ze swoją żoną Chiarą, również agentką, zaszył się w pięknym włoskim miasteczku i zajął się odnawianiem dzieł sztuki. Sielanka małżeństwa nie trwa jednak długo. Duchy przeszłości przypominają sobie o agencie, zmuszając go do kolejnej walki. Na śmierć i życie. Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie jedna obietnica.

Miałam nadzieję na naprawdę bardzo dobry kawałek literatury szpiegowskiej. Niestety, zawiodłam się. Bo chociaż sama treść książki wydaje się być naprawdę ciekawa, to styl pisania Daniela Silvy nie przemówił do mnie. Wątki, które można było opisać w kilku zdaniach wloką się niemiłosiernie, a części naprawdę ciekawe, zostały skrócone do minimum.

Osobiście uwielbiam książki szpiegowskie, thrillery, pozycje pełne dreszczyku. Nie nadajemy jednak z autorem na tych samych falach, czego bardzo żałuję. Chociaż brakowało mi w tej powieści wartkiej akcji i nie odczuwałam dreszczyku emocji, czytając o perypetiach agenta Mossadu, czasem czułam się wręcz zmęczona czytaniem, co zdarza mi się bardzo rzadko. Mam jednak wrażenie, że moje spotkanie z autorem zaczęło się od nieodpowiedniej pozycji lub w nieodpowiednim czasie. W końcu miliony czytelników nie mogą się mylić.



4/10

Daniela Silva, Uciekinier, Muza SA,  2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

piątek, 18 marca 2011

Haruki Murakami, 1Q84 - „Jeżeli w opowieści pojawi się pistolet to musi wystrzelić”

Za drugi tom książki 1Q84, której autorem jest Haruki Murakami zabrałam się z mieszanymi uczuciami. Nie czytałam tomu pierwszego, więc nie byłam pewna, czy odnajdę się w jego świecie.

Haruki Murakami, popularny, podobno najwybitniejszy japoński pisarz przenosi nas do świata bardzo dziwnego i skomplikowanego. Książka od samego początku była dla mine strasznie tajemnicza. Cały czas czułam, że czegoś nie wiem, nie jestem w temacie. Z drugiej strony, gdy autor raz po raz podkreśla rzeczy oczywiste, mam wrażenie, że nie wierzy on w moją inteligencję i zdolność kojarzenia.

Zagłębiając się bardzo powoli w rok 1Q84 czułam, nawet bez opisu tomu pierwszego, że główni bohaterowie powieści - perfekcyjna morderczyni Aomame, nauczyciel matematyki w wolnych chwilach piszący książkę- Tengo i gdzieś w oddali pojawiająca się autorka bestsellerowej książki Fukaeri znali się już wcześniej.

W swojej powieści Haruki Murakami przeplata ze sobą losy głównych bohaterów w taki sposób, że gdyby osobno wydać opowieść o Tengo i osobno o Aomame, ich historie nadal miałyby sens. Jak dowiadujemy praktycznie na początku tomu, główni bohaterowie znają się już z dzieciństwa. W wyniku dotyku, ich losy zostały ze sobą połączone na całe życie. Tengo i Aomame, chociaż zajęci swoimi „codziennymi” sprawami, coraz częściej o sobie myślą, coraz częściej ciągnie ich do siebie.

O czym właściwie opowiada 1Q84? To zależy. Z jednej strony jest to historia o zabójczyni, która dostaje od starszej pani swoje ostatnie zlecenie. Ma za zadanie zabić guru sekty kopulującego z młodymi dziewczynami.  Aomame, gdy ma okazję zabić swoją ofiarę, zaczyna mieć wątpliwości.  Dzięki swojemu „zleceniu” częściowo zaczyna rozumieć rzeczy, o których tak naprawdę  nie miała pojęcia…

Z drugiej to opowieść o Tengo, prawie zadowolonym ze swojego życia matematyku, który będąc ghostwriterem pomógł przy napisaniu książki „Powietrzna poczwarka” tym samy pakując się w nielada kłopoty…

O czym książka jest naprawdę?  O świecie realnym 1984 i o tym  nierealnym 1Q84, który wydaje się realniejszy o realnego. O dwóch księżycach, o powietrznej poczwarce, o little people. Kto nie przeczyta książki i tak nie zrozumie, bo 1Q84 to nie „Ogniem i mieczem”, które można opowiedzieć, a ktoś, kto nie czytał książki i tak będzie wiedział, co autor miał na myśli. Radzę jednak zacząć od tomu pierwszego, wtedy będzie łatwiej.

Treści książki nie warto tłumaczyć . Bo „Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył”

4/10

Haruki Murakami, 1Q84, tom II, wydawnictwo Muza, 2011