czwartek, 16 czerwca 2011

Sabina Berman, Dziewczyna która pływała z delfinami - Życie idioty to nie bułka z masłem*

W swoim życiu przeczytałam wiele książek, dobre, złe, wciągające jak rwąca rzeka i nudne jak flaki z olejem. Do tej pory nie czytałam jednak książki takiej, jak ta.



 
Opowieść, która miała być „ma miarę bestsellerowego Forresta Gumpa” jest tak samo dobra jak przygody Forresta, a może nawet lepsza.
„Dziewczyna, która pływała z delfinami” to debiut Sabiny Berman, meksykańskiej autorki scenariuszy.  Po przeczytaniu jej książki dochodzę do wniosku, że autorka wybrała zły zawód. Powinna zacząć pisać szybciej. O wiele szybciej.

Rzadko czytuję książki o osobach upośledzonych. Nigdy natomiast nie czytałam książki, której narratorem jest osoba z autyzmem. Podobno życie jest jak pudełko czekoladek. W przypadku Karen, głównej bohaterki książki, absolutnie się z tym zgadzam, z tym, że każdy dzień jest jak pudełko czekoladek.

Główna bohaterka, to zamknięta w sobie, zaniedbana autystyczna dziewczynka. Mieszka w piwnicy zamknięta przez swoją matkę. Dziecko „wychodzi na światło dzienne” dzięki ciotce Izabelle, która przyjeżdża do Mazatlan  aby przejąć swój spadek- fabrykę tuńczyków. Po przyjeździe oprócz interesu, o którym nie ma pojęcia, zastaje swoją siostrzenicę skrzętnie ukrywaną przed światem przez swoja zmarłą siostrę.

Życie z Karen nie należy do łatwych. Dziewczyna jest na poziomie przestraszonej małpki. Nie potrafi mówić, zachowuje się jak dzikus, śpi w piwnicy. Dzięki cierpliwości i determinacji ciotki dowiaduje się czym jest woda i mydło, a przede wszystkim, że dzięki słowom można się porozumiewać ze światem. Powoli poznaje poszczególne wyrazy, uczy się jeść, kąpać, korzystać z toalety. Chociaż autystyczna dziewczynka teoretycznie wie, jak przetrwać żyjąc w społeczeństwie, często zamyka się w sobie. Jej ulubionym towarzystwem są ryby. To wśród ryb, głęboko pod wodą Karen czuje się naprawdę wolna i szczęśliwa. Z biegiem czasu zaczyna chodzić do szkoły i, o dziwo, dostaje się na studia. Chociaż życie Karen jest nieskomplikowane, dosięgają ją kłopoty. Rodzinny interes zaczyna plajtować, a od decyzji Karen i Izabelle zależą losy wielu rodzin.

Dzięki dziwnym zbiegom okoliczności fascynacja Karen może stać się odpowiedzią na kłopoty rodzinne. Czy młoda kobieta, której choroba nie pozwala na swobodne życie wśród ludzi będzie potrafiła współpracować z obcym tajemniczym mężczyzną? Czy osoba upośledzona potrafi otworzyć intratny interes? Dlaczego życie wielu rodzin zależy od "głupka"? Tego wszystkiego dowiecie się czytając książkę „Dziewczyna, która pływała z delfinami”.

Książka Sabiny Berman jest jedyna w swoim rodzaju. Niewiele jest książek, o których nie potrafię za bardzo opowiedzieć. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy dana pozycja zrobi na mnie naprawdę piorunujące wrażenie. Mogłabym oczywiście streścić powieść, tylko po co?

Karen, chociaż jest upośledzona posiada kilka zalet: jest uczciwa, ma doskonałą pamięć, zmysł organizacji przestrzeni, w dziwnie prosty sposób pojmuje otaczający ją świat. Nie ma w niej pychy, zakłamania, obca jest jej zazdrość. Te wszystkie cechy sprawiają, że zaczynamy kochać Karen jak własną córkę.

Jeżeli na bezludną wyspę mogłabym zabrać określoną liczbę książek, ta na 100% znalazłaby się na liście.

Sabina Berman, Dziewczyna która pływała z delfinami, Znak, 2011

10/10

*Forrest Gump

Richard Paul Evans, Kolory tamtego lata - Amerykanie też potrafią kochać po włosku


Podobno miłość nie zna granic. Nie ważne, gdzie mieszkamy. Miłość może nas dopaść nawet na końcu świata. Czasem jednak trzeba zamieszkać na końcu świata, by spotkać osobę, która przeniosła się na koniec świata z tego samego miejsca co my.

„Przyjaciele Eliany mówili, że jej życie to bajka. […]Niestety, wymarzony dom okazał się jedynie piękną klatką, z której nie można uciec. Kiedy Eliana traci już nadzieję i wiarę w przyszłość, wtedy los stawia na jej drodze nieznajomego.” Po takim opisie książki byłam pewna, że trafiłam na lekkie romansidło. Na szczęście już podczas czytania pierwszych stron książki przekonałam się, że trafiłam na piękną historię, która z typowym wakacyjnym romansidłem ma mało wspólnego.

Głównymi bohaterami książki Richarda Paula Evansa pod tytułem „Kolory tamtego lata” są zmęczona życiem Eliana, wiecznie pracujący Maurizio i tajemniczy Ross Story.
Eliana, młoda Amerykanka zakochuje się we Włochu Maurizio i przeprowadza się do kraju, „którego język brzmi jak poezja, a jedzenie smakuje niczym dar niebios”. Życie wydaje jej się piękne tylko przez chwilę. Po krótkiej sielance okazuje się, że Bóg obdarzył ich chorowitym, wymagającym opieki dzieckiem, mężczyzna, który w Ameryce był 100% dżentelmenem nagle zaczyna traktować Elianę jak pomoc domową. Teściowa jej nie akceptuje, mąż ciągle zdradza. Świat, młodej jeszcze, kobiety z dnia na dzień staje się coraz bardziej bezbarwny. Jedyną jej radością jest malowanie obrazów i rozmowy z Anną, siostrą męża. Odcięta od świata i przyjaciół Eliana nie wierzy już w miłość. Do czasu.
Któregoś dnia do Włoch przeprowadza się tajemniczy mężczyzna, Ross Story. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wynajmuje mieszkanie w domu, w którym mieszkają samotne kobiety i chore dziecko. Z dnia na dzień Eliana i Ross stają się sobie bliscy…

Teoretycznie szybko powinni się w sobie zakochać, skonsumować nowy związek i żyć długo i szczęśliwie. Jednak, jak pisałam na początku, „Kolory tamtego lata” to nie płytkie romansidło. Nie jestem pewna, czy ta historia, tak, jak obiecuje autor, wydarzyła się naprawdę, ale mogę ręczyć własną ręką, że jest bardzo realistyczna.

Autor uwiódł mnie swoim stylem. Jest lekki i miły. Evans nie zanudza czytelnika długimi opisami, nie wymyśla historyjek rodem z Mody na sukces. Jego bohaterowie są realistyczni, posiadają głębię.

Książka, ogólnie rzecz biorąc, mnie zachwyciła. Dodatkowym jej plusem jest to, że akcja toczy się we Włoszech.  „Kolory tamtego lata” polecam nie tylko na wakacyjny wypad. Każdy, kto czasami kupuje książki, powinien dołożyć tę pozycję do swojej domowej biblioteczki

9/10

Richard Paul Evans, Kolory tamtego lata, Znak, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl


sobota, 28 maja 2011

Martyna Wojciechowska, Kobieta na krańcu świata 2 - Niezapomniana podróż przez Azję i Afrykę


Czy marzyłaś kiedyś o dalekich podróżach? Czy marzył Ci się koniec świata? Czasami marzenia się spełniają. Idealnym przykładem kobiety, która nie boi się zawędrować na kraniec świata Jest Martyna Wojciechowska.




W swojej najnowszej książce „Kobieta na krańcu świata 2” autorka zabiera czytelników w cudowną i fascynującą podróż do Azji i Afryki. Nie jest to jednak podróż dla samej podróży. Martyna Wojciechowska ma cel. Pokazać czytelnikom świat, jakiego nie znamy. Świat, gdzie rzeczy, na które nie zwracamy uwagi, tam są czymś nie do przejścia. Świat, w którym coś, co jest naturalne, dla nas jest dziwaczne i niezrozumiałe.

W Tajlandii Martyna spotyka Macieng, lokalną atrakcję turystyczną, choć dla bohaterki to, czym tak by się wyróżniała będąc na zachodzie, jest całkowicie naturalne. Macieng nosi 30 cm obrożę na bardzo długiej szyi. Dzięki temu czuje się wyjątkowa. Według tajlandzkich kanonów mody Macieng jest piękna.

W Etiopii poznajemy historię niewidomej czterdziestoletniej Mury Adaut, która dzięki dobremu sercu lekarzy ze szpitala Quiha w Mekele dostała szansę na przywrócenie dawno utraconego wzroku. Mura, tak jak półtora miliona mieszkańców Etiopii straciła wzrok z powodu katarakty, zaćmy, jaskry lub bielma. Jako jedna z niewielu, biorąc pod uwagę ilość niewidomych osób, otrzymała szansę na wyzdrowienie. Pacjenci czekający w okolicach szpitala na swoją kolej mają powypisywane numery flamastrami na czole. Nikt nie marudzi na kolejki, na brak miejsc, na odległość od szpitala. Ludzie są wdzięczni za otrzymaną szansę, bowiem w wielu przypadkach jest to ich jedyna szansa na utrzymanie się, a więc przeżycie.

„Kobieta na krańcu świata 2” to jednak nie zbiór smutnych opowieści. W książce przeczytamy historię Shirley Joubert, która została matką chrzestną hipopotama, będziemy mogli dowiedzieć się, jak wygląda życie najprawdziwszej gejszy, odwiedzimy Japonię, aby spotkać się z Watanabe Kanae- modelkę i kierowcę ciężarówki (tak, jednocześnie), która uważa należy do subkultury gyaru (subkultura, w której dziewczyny tapirują włosy, ubierają się jak lolitki, noszą korony i diademy- uważają się za księżniczki). W Indonezji spotkamy się z opiekunkami orangutanów, a w Tanzanii poznamy kapitan samolotu.

Oprócz naprawdę ciekawych historii w książce czekają na nas przepiękne fotografie. Martyna Wojciechowska stworzyła coś wspaniałego. Interesujący i wciągający dziennik podróży.
„ Druga seria Kobiety na krańcu świata była realizowana w Afryce i Azji. Etiopia wprowadziła autorkę w melancholijny nastrój i skłoniła do przemyśleń na temat braku sprawiedliwości na świecie, Borneo natomiast natychmiast przywróciło uśmiech za sprawą gromadki wesołych orangutanów, które- nie tylko w przenośni- weszły jej na głowę!”
Ten tekst to nie pusty chwyt marketingowy. Zresztą przekonajcie się o tym same.

8/10

Martyna Wojciechowska, Kobieta na krańcu świata 2, wydawnictwo G+J RBA, National Geographic, 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Być jak Grace Kelly

Skromność, talent, elegancja. Te trzy słowa mogą idealnie określić Grace Kelly, aktorkę i księżną Monako.
„Grace Kelly – niekwestionowany ideał piękna, gwiazda filmowa, księżna Monako. W ciągu zaledwie siedmiu lat zagrała w jedenastu filmach, robiąc zawrotną karierę i zachwycając świat talentem oraz urodą.”

Znajomość księżnej z biografem gwiazd, Donaldem Spoto, rozpoczęła się w 1975 roku. Spoto chciał przeprowadzić wywiad z Grace Kelly o jej rolach. Dzięki jakiejś niewyjaśnionej chemii krótki wywiad zamienił się w wieloletnią dozgonną przyjaźń. Gdy biograf chciał rozpocząć książkę za czasów przyjaźni z księżną, ta poprosiła go, aby zrobił to dopiero 25 lat po jej śmierci. Spoto swojej obietnicy dotrzymał.

W książce „Wyższe sfery. Życie Grace Kelly”,  autor opisuje życie młodej Grace, jej sukcesy i porażki, drogę na szczyt, miłość i śmierć. Komu wydaje się, że życie tej pięknej dziewczyny było pasmem sukcesów, jest w błędzie. Urodzona w bogatej rodzinie Grace, wcale nie miała „z górki”. Bogactwo jej ojca nie było wynikiem pochodzenia, lecz żyłki do interesów, przez co rodzina Kelly nie należała do śmietanki towarzyskiej Filadelfii. Grace nigdy nie była rozpieszczonym bachorem. W ich domu zawsze panował rygor, dziewczynka była ignorowana przez ojca. O wszystko, w tym o siebie,  musiała walczyć jak lwica.  Tylko dzięki swojemu uporowi, udało się jej wyrwać z domu, co nie oznacza, że rodzina przestała mieć na nią wpływ. O możliwość samodzielnego podejmowania decyzji księżna musiała walczyć bardzo długo. Miłości i akceptacji ze strony ojca nie udało się jej wywalczyć.

Dzięki swojej przyjaźni z księżną, Doland Spoto dotarł do informacji, o których marzyło zapewne wielu autorów książek. Grace Kelly nie miała przed nim tajemnic. Wiele lat znajomości zaowocowało naprawdę ciekawą biografią. Takich informacji, jak w książce „Wyższe sfery życia Grace Kelly”, nie znajdziemy w żadnej innej pozycji.

Książkę polecam zarówno miłośnikom biografii sław, jak i wszystkim, którzy interesują się filmem, bowiem w tej publikacji wątek Grace Kelly jako aktorki jest bardzo rozbudowany, a „partneruje” jej tam między innymi mistrz Alfred Hitchcock.

8/10

Donald Spoto, Wyższe sfery. Życie Grace Kelly, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

środa, 11 maja 2011

Beata Pawlikowska, Blondynka jaguar i tajemnica Majów - Z Blondynką w świecie Majów

Chyba każdy w Polsce kojarzy Beatę Pawlikowską. Jedni z telewizji, inni z radia, jeszcze inni w połączeniu z pewnym panem. Piękna, uśmiechnięta Blondynka, która zaprzecza całej teorii o kobietach z włosami blond. Piękna, mądra, nie bojąca się wyzwań. Kobieta, z którą można przemierzyć cały świat.


W swojej najnowszej książce „Blondynka, jaguar i tajemnica Majów” Beata Pawlikowska zabiera czytelników w fascynującą podróż po pięknej i niebezpiecznej Gwatemali. Razem z autorką będziemy mogli rozwikłać tajemnice świata Majów, dowiedzieć się, jak ciekawie może wyglądać podróż po tym odległym kraju, co niezwykłego możemy tam zobaczyć i jakie niebezpieczeństwa będą na nas czyhać.

„Blondynka, jaguar i tajemnica Majów” to swego rodzaju pamiętnik podzielony na rozdziały, przyozdobiony przepięknymi fotografiami. W każdym z rozdziałów czeka nas fascynująca opowieść. A to o kierowcach autobusów, którzy jeżdżą jak szaleni, a to o tajemniczym kogucie, który towarzyszy Pani Beacie przez praktycznie całą drogę. Dowiemy się mnóstwa rzeczy o tym, co łączy i dzieli nasze narody. Okazuje się, że mamy naprawdę bardzo wiele wspólnego. Osobom  poszukującym wielkich tajemnic polecam rozdział o Biblii Majów- jest o wiele ciekawsza od naszej i chyba lepiej oddaje ludzką i boską naturę.

Oprócz opowieści o niebezpiecznych, a zarazem fascynujących podróżach po kraju, kulturze, obrzędach, czeka nas po prostu bardzo przyjemna podróż palcem po mapie. Trudno opisać książkę podróżniczą, taką, jaką jest „Blondynka, jaguar i tajemnica Majów”. Autorka pisze trochę o tym, trochę o owym. Czułam się, jakbym czytała maile z podróży przyjaciółki. Nie jestem w stanie, w jednym zdaniu, napisać o czym jest książka Pani Beaty. Wiem natomiast jaka jest. To interesująca, wciągająca i przede wszystkim bardzo optymistyczna opowieść mądrej i wrażliwej kobiety nie tyle o podróży, co o życiu.

Książka ta, choć dla mnie to bardziej pamiętnik, to pomysł na wspaniały prezent. Nie tylko dla osób, które interesują się podróżami. Również dla pasjonatów fotografii, tych, którzy uwielbiają przygody, ludzi pogodnych i szczęśliwych.

7/10

Beata Pawlikowska, Blondynka, jaguar i tajemnica Majów, wydawnictwo G J RBA, National Geographic Warszawa 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

poniedziałek, 2 maja 2011

Luca Spaghetti, Masz przyjaciela - Przyjaciel potrzebny od zaraz



Czy wyobrażacie sobie, że macie znajomego, który nazywa się Łukasz Makaron? Dziwne nazwisko, prawda? Taki facet istnieje jednak naprawdę. Może nie ogólnie Makaron, ale Spaghetti. Luca Spaghetti. I o dziwo, facet istnieje naprawdę, nie jest tylko wymysłem Elizabeth Gilbert autorki książki „Jedz, módl się, kochaj”. 

Książka, której autorem jest wspomniany wyżej Luca Spaghetti to przepiękna i zabawna zarazem opowieść o przyjaźni, życiu i… jedzeniu, które w życiu Włochów jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze.  Książka „Masz przyjaciela” wciąga jak bagno. Porywa, jak rwąca rzeka.
Książka „Masz przyjaciela” podzielona jest na trzy części.
W pierwszej „Rzymie, nie bądź taki, pomóż” autor opowiada o swojej młodości, o początkowych kompleksach dotyczących nazwiska, które przypadło mu w spadku po przodkach. Znajdziemy tam przyjemną opowieść o chłopcu, którego miłością jest piłka nożna i jedzenie. Będziemy rosnąć i dojrzewać razem z głównym bohaterem ciesząc się z sukcesów jego ukochanej drużyny piłkarskiej.
Część druga „ Rzymianin w Stanach” opowiada o wielkiej miłości bohatera do podróży. Słabo znając angielski Luca wyrusza ze swoim najlepszym kumplem na spotkanie wielkiej przygody- USA. Poznaje tam tak odmienną od włoskiej kulturę amerykańską, zdobywa nowych przyjaciół i zwiedza. Cały kraj za wszelką cenę.
Część trzecia „Amerykanka w Rzymie” to wzruszająca i przezabawna opowieść o spotkaniu autora z autorką książek, Elizabeth. Luca, początkowo dość negatywnie nastawiony do znajomej, która w ramach „wymiany” przyjeżdża do Włoch, platonicznie się w niej zakochuje praktycznie od pierwszego wrażenia. Początkowe obawy związane ze złym wyobrażeniem, szybko przeradzają się w prawdziwą przyjaźń. Nie wyobrażacie sobie, ile wspólnego mogą mieć dwie zupełnie sobie obce osoby wiodące całkowicie inne życie, żyjące na dwóch końcach świata. Oprócz miłości do jedzenia i piłki nożnej łączy ich fascynacja muzyką i ciekawość świata.
Każdego, kto ma zły humor, książka „Masz przyjaciela” nastawi do świata bardzo pozytywnie. Optymistom polecam książkę na słoneczne popołudnie, albo wieczór z herbatą i czymś słodkim. Słowem- książka dla każdego. Dla miłośników jedzenia, podróży, dla tych, którzy chcą przyjemnie spędzić czas na lekturze naprawdę dobrej książki.

9/10

Luca Spaghetti, Masz przyjaciela, Rebis, 2011

niedziela, 1 maja 2011

Wampir z M-3, Andrzej Pilipiuk - Śladami PRL’owskich wampirów


„A więc twierdzicie, Obywatelu, że wampiry istnieją? Niby kraj socjalistyczny, ateizm w modzie, a tu taka wtopa. I jak się krzyżem odwijać? Jak wodą, tfu, święconą chlapać? A czosnek, tylko granulowany i z importu z bratniej Czechosłowacji!”   


„Wampir z M-3” miał być „powieścią obnażającą zmierzch zgniłego kapitalizmu”. Dla mnie to powieść obnażająca zakłamanie socjalizmu. Fakt faktem, wampiry nie istnieją, ale gdyby istniały w czasach PRL-u, to wyobrażam sobie ich bytowanie dokładnie tak, jak autor książki.
Andrzej Pilipiuk, z którego twórczością, trochę wstyd się przyznać, spotkałam się po raz pierwszy, bardzo szybko stał się jednym w moich ulubionych polskich autorów. Facet ma talent i wyobraźnię. Nie ma co zaprzeczać. Kto byłby w stanie, w dobie wielbicieli Zmierzchu i innych wyżelowanych wampirzych wymoczków, potrafi stworzyć wampiry chodzące do pracy, wyrabiające 100% normy, walczące o kartki i dewizy?

„Wampir z M-3” opowiada historię grupy „zimnych”. Jedną z nich jest Gosia Brona, uczennica liceum, kochająca Limahla. W powodu nieudanych wakacji, złych ocen i miłosnego odrzucenia dziewczyna postanawia się powiesić. Po jakimś czasie budzi się w rodzinnym grobowcu. Gdy „uszczęśliwiona” rodzina częstuje Gośkę śrutówką, nastolatka odkrywa, że coś z nią jest nie tak. Wkrótce odnajdują ją wampiry i tłumaczą powoli acz dosadnie, że jej dotychczasowe życie właśnie uległo wielkiej zmianie. Odtąd nie będzie musiała martwić się klasówkami, kartkami na mięso i chłodem. Dzięki pomocy Marka, Małgorzata znajduje ciepłe schronienie i przyjaciół. Myli się jednak ten, kto sądzi, że wampiry mają w czasach PRL spokojne życie. Nie dość, że muszą uciekać przed ZOMO i ubecją, to jeszcze czekają ich potyczki z tajnym oddziałem SB  „Z” jak zabobon (nie zaświaty).

W książce znajdziemy nie tylko wampiry ale również wilkołaki, mumie i inne stwory. Jeśli ktoś ma już serdecznie dość bohaterów Zmierzchu, to również znajdzie coś dla siebie.
Gdybym miała krótko scharakteryzować książkę Pilipiuka, powiedziałabym, że jest rzeczowa, zabawna, z nutką socjalistycznego podejścia do życia.  Najlepiej jednak książkę charakteryzuje poniższy cytat:
„Być wampirem w PRL to nie przelewki. W społeczeństwie bezklasowym trudno tytułować się hrabią. Płaszcz i smoking nosi albo kelner albo iluzjonista, a krew obywateli Rzeczpospolitej Ludowej ma posmak deficytu i reglamentacji.”

„Wampir z M-3” to pozycja dobra zarówno dla miłośników wampirów, jak i tych, którzy PRL wspominają z łezką w oku.



9/10





Wampir z M-3, Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

piątek, 29 kwietnia 2011

Daniela Silva, Uciekinier - Poszukując uciekiniera

Podobno miliony czytelników uznały Daniela Silvę za „najwybitniejszego przewodnika po niebezpiecznych siłach rządzących światem”. Czytając bardzo pochlebne opinie o autorze i jego poprzednich książkach, chciałam sprawdzić wszystko na własnej skórze.


„Uciekinier” to były agent służb specjalnych, który uciekając przed zemstą Iwana Charkowa zamieszkał w Londynie. Grigorij Bułganow nie jest jednak zwykłym uciekinierem. Zamiast zaszyć się gdzieś i siedzieć cicho, udziela wywiadów i dobrze się bawi. Takiej postawy agenta się nie spodziewałam. Pasją Grigorija są szachy. W czasie drogi na kolejny turniej szachowy agent znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Wyjaśnienia tej sytuacji są dwa:  Bułganow był podwójnym agentem i zebrawszy potrzebne informacje uciekł do swojego kraju albo wpadł w ręce swojego dawnego wroga Charkowa. To wątek pierwszy, wydaje się, że poboczny. O wiele ciekawszym wydaje się być wątek drugi.

Gabriel Allon, agent izraelskiego wywiadu  w „poprzednim życiu” walcząc, pozostawił przy życiu jedną osobę. O jedną za dużo. W teraźniejszym razem ze swoją żoną Chiarą, również agentką, zaszył się w pięknym włoskim miasteczku i zajął się odnawianiem dzieł sztuki. Sielanka małżeństwa nie trwa jednak długo. Duchy przeszłości przypominają sobie o agencie, zmuszając go do kolejnej walki. Na śmierć i życie. Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie jedna obietnica.

Miałam nadzieję na naprawdę bardzo dobry kawałek literatury szpiegowskiej. Niestety, zawiodłam się. Bo chociaż sama treść książki wydaje się być naprawdę ciekawa, to styl pisania Daniela Silvy nie przemówił do mnie. Wątki, które można było opisać w kilku zdaniach wloką się niemiłosiernie, a części naprawdę ciekawe, zostały skrócone do minimum.

Osobiście uwielbiam książki szpiegowskie, thrillery, pozycje pełne dreszczyku. Nie nadajemy jednak z autorem na tych samych falach, czego bardzo żałuję. Chociaż brakowało mi w tej powieści wartkiej akcji i nie odczuwałam dreszczyku emocji, czytając o perypetiach agenta Mossadu, czasem czułam się wręcz zmęczona czytaniem, co zdarza mi się bardzo rzadko. Mam jednak wrażenie, że moje spotkanie z autorem zaczęło się od nieodpowiedniej pozycji lub w nieodpowiednim czasie. W końcu miliony czytelników nie mogą się mylić.



4/10

Daniela Silva, Uciekinier, Muza SA,  2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

środa, 27 kwietnia 2011

Książkowe promocje i konkursy portalu kobieta20

Do 5 maja możecie kupić książkę "Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy Bin Ladena" z 25% rabatem. Szczegóły tutaj
Kto ma ochotę na tę interesującą pozycję, niech się śpieszy.

Do 5 maja możecie również brać udział w konkursie i wygrać książkę "inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze" ufundowanych przez internetowy sklep www.Merlin.pl 
Szczegóły tutaj 

Do 9 maja macie szansę zdobyć książkę pt. „Dzieło Dextera”. Szczegóły tutaj

czwartek, 21 kwietnia 2011

Anthony Bourdain, Świat od kuchni. W poszukiwaniu posiłku doskonałego

Podtytuł książki („w poszukiwaniu posiłku doskonałego”), to idealne podsumowanie całości, która porwała mnie jak rwąca rzeka w fascynującą podróż po smakach, aromatach i kulturze.

Jedzenie, gotowanie, kuchnia. Ludzie kochają jeść. Programów kulinarnych, tak w Polsce, jak i za granicą, jest multum. Nikt jednak nie mówi o tym, co dzieje się poza kuchnią. Praktycznie żaden z kucharzy nie wychyla nosa poza własną kuchnię, aby sprawdzić skąd się bierze jedzenie, a przepisy przedstawiane w programach i książkach są wyrwane z kontekstu, nie mają swojej historii ani otoczki kulturowej. Anthony Bourdain w swojej książce „Świat od kuchni” postanowił to zmienić. Podtytuł książki („w poszukiwaniu posiłku doskonałego”), to idealne podsumowanie całości, która porwała mnie jak rwąca rzeka w fascynującą podróż po smakach, aromatach i kulturze.

Kto interesuje się gotowaniem, temu nie trzeba przedstawiać autora. Outsider kuchni. Osoba, która wykrzyczała wszystkim w twarz swoje marzenia i nie boi się ich spełniać. Autor programu „Bez rezerwacji”. Kucharz z prawdziwego zdarzenia, bez garnituru i „ą”, „ę”.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jaką historię mają poszczególne potrawy? Jeśli nie, koniecznie sięgnijcie po „Świat od kuchni” i dowiedzcie się, jak wygląda gotowanie od kuchni w Japonii, Wietnamie, Rosji, Maroko, Meksyku, Anglii, Portugalii. Do każdego z tych miejsc Anthony Bourdain udał się w jakimś celu. Nie było to bezsensowne zwiedzanie kolejnych miast szlakami dla turystów, lecz prawdziwa kuchnia od kuchni. Dzięki niemu nasza wiedza poszerza się o tematykę doboru półproduktów, przygotowania, podawania i samego jedzenia, które nie jest mniej ważną czynnością od samego gotowania. Między wierszami możemy również wyczytać część przepisów, które później będą mogły zagościć na naszych stołach.

Anthony Bourdain jest zupełnym przeciwieństwem uśmiechniętego kucharza w białych, czystych ciuszkach, mizdrzącego się do kamery i pokazującego zygzaki na talerzu w programie kulinarnym w plenerze. On nie wstydzi się i nie boi się tego, że najpierw zwierzynę trzeba upolować, trochę się ubrudzić, spocić. Pokazuje to, co każda prawdziwa kucharka ma w swojej kuchni- artystyczny nieład. Anthony Bourdain to kucharz autentyczny. Być może właśnie za to uwielbiany i szanowany. Ma swój styl i nie boi się nowych wyzwań. To kucharz, którego ogląda się z prawdziwą przyjemnością.

Tylko w książce Bourdain’a możecie przeczytać o tym, skąd faktycznie bierze się jedzenie, które później ktoś nam serwuje w wykwintnej restauracji. Czy jagnięcina smakowałaby nam tak samo, gdybyśmy widzieli zarzynanie zwierzęta? Warto sprawdzić.




9/10

Anthony Bourdain, Świat od kuchni. W poszukiwaniu posiłku doskonałego, Carta Blanca, Warszawa 2011


recenzja zamieszczona na dlalejdis.pl