Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 kwietnia 2012

Dwaj łakomi Włosi Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo

Życie rodzinne we Włoszech nie wygląda już  tak, jak kiedyś. Rodziny stały się mniej liczne i więcej matek podejmuje stałą pracę. W rezultacie rodzinne posiłki są krótsze i nie pozwalają już na długi odpoczynek. Do ich przygotowywania używa się półproduktów; mamy jednak nadzieję, że Włochy nigdy nie staną się ofiarą gotowych, mrożonych dań, tak popularnych w innych krajach. Kiedy obowiązki zawodowe zajmują kobietom coraz więcej czasu, coraz mniej z nich przekazuje kulinarną wiedzę swoim dzieciom. W rezultacie wiele młodych kobiet nie umie gotować (lub nie dba o to, by się tego nauczyć,  o zgrozo!).

Dobrych książek kucharskich nigdy za wiele. Szczególnie takich, które są pisane z prawdziwą miłością i pasją, a nie dla zarobienia paru groszy. Dwaj łakomi Włosi autorstwa Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo jest właśnie taką perełką. Godne polecenia są nie tylko przepisy, ale również przepiękne zdjęcia wykonane przez Chrisa Terry.

Do rzeczy jednak.
Warto zacząć od interesującego wprowadzenia, z którego dowiemy się między innymi tego skąd autorzy książki się znają, dlaczego postanowili stworzyć książkę kucharską, o czym myśleli podczas przygotowywania pozycji, jak ich zdaniem zmienił się świat (fragment we wstępie). Ja dzięki wprowadzeniu doszłam do wniosku, że nie tylko Włochy się zmieniły. Polska również, ja też. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem bardziej celebrowano posiłki, wspólne jedzenie było czymś naturalnym. Dziś jem(y) w biegu, często poza domem, na wspólnych posiłkach spotykamy się od święta (nawet z najbliższą rodziną). Czas to zmienić. Może dania, które tu znajdziecie Wam w tym pomogą?

Czego możemy spróbować? Autorzy przygotowali dla czytelników sześć rozdziałów, a w każdym z nich coś, przemówi do nas przez żołądek do serca. Jesteście spragnieni przystawek? Takich prawdziwych, które przygotowują nas na pyszny obiad, a nie zapychają jeszcze przed głównym daniem... Jeśli tak, to może skusicie się na pieczone roladki z cukinii, sałatkę z prawdziwków, kasztany w maśle lub sałatkę z mozzarellą i pomidorami? Na pierwsze danie proponuję krem z pokrzywy, świeży makaron wstążki z białym winem i grzybami albo makaron linguine z małżami i krewetkami. Na danie główne barwenę w pomidorach, grillowany tuńczyk w smakowitej kruszonce lub kurczak z karczochami, cebulą, ziemniakami i rozmarynem. Miłośnikom sałatek i surówek polecam gulasz z papryki, pomidorów i cebuli, słupki z cukinii smażone w głębokim oleju oraz młode cebulki w słodko-kwaśnym sosie z octu balsamicznego (ja też inaczej sobie wyobrażałam sałatki i surówki). Pora na deser. Może ciasto karmelowo-pomarańczone, jabłka i truskawki z serem lub tyrolski strudel jabłkowy? Na koniec przekąski, bo przecież nie codziennie mamy czas na gotowanie wielkiego obiadu. Co powiecie na prawdziwą pizzę neapolitańską?

Na samą myśl o tych potrawach aż ślinka cieknie. Dzięki pięknym zdjęciom podczas wertowania książki czułam burczenie w brzuchu i gdybym tylko miała odpowiednie miejsce i środki od razu poleciałabym do sklepu po odpowiednie, naturalne, włoskie składniki. Nie wszystkie przepisy w książce są typu "makaron z małżami i krewetkami". Znajdziemy też tutaj dania dla statystycznego Kowalskiego, choćby kliseczki z kurczaka, omlet z bazylią, zupę z wiosennych warzyw i wieprzowiny. Dla smakoszy też coś się znajdzie. Jeśli ktoś ma ochotę na królika w marynacie z cytrusów czy koźlę w sosie jajeczno- cytrynowym to też nie będzie zawiedziony.

Niezależnie od naszych preferencji, zasobności portfela czy wyposażenia kuchni każdy, kto lubi kuchnię włoską będzie zachwycony. Nie tylko mnogością i różnorodnością przepisów lecz też sposobem ich przedstawienia. Czytając je miałam wrażenie, że dostałam maila od przyjaciółki albo dzwoni do mnie mama dyktując z miłością po kolei wszystkie czynności. Dwaj łakomi Włosi to książka interesująca, ciepła, pełna pasji i zaangażowania. Zajmie jedno z najlepszych miejsc w mojej przyszłej kuchni. Obiecuję.

10/10


Dwaj łakomi Włosi, Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo, Muza, 2012

Recenzja opublikowana na stronie kobieta20.pl

poniedziałek, 14 listopada 2011

Grzegorz Łapanowski Smakuje


I Ty bądź bohaterem w swojej kuchni.

„Przepis to tylko instrukcja. Najważniejsze, aby gotować z miłością”.
Rynek autorskich książek kucharskich dzieli się obecnie na dwie kategorie. Książek pisanych i wydawanych bo: jestem sławna, więc się sprzeda oraz tych pisanych z pasją przez ludzi, którzy mają pojęcie o sztuce gotowania. Nie jest ważne, czy książka ta zawiera przepisy na zupy, dania polskie, włoskie, japońskie. Ważne jest to, że jest rzetelna, interesująca i pisana z prawdziwej miłości do gotowania.

Po przeczytaniu książki Grzegorza Łapanowskiego „Smakuje” mam 99% pewności, że książka ta należy do kategorii drugiej. Książek dobrych, które przydadzą się nie tylko, gdy nie będziemy wiedzieć, jak zrobić zupę pomidorową, ale także zwyczajnie do czytania.

„Najbardziej niezwykłe jest to, że kuchnia nie zna granic”. Grzegorz Łapanowski ma całkowitą rację. Także, gdy mówi o tym, że „na kuchnię nie ma monopolu- gotować może każdy”. Ważne, żeby gotować z uczuciem.

Grzegorz Łapanowski bardzo dużą rolę przywiązuje do składników. Przyznaję mu całkowitą rację, jednak muszę się przyznać, że sama na tym polu grzeszę często wybierając produkty tańsze kosztem jakości. Autor stara się przekazać czytelnikowi jak ważne jest to, co wkłada później do garnka. Nie tylko dla smaku, ale też zdrowia i gospodarki. Bo kto będzie hodował piękne i dorodne malinówki, jeśli większość kupuje tanie pomidory w hipermarkecie? Jaką będziemy mieć szansę za kilka lat na dobrą wędlinę skoro kupujemy cokolwiek byle taniej? To wszystko niestety prawda. Pytanie tylko, co kupi statystyczny Polak z najniższą krajową w kieszeni, mając do wyboru kg pomidorów za 3 i 8 zł? Te tańsze. Łapanowski przekonuje, że jeśli zaczniemy wybierać produkty polskie, tradycyjne, regionalne, ekologiczne, to w końcu rynek zacznie odbierać nasze sygnały i się zmieni. Ja proponuję na początek podwyższenie pensji. Wtedy, obiecuję, będę kupowała tylko to, co najlepsze. Ale nie zmienia to faktu, że z autorem, co do wyższości produktów dobrej jakości, zgadzam się w 100%.

Po wstępnie dotyczącym zakupów możemy przejść dalej. Dochodzimy do indeksu produktów i terminów kulinarnych. Najpierw się z tego śmiałam. A później dowiedziałam się, czarny bez, akacja, goździk i hibiskus to kwiaty jadalne, że istnieje 30 odmian mięty, co to są stynki oraz, że szparagi dostępne są także w październiku i listopadzie (byłam pewna, że tylko od maja do czerwca). Tak więc nawet z takiego indeksu  i tablicy sezonowości można się czegoś nauczyć.

Jedzenie.
Co jeszcze znajdziemy w książce?

„Smakuje” podzielona jest na 14 rozdziałów:
  • Chleb- „dzieło sztuki, produkt magiczny i symboliczny”. Dowiemy się tutaj o rodzajach chleba, zakwasu, poznamy tajemnice wyrobu czegoś, co jemy codziennie. Do tego kilka bardzo interesujących przepisów, które wypróbuję, jak tylko będę miała taką możliwość. Czekają na nas przepisy na pizzę, chleb, podpłomyki, grissini,
  • Tłuszcze- „fundament, nośnik smaku”. Tu nauczymy się, jak zrobić masło klarowane, masło z koprem włoskim, czy config z gęsiny.
  • Sery. Jeśli wreszcie chcesz się nauczyć robić własny ser, ten rozdział jest dla Ciebie (ja sztukę robienia sera białego mam opanowaną). Polskie fondue, carpese pl, czy kozi ser z burakami są w zasięgu Twojej ręki.
  • Jaja. Chociaż wydaje się, że jakie jajko jest każdy widzi, nie jest to takie łatwe. Podobno na ten temat można napisać osobną książkę. Gdy dowiemy się co nie co o jajach, będziemy mogli spróbować zrobić jajecznicę z grzybami i grzankami, omlet japoński, czy domowy majonez.
  • Zupy. Tutaj czekają na nas przepisy między innymi na krem z topinambura, wywar rybny, czy chłodnik ekspresowy.
  • Makarony. Serowa pasta z szynką, orzechami i szpinakiem pieczona w gniazdku? A może razowe penne?
  • Drób. „Kurczę pieczone… smażone, duszone, wyluzowane, faszerowane lub mielone”. Macie ochotę na skrzydełka w miodzie?
  • Wieprzowina. „To nie jest rozdział dla wegetarian. Z całym szacunkiem”
  • Wołowina. Tatar z serem pleśniowym, medaliony wołowe, korzenne ogony wołowe. To wszystko dla tych, którzy kochają wołowinę.
  • Jagnięcina. Jak w każdym rozdziale trochę historii, teorii lub wspomnień i luźnych przemyśleń, a potem… przepisy na pieczony udziec z winogronami lub comber z grilla.
  • Ryby. A tutaj korzenny śledź z cebulą i jabłkami, karp z pieca, czy parzony pstrąg.
Rozdziały o warzywach, kaszach i owocach również w książce „Smakuje” znajdziemy.

Czytając miałam wrażenie, że autor wybrał przepisy i produkty tak, aby nasza dieta była zbilansowana. Tłustą kaczkę możemy połączyć ze zdrową kaszą i warzywami, a drób z makaronem.
Wprawdzie nie wszystkie przepisy przypadły mi do gustu, choćby te z wołowiny za którą nie przepadam, albo z kaszy, ale część z nich na pewno kiedyś wypróbuję.

To, co cenię w książkach kucharskich, to obecność autora duchem i ciałem. Przepisy nie są dla mnie najważniejsze. Równie ważne jest to, co autor może i chce mi powiedzieć. A Grzegorz Łapanowski ma do powiedzenia naprawdę wiele. Między przepisami znajdziemy ciekawe przemyślenia, trochę teorii i historii. Tak naprawdę to nie wiem, czy jego zapiski są dodatkiem do przepisów, czy też przepisy uzupełniają historię, którą autor chciał nam przekazać. Tak czy siak, jestem zadowolona. Opowiadania zaostrzają apetyt (przez kilka dni myślałam o świeżym chlebie prosto z pieca), a przepiękne zdjęcia sprawiają, że ślinka cieknie.

Jeśli oprócz przepisów ważne jest dla Ciebie jeszcze to „coś”, to możesz ze spokojnym sumieniem nabyć tę książkę. Będziesz zadowolona.

Ja polecam.

08/10

Grzegorz Łapanowski, Smakuje, G+J, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

niedziela, 13 listopada 2011

Łatwa kuchnia japońska, Emi Kazuko – poznajemy smaki Japonii

Kuchnia japońska to temat rzeka. Książek o tej tematyce jest wiele, jednak większości czegoś brakuje.
„Łatwa kuchnia japońska” ma dużą przewagę nad większością książek o kuchni japońskiej. Jej autorką jest Emi Kazuko, ceniona dziennikarka zajmująca się tematyką kulinarną. Jest więc dobrym człowiekiem w dobrym miejscu. Któż bowiem będzie wiedział więcej o kuchni japońskiej niż Japonka? A kto będzie potrafił lepiej opisać dane potrawy i zadbać o ich piękno na zdjęciach niż dziennikarka?
Od dawna wiadomo, że człowiek je oczami, zacznijmy więc od wyglądu książki. Łatwa kuchnia japońska jest wydana przepięknie. Na śliskim papierze, dużo bardzo ładnych zdjęć, bardzo dobrze zrobiony indeks. Zawsze przeglądając książki kucharskie sprawdzam jej walory estetyczne i tym razem się nie zawiodłam. Wystarczająco duży druk (autorka nie zapycha książki na siłę maczkiem, ale też nie jest to druk dla małych dzieci), zróżnicowana wielkość czcionki w zależności od stopnia ważności danych informacji. Dla mnie bomba.
Łatwa kuchnia japońska podzielona jest na trzy części: podstawy, przepisy oraz menu.
Z części „podstawy” dowiemy się o podstawowych technikach przyrządzania potraw, o tym, jakie składniki będą nam potrzebne, jakich sprzętów nie może zabraknąć w naszej kuchni, a także jak zrobić podstawowe dania takie, jak: ryż do sushi, dashi, zupę miso, marynowany imbir.
Część druga- przepisy podzielona jest na przystawki i przekąski, zupy, sushi i sashimi, dania główne, sałatki, ryż i makarony oraz desery.
W części menu znajdziemy przepisy na lunch z rodziną, przyjaciółmi, weekendowy, codzienny oraz obiady rodzinne, z przyjaciółmi, przyjęcie z drinkami- słowem wszystko, co może się przydać jeśli będziemy chcieli zabłysnąć kuchnią japońską.
Dodatkowym plusem książki, zwłaszcza dla laików jest to, że autorka prowadzi nas przez sekrety kuchni japońskiej za rączkę jak  małe dzieci. Nie zostawi nas samych na żadnym zakręcie, jej porady nie kończą się w połowie przepisu. Doprowadzi nas do mety. Tego możecie być pewni. Wprawdzie jeszcze nie miałam okazji spróbować  przepisów Emi Kazuko, ale jestem pewna, że te dania muszą się udać.
A co czeka nas w środku?
Macie ochotę na japońskie jedzenie w pracy? Nic prostszego. Autorka proponuje „pudełko z lunchem” a w nim: duszoną wieprzowinę z dynią, zieloną fasolkę szparagową z białym dressingiem, sałatkę owocową z galaretką imbirową, gotowany biały ryż oraz marynaty z miso.  Na „niespodziewaną” wizytę wpada wymagająca teściowa? Zaproponujmy jej: sashimi ze smażonego tuńczyka, terrine krewetkowo-jajeczne, sukiyaki, kapustę pak choi i małże w dressingu musztardowym, ryż gotowany z grzybami shimeji oraz smoczy owoc z galaretką żurawinową. Niektóre nazwy brzmią trochę dziwnie, prawda? Dla laika w kwestii kuchni japońskiej na początku to może być dużym problemem, ale po jakimś czasie wszystko zaczyna się rozjaśniać. W końcu polskie potrawy też zapewne napawają strachem niektórych obcokrajowców.
Zrobiłam Wam smaka? Sobie też.
 
Łatwa kuchnia japońska, Emi Kazuko,  Muza, 2011
 
recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Kuchnia w kawalerce i apartamencie, Barbara i Piotr Adamczewski – single na równi z dużymi rodzinami

Czy wiedziałaś, że kuchnia singla i rodziny dwuosobowej diametralnie różni się od kuchni rodziny wieloosobowej?
Nie? Ja również nie zdawałam sobie z tego sprawy. Faktycznie czasami przydałby się inny garnek albo zostało mi trochę jedzenia, ale jakoś nie spędzało mi to snu z powiek. Tak naprawdę chyba dopiero po przeczytaniu książki Barbary i Piotra Adamczewskich „Kuchnia w kawalerce i apartamencie” zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dopóki mieszkałam w mieszkaniach studenckich nie miałam dla kogo gotować. Brałam pierwszy lepszy garnek z brzegu (czasem za duży, czasem zbyt mały) i wrzucałam cokolwiek, byle szybko. Nie brałam pod uwagę, że bezmyślne gotowanie to strata czasu( złe dobranie garnków wydłuża proces gotowania), pieniędzy(nie potrafiłam oszacować proporcji) i linii (jak zostało coś na dnie, to się przecież nie będzie marnować, prawda?)
Do tej pory nie miałam na przykład pojęcia, jakie dokładnie garnki powinna posiadać osoba, która gotuje głównie dla siebie, jak dobrać odpowiednie patelnie, które sprzęty są mi niezbędnie potrzebne, a bez których można spokojnie się obejść.
Wprawdzie książka „Kuchnia w kawalerce i apartamencie” nie zawiera osobistych przemyśleń kuchennych które bardzo lubię, ale naprawdę się cieszę, że będę ją miała w swojej biblioteczce bo jest bardzo ciekawa i pożyteczna.
„Kuchnia w kawalerce i apartamencie” nie licząc obszernego wstępu zawiera 5 rozdziałów: śniadania na dobry początek, po całym dniu, przy stole z przyjaciółmi, desery i odważni to lubią, a także dodatek o winach i dietach. W książce znajdziemy zróżnicowane przepisy wśród których każdy znajdzie coś dla siebie: jajecznica z grzankami i zupa pomidorowa dla studenta, jajka po wiedeńsku i udziec jagnięcy dla młodej businesswoman, placek ziemniaczany z wędzonym łososiem dla tych, którzy lubią tradycyjną kuchnię oraz puree kasztanowe do pieczonego mięsa dla lubiących eksperymenty kulinarne. Jak więc widać znajdziemy tu przepisy zarówno dla osób z ograniczonym budżetem, jak i dla tych, którzy mogą i lubią czasem zaszaleć.
W książce podoba mi się to, że przed każdym działem znajdziemy wprowadzenie ze wskazówkami oraz to, że nawet osoba które do tej pory potrafiła przypalić jajko na twardo odnajdzie się w jasno opisanych przepisach. Instrukcja gotowania naprawdę nie powinna nikomu, nawet osobom opornym, sprawić problemu. Wszystko jest opisane dokładnie i w przystępny sposób.
„Tradycyjne książki kucharskie przyzwyczaiły nas do przepisów, którymi wykarmić możemy całą rodzinę. Przygotowywane były w zasadzie dla biegłych w gotowaniu gospodyń domowych, dla których kuchnia nie miała żadnych tajemnic. „Kuchnia w kawalerce i apartamencie” prezentuje jednak zupełnie nowe podejście do sztuki kulinarnej. Udowadniamy, że w kuchni świetnie czuć się może, zarówno debiutant, jak i mistrz, singiel i para, podkreślając, że nowoczesna książka kucharska powinna nadążać za współczesnymi trendami. Pokazujemy, że w kuchni singla wcale nie musi dominować bylejakość czy doraźność, bo przygotowanie smacznego, zdrowego, a przy tym wykwintnego dania często jest bardzo proste i nie wymaga zbyt wiele czasu”.
Tę książkę mogę polecić każdemu ze spokojnym sumieniem. Będziecie zadowoleni. A jeśli należycie do osób, które dopiero zaczęły albo zaczną życie na własnym garnuszku powinniście być wniebowzięci dzięki radom autorki odnośnie początków we własnej kuchni.
 
Barbara Adamczewska, Piotr Adamczewski, Kuchnia w kawalerce i apartamencie, Latarnik, 2011
 
recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Ekspresowe dania i drinki na spotkania, Olga Smile – idealnie w każdym calu

Uwielbiam książki kucharskie. Często ważniejsza od przepisów jest cała reszta: oprawa, atmosfera, podejście autora. Ciekawe przepisy to tylko połowa sukcesu.„Ekspresowe dania i drinki na spotkania” Olgi Smile to książka dla kobiet nowoczesnych, ciekawych świata, bawiących się gotowaniem.
Cóż powinniśmy wiedzieć o książce?
Przede wszystkim autorka zrobiła kawał naprawdę dobrej roboty. W książce znajdziemy świetne pomysły na imprezę zarówno z przyjaciółmi jak i pracodawcami. „Ekspresowe dania i drinki na spotkania” składają się z 6 działów: Zimne dania na spotkania w 60 minut, ciepłe dania na spotkania w 60 minut, zupy i chłodniki w 60 minut, dania w 120 minut, ekspresowe drinki i koktajle oraz poradnik ekspresowy Olgi Smile. W każdym z działów znajdziemy przepisy, które na się spodobają.
Moje ulubione przepisy z książki pani Olgi? Hmmm. Na 100% bliny z kwaśną śmietaną i łososiem, masło krewetkowe i zielone tartaletki szpinakowe. Dodatkowym atutem książki są przepięknie wykonane zdjęcia potraw. Co jeszcze zasługuje na uwagę?
„Ekspresowe dania i drinki na spotkania” to nie zwykła książka kucharka. To coś na kształt książek Nigelli Lawson. Autorka więcej miejsca poświęca swoim przemyśleniom niż przepisom, co mi się podoba, bo wtedy taką książkę kucharską możemy sobie zwyczajnie czytać. Same gołe przepisy możemy znaleźć przecież wszędzie. A  opowieści o gotowaniu już niestety nie. Sam fakt, że książka kucharska nie jest tylko i wyłącznie zbiorem przepisów ma dla mnie bardzo duże znaczenie.
 
Co może odstraszać?
Mam wrażenie, że zdjęcia autorki są trochę sztuczne, ustawione. Gdyby nie fakt, że widziałam naprawdę piękne, naturalne i zabawne zdjęcia autorów książek kucharskich pewnie bym tego nie zauważyła. Ponieważ jednak miałam okazję natknąć się takie fotki, bo oglądaniu których miałam ochotę przejść na drugą stronę książki i pomóc autorowi zlizywać czekoladę z łyżki, albo wytrzeć mu usta, zdjęcia idealnie perfekcyjnej Olgi Smile trochę mnie irytowały. Przecież gotowanie to również upaćkany stół, plama z pomidora na fartuszki, czy oblizana łyżka. Autorka natomiast na prawie każdym zdjęciu jest nienaturalnie uśmiechnięta, obie ręce ma zajęte potrawami, które dumnie prezentuje ubrana w czyste ciuszki z biżuterią. Uśmiechu czepiać się nie będę. Albo nazwisko autorki pasuje do niej idealnie i faktycznie pani Smile uśmiecha się naturalnie od ucha do ucha, albo tak jak ja ma taki odruch podczas robienia zdjęć. Natomiast ta idealność i perfekcyjność są strasznie nienaturalne i tą sztuczność widać i czuć. A tak bardzo chciałabym zobaczyć panią Olgę trochę upaćkaną.
Ogólnie książka bardzo na plus. Myślę, że nawet jeśli nie wykorzystamy wszystkich pomysłów na dania przedstawione w książce to przynajmniej poczytamy sobie wieczorami ciekawe teksty. Według mnie pozycja ta zasługuje na to, aby znaleźć się na półce każdej kochającej gotowanie osoby, niezależnie od tego, czy jest to facet czy dziewczyna.

Ekspresowe dania i drinki na spotkania, Olga Smile, Muza, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Lucia Pantaleoni, Bruschetta i crostini grzanki po włosku – włoska fantacja w kuchni

Jeśli lubicie włoskie jedzenie, a w restauracji nie możecie się obyć bez włoskich przystawek- ta książka została napisana specjalnie dla was.Grzanki – przekąska idealna. Nadają się jako przystawka, podwieczorek, a nawet śniadanie. Grzanka w stylu włoskim? Jeszcze lepiej. Drogie miłośniczki dań włoskich, przedstawiam wam książkę „Bruschetta i crostini grzanki po włosku” Luci Pantaleoni.
Zanim zaczniecie przygotowywać te pyszne ciepłe kanapki, należy się zastanowić, czym różni się bruschetta od crostini. Bruschetta to grzanka „z chleba pieczonego na zakwasie, której podstawą jest pieczywo, posmarowane oliwą i roztartym czosnkiem”, do crostini używamy pieczywa białego.
Książka Luci Pantaleoni podzielona jest na cztery główne rozdziały: na kolację, przed telewizorem, ponadczasowe przysmaki oraz małe i smaczne. W każdym z nich mamy przepisy, dzięki którym na każdą porę dnia znajdziemy dla siebie coś wyjątkowego. Bardzo dużym atutem książki są fotografie wykonane i wystylizowane przez Bernarda Radvanera. Sprawiają, że nasze nogi same poniosą nas w okolice lodówki.
Do wyboru mamy przepisy mniej i bardziej wyszukane, więc każdy znajdzie coś na swoją kieszeń. W dodatku, dzięki odrobinie wyobraźni, z łatwością zastąpimy niektóre składniki tańszymi specjałami.
W poradniku znajdziemy, między innymi, przepisy na: crostini z kremem z karczochów i  pietruszką, crostini ze szpinakiem, boczkiem i szałwią, bruschettę z borowikami, bruschettę z wątróbką. Jeśli posiadamy w domu podstawowe przyprawy, oliwę z oliwek, czosnek i ser, tuńczyka, pomidory, gruszki, kiełbasę, oliwki albo mozarellę, bez problemu przyrządzimy jedną z pokazanych w książce grzanek.
Sięgnijcie po poradnik Luci Pantaleoni, aby przygotować przystawkę, której nie powstydzi się najlepsza restauracja, a także, jeśli marzy się nam impreza po której wszystkie koleżanki będą próbowały wyciągnąć od nas przepisy.
Bon Appétit

Lucia Pantaleoni, Bruschetta i crostini grzanki po włosku, RM, 2011

Annie Rigg, Dekorowanie ciast, ciasteczek i tortów – udekoruj ciasto. Sama!

Bardzo nie lubiłam książek kucharskich. Włożyć, zrobić, pokroić… Same polecenia, nakazy i zakazy, w dodatku w formie bezosobowej. Do niedawna jedynymi książkami kucharskimi, w których się zaczytywałam były pozycje Nigelli Lawson. Tylko Nigella przemawiała do czytelnika, jak do przyjaciółki, nie do klienta. Teraz znalazłam godną rywalkę Nigelli- Annie Rigg. Książka „Dekorowanie ciast, ciasteczek i tortów” to poradnik pełen pasji i wspaniałych pomysłów. Autorka zwraca się do czytelnika jak przyjaciółka, a nie wszystkowiedzący mentor. Prowadzi nas przez kręte meandry jednej z najtrudniejszych części pieczenia- dekorowania. Dzięki niej dowiadujemy się, krok po kroku, jak zaczarować nasze wypieki.  Zrobić i ozdobić wiosenne ciasteczka, marcepanowe serduszka, babeczki marchewkowe i bałwanki w szaliczkach. Nauczymy się kandyzować płatki róż, odpowiednio roztapiać czekoladę i robić płatki róży z masy cukrowej. Wydaje się niemożliwe, a jest dziecinnie łatwe. Oprócz przepisów na torty, ciasta i ciasteczka oraz sposobów dekorowania dowiemy się również, jak zrobić papierowe szpryce, w jakie końcówki rękawów cukierniczych powinnyśmy się zaopatrzyć, jak za pomocą specjalnych farbek stworzyć kolorowy lukier. Do dekorowania koniecznie możemy również użyć niezliczonej ilości posypek, brokatów, błyszczyków i kryształków, dzięki którym wypieki będą wyglądać lepiej, niż w cukierni.
Dodatkowym atutem książki są wspaniałe fotografie wykonane przez Kate Whitaker. Taka wizualizacja podsyca apetyt na stawienie czoła wypiekom.

Annie Rigg, Dekorowanie ciast, ciasteczek i tortów, RM, 2010

Przekąski na imprezę. Łatwiejsze niż myślisz, Abigail Brown, Tomás García, Michele Gomes

Czy marzą Ci się domowe imprezy, których przyjaciółki długo będą Ci zazdrościć? Jeśli tak, sięgnij po książkę „Przekąski na imprezę łatwiejsze niż myślisz”.Do niedawna wydawało mi się, że na imprezach nic nie zastąpi chipsów, kanapek i sałatek. Szybkie „dania” które łatwo zjeść bez specjalnych ceremonii. Okazuje się, że bardzo się myliłam. Dzięki autorom książki: Abigaile Brown, Tomasowi Garcia, Michele Gomes i Mellissie Webb dowiedziałam się, że idealnymi przekąskami na imprezę są również koreczki, tosty z bakłażanem,  bruschetty, fondue, jagnięcina, a nawet sushi.
W książce- poradniku „Przekąski na imprezę łatwiejsze niż myślisz” znajdziemy ponad 150 przepisów na dania idealne zarówno na wieczór z przyjaciółkami, jak i przyjęcie pokazowe dla przyszłej teściowej.
Czy wiedziałyście, że przygotowanie prawdziwego sushi jest banalnie proste? Też w to nie wierzyłam, a jednak.
Co dokładnie znajdziemy w książce? Poradnik podzielony jest na kilka rozdziałów: canapes, tapas, fondue i sushi. W każdym w rozdziałów dowiemy się czym są dane potrawy, czym się charakteryzują, jak je podawać, no i oczywiście jak je przygotować. Mamy tam dokładne instrukcje obsługi krok po kroku. Niezwykle rzadko pojawiają się książki kucharskie, dzięki którym nawet najbardziej oporny użytkownik kuchni jest w stanie przygotować prawdziwą ucztę.
Nadchodzi czas w życiu młodej kobiety, gdy zaczyna nam zależeć na oprawie spotkań z rodziną i przyjaciółmi.  Dorastamy, chcemy się wykazać, zaczyna nam zależeć na jakości tego, co jemy. Wtedy z pomocą może nam przyjść właśnie ta książka.
Poradnik ma jeden minus. Część składników z których przyrządzamy dania opisane w książce nie należy do produktów tanich. Po zastanowieniu i podliczeniu dochodzę jednak do wniosku, że kupno chipsów i dużej ilości niezdrowych przekąsek wyjdzie tak samo drogo jak kupno kawałka dobrej ryby. Od niedawna wychodzę z założenia, że lepiej mniej, a lepszej jakości jedzenia, niż więcej śmieciowego.
Smacznego i udanej imprezy

Abigail Brown, Tomás García, Michele Gomes, Przekąski na imprezę. Łatwiejsze niż myślisz. Canapés, tapas, fondue, sushi,  G+J, 2011

Wielka księga kucharska. Gotujemy w domu - Chuck Williams Kristine Kidd

Najlepszy przewodnik dla gotujących w domu?
Tak a nie inaczej Chuck Williams reklamuje swoją „Wielką księgę kucharską” na okładce. Czy faktycznie jest to najlepszy przewodnik dla gotujących w domu?

Jeśli nie najlepszy, to przynajmniej najobszerniejszy. Od dawna nie widziałam bowiem książki kucharskiej zapełnionej przepisami na 619 stronach. Bez zdjęć. Ostatni raz takie księgi, bo faktycznie można nazwać tę książkę księgą, widziałam u rodziców. Była to bardzo stara, i dobra, książka kucharska, z której gotowała  moja babcia, potem mama, a później ja stawiałam z nią moje pierwsze kroki w kuchni. Takie też miałam odczucia otwierając naprawdę imponującą pracę Chucka Williamsa i Kristine Kidd.

Czego możemy się spodziewać sięgając po tę książkę? Na 100%, jeśli nie jesteśmy w posiadaniu magicznych książek kucharskich przekazywanych z pokolenia na pokolenie, będziemy mieć coś wartościowego, co spokojnie będzie nam służyć wiele lat.

Jak pisałam, książka ma ponad 620 stron. Już spis treści mówi nam, że możemy spędzić w kuchni wiele miesięcy i gotować codziennie coś nowego. Autorzy przygotowali da czytelników prawdziwe vademecum gotowania.  W książce znalazło się miejsce na: podstawy gotowania, śniadanie i brunch, przystawki i pierwsze dania, sałatki, zupy i gulasze, dania z makaronu, pizze i kanapki, ryby i owoce morza, potrawy z drobiu, potrawy z mięs, ryż kasza i rośliny strączkowe, potrawy z warzyw, sosy salsy i dodatki, pieczywo drożdżowe, muffiny i spulchnione pieczywo, desery, ciasta i ciasteczka, tarty i placki, desery owocowe, cukierni i czekoladki, budynie musy i kremy oraz mrożone desery. Imponujące, prawda? Mnie, prawdę mówiąc, w pierwszej chwili zatkało. Przez kilka dobrych godzin przekopywałam się przez 1000 (słownie tysiąc) przepisów, aby porównać, choć częściowo, to co znalazłam tutaj z tymi przepisami, które pamiętam z książki w rodzinnym domu. Jestem wniebowzięta i nawet nie wiem, od czego zacząć.

Nieważne, czy macie ochotę na buraka ćwikłowego z cebulą i śmietaną, czy też na małże gotowane w oparach białego wina i czosnku. Może przyjść Wam ochota na placek czekoladowo- serowy albo wołowinę po burgundzku. Sorbet z zielonych jabłek? A może irlandzki gulasz jagnięcy? Bliny z kawiorek i pilaw miętowy również nie stanowią już wyzwania. To wszystko naprawdę tu jest. Przeglądając indeks potraw można dostać oczopląsu.

Przez chwilę wydawało mi się, że trzeba być przynajmniej w połowie tak dobrym w kuchni jak Julia Child aby brać się w praktyce za te przepisy. Na szczęście nie. Autorzy chętnie nauczą nas nawet jak się robi dipy albo chłodnik. Ponadto po lekturze „podstawy gotowania” każdy czytelnik będzie miał już całkiem niezłe pojęcie, teoretyczne, o gotowaniu. Chuck Williams i Kristine Kidd zadbali o to, abyśmy wiedzieli co powinno znaleźć się na naszym polu bitwy, jak posługiwać się nożem, jakie są podstawowe składniki, których nie powinno zabraknąć w naszej kuchni, jakie są podstawowe techniki gotowania. Dzięki nim dowiemy się też podstaw dotyczących gotowania różnych wywarów. Na bokach książki znajdziemy podpowiedzi dotyczące danych potraw, specyfiki ziół najczęściej goszczących w naszych kuchniach, niezbędnych przypraw, tego, w jakiej temperaturze piec dane mięso, a nawet podział mięs za pomocą obrazków (dokładnie jak w mojej rodzinnej księdze).

Ekspertem od gotowania nigdy nie byłam i nigdy zapewne nie będę. Wiem, że sama nie mam wielkiej wiedzy o gotowaniu, więc nie będę mędrkować o tym, czego w książce mogło zabraknąć. Jestem jednak pewna jednego. Znalazłam idealny prezent dla każdej dziewczyny rozpoczynającej nową drogę życia. Zamiast kompletu ręczników albo żelazka proponuję dawać takie jak ta książki kucharskie. Będą one pomocą (i być może przyjacielem) zarówno dla początkujących jak i średnio zaawansowanych w gotowaniu. 60 złotych, przy cenach cieniutkich książek kucharskich, to naprawę niewiele za kompendium wiedzy o gotowaniu.

Chuck Williams  Kristine Kidd, Wielka księga kucharska. Gotujemy w domu , Publicat, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 21 kwietnia 2011

Anthony Bourdain, Świat od kuchni. W poszukiwaniu posiłku doskonałego

Podtytuł książki („w poszukiwaniu posiłku doskonałego”), to idealne podsumowanie całości, która porwała mnie jak rwąca rzeka w fascynującą podróż po smakach, aromatach i kulturze.

Jedzenie, gotowanie, kuchnia. Ludzie kochają jeść. Programów kulinarnych, tak w Polsce, jak i za granicą, jest multum. Nikt jednak nie mówi o tym, co dzieje się poza kuchnią. Praktycznie żaden z kucharzy nie wychyla nosa poza własną kuchnię, aby sprawdzić skąd się bierze jedzenie, a przepisy przedstawiane w programach i książkach są wyrwane z kontekstu, nie mają swojej historii ani otoczki kulturowej. Anthony Bourdain w swojej książce Świat od kuchni” postanowił to zmienić. Podtytuł książki („w poszukiwaniu posiłku doskonałego”), to idealne podsumowanie całości, która porwała mnie jak rwąca rzeka w fascynującą podróż po smakach, aromatach i kulturze.

Kto interesuje się gotowaniem, temu nie trzeba przedstawiać autora. Outsider kuchni. Osoba, która wykrzyczała wszystkim w twarz swoje marzenia i nie boi się ich spełniać. Autor programu „Bez rezerwacji”. Kucharz z prawdziwego zdarzenia, bez garnituru i „ą”, „ę”.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jaką historię mają poszczególne potrawy? Jeśli nie, koniecznie sięgnijcie po „Świat od kuchni” i dowiedzcie się, jak wygląda gotowanie od kuchni w Japonii, Wietnamie, Rosji, Maroko, Meksyku, Anglii, Portugalii. Do każdego z tych miejsc Anthony Bourdain udał się w jakimś celu. Nie było to bezsensowne zwiedzanie kolejnych miast szlakami dla turystów, lecz prawdziwa kuchnia od kuchni. Dzięki niemu nasza wiedza poszerza się o tematykę doboru półproduktów, przygotowania, podawania i samego jedzenia, które nie jest mniej ważną czynnością od samego gotowania. Między wierszami możemy również wyczytać część przepisów, które później będą mogły zagościć na naszych stołach.

Anthony Bourdain jest zupełnym przeciwieństwem uśmiechniętego kucharza w białych, czystych ciuszkach, mizdrzącego się do kamery i pokazującego zygzaki na talerzu w programie kulinarnym w plenerze. On nie wstydzi się i nie boi się tego, że najpierw zwierzynę trzeba upolować, trochę się ubrudzić, spocić. Pokazuje to, co każda prawdziwa kucharka ma w swojej kuchni- artystyczny nieład. Anthony Bourdain to kucharz autentyczny. Być może właśnie za to uwielbiany i szanowany. Ma swój styl i nie boi się nowych wyzwań. To kucharz, którego ogląda się z prawdziwą przyjemnością.

Tylko w książce Bourdain’a możecie przeczytać o tym, skąd faktycznie bierze się jedzenie, które później ktoś nam serwuje w wykwintnej restauracji. Czy jagnięcina smakowałaby nam tak samo, gdybyśmy widzieli zarzynanie zwierzęta? Warto sprawdzić.




9/10

Anthony Bourdain, Świat od kuchni. W poszukiwaniu posiłku doskonałego, Carta Blanca, Warszawa 2011


recenzja zamieszczona na dlalejdis.pl